Gdy 8 maja 2025 r. nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym, reakcją nie był ani powszechny entuzjazm, ani ulga, lecz przede wszystkim zdumienie. Kardynałowie wybrali bowiem na biskupa Rzymu człowieka, którego niewielu wskazywało jako faworyta: Amerykanina, byłego augustiańskiego misjonarza z Peru, kanonistę o formacji bardziej wspólnotowej niż kurialnej, człowieka, który przez lata uczył się Kościoła nie na watykańskich salonach, lecz na peryferiach, wśród migrantów, ubogich i ludzi żyjących w cieniu politycznych napięć. Tuż przed konklawe mało kto przewidywał, że kard. Robert Prevost zostanie papieżem, po roku widać już, jak jego doświadczenie wpływa na sposób zarządzania Kościołem.