fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Krzyżak: Komisja ds. pedofilii strzela w powietrze

Adobe stock
Kościół powinien współpracować z państwem przy wyjaśnianiu spraw o nadużycia. Obie strony winny jednak najpierw ustalić zasady działań.

Państwowa Komisja ds. pedofilii podjęła decyzję, by wystąpić do sądów biskupich w Polsce o informację na temat „prowadzonych od 1 stycznia 2000 r.  do dziś” postępowań kanonicznych wobec duchownych, którzy seksualnie wykorzystywali dzieci poniżej 15. roku życia. „Równocześnie zwróciła się o udostępnienie oryginałów akt postępowań kanonicznych we wskazanym wyżej zakresie” – zapisano w komunikacie.

Trudno stwierdzić co skłoniło członków Komisji do takiego wystąpienia. Czy wynik sondażu, który w piątek opublikowaliśmy na łamach „Rz”, z którego wynikało, że 38 proc. Polaków chce, by za rozliczenie Kościoła z pedofilii wzięło się państwo? A może krytyka, która spotkała Komisję w ostatnim czasie i zarzuty, że przejada publiczne pieniądze, a nic nie robi? Może to chęć poprawienia swojego wizerunku, a może rzeczywiście próba poważnego podejścia do problemu?

W dobrej wierze przyjmijmy, że to ostatnie. Tyle tylko, że działanie Komisji wygląda na bardzo pośpieszne i nie do końca przemyślane.

Stwierdza ona, że podstawą wystąpienia jest decyzja „Stolicy Apostolskiej o zniesieniu tzw. tajemnicy papieskiej  w sprawach dotyczących nadużyć seksualnych”. Chodzi o instrukcję papieża Franciszka z grudnia 2019 r. „O poufności procedur prawnych”. Dokument ten faktycznie zniósł tajemnicę papieską w sprawach dotyczących wykorzystywania seksualnego, ale nie zniósł tajemnicy urzędowej.

Co to w praktyce oznacza? Ano tyle, że biskup, który jest dysponentem dokumentów z postępowań kanonicznych, nie musi już pytać Stolicy Apostolskiej, o to czy może przekazać prokuraturze jakiś dokument jeśli zostanie o to poproszony. Zostało to pozostawione jego osądowi. I biskup musi – co podkreśla nie tylko wspomniana instrukcja, ale także szereg innych dokumentów Watykanu – zadbać o dobre imię oraz prywatność wszystkich osób zaangażowanych w sprawę, a więc: poszkodowanych, świadków, a także samego oskarżonego. Może zatem udostępnienia dokumentów odmówić, ale w zamian powinien przedstawić zgodną z prawdą informację co w nich jest.

I tu jak się wydaje Komisja wpada w pułapkę. Bo kiedy niedawno posłowie KO w ramach tzw. kontroli poselskiej chcieli wejść do jej siedziby, by zajrzeć w jej papiery spotkali się z odmową. Jako argument podano im właśnie wrażliwość i poufność danych oraz ochronę osób pokrzywdzonych, które do Komisji zgłosiły się ze swoją sprawą.

Inna rzecz, że Komisja chce oryginałów dokumentów z postępowań kanonicznych „do dziś”. Czyli nie tylko zakończonych, ale także trwających. A to oznacza, że jeśli sądy biskupie wydadzą dokumenty, to zatrzymają wszystkie procedowane sprawy – ot chociażby ks. Stanisława S., o którym w „Rz” pisaliśmy, że w jego sprawie toczy się w diecezji radomskiej proces karno-administracyjny.Oczywistym jest, że Kościół powinien współpracować z państwem w zakresie wyjaśniania spraw o nadużycia. Tyle tylko, że tak jak Komisja uzgodniła zasady swojej współpracy z prokuraturami (dostaje dokumenty spraw umorzonych), tak i w przypadku Kościoła formalne wystąpienia winny poprzedzić rozmowy o współdziałaniu, konsultacje prawne, etc. Działanie bez przygotowania i „dialog” przez komunikaty niewiele da.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA