fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Mission impossible Rafała Trzaskowskiego

Fotorzepa/Robert Gardziński
Gdy półtora roku temu Rafał Trzaskowski wygrywał wybory prezydenckie w Warszawie był jednym z najbardziej obiecujących polityków w Polsce. Po wielkim sukcesie nad Patrykiem Jakim, po zwycięstwie w pierwszej turze nad kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, po stanięciu na czele opozycyjnej frondy przeciw Zjednoczonej Prawicy na czele której stanęli bez wyjątki prezydenci wielkich miast, Trzaskowski miał w zasięgu każde stanowisko. To wówczas zaczęto spekulować, że wszedł do pierwszej ligi, że może spokojnie myśleć o tym, by wystartować na prezydenta Polski.

Ale dziś po półtora roku sytuacja jest zgoła odmienna. Startuje w wyborach zamiast Małgorzaty Kidawy Błońskiej, która zakończyła kampanię z klasą i w pięknym stylu, niemniej z jednocyfrowym wynikiem w sondażach. Czyli katastrofą.

Trzaskowski startuje, by ratować Platformę Obywatelską, a nie po to, by odnieść sukces. Dziś sondaże pokazują, że bezapelacyjnym faworytem jest Andrzej Duda. Celem minimum Trzaskowskiego jest wejście do drugiej tury, a więc pokonanie nie kandydata partii rządzącej, ale odzyskanie elektoratu, który odpłynął do Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Od początku więc kandydat PO stanie do bratobójczej walki o elektorat centrowy czy liberalny. Na walkę z samym Dudą czas przyjdzie dopiero w drugim kroku.

Miesiące, które upłynęły od stołecznej wiktorii nie były jednak dla Trzaskowskiego dobre. Choć sondaże satysfakcji mieszkańców pokazują, że są oni zadowoleni z życia w Warszawie, nie musi to przekładać się na polityczną siłę. Za czasów Hanny Gronkiewicz-Waltz również mieszkańcy doceniali inwestycje w komunikację, nowe rozwiązania urbanizacyjne, doceniali to, że fajnie mieszka się w tym mieście, ale mimo to odchodziła ona jako polityk przegrany. Trzaskowski nie ma koncie żadnego spektakularnego sukcesu. Raczej walczył z oporem materii, a do mediów ogólnopolskich przebijały się problemy – a to zdechły kozy na wiślanej wyspie, a to pękł kolektor ściekowy. Czy to była jego wina? Raczej nie. Ale paradoksalnie na tym polega niewdzięczność tej roboty, że awaria szamba przykrywa miesiące ciężkiej pracy. Dziś Trzaskowski jest więc politykiem mocno poobijanym. I dobrze pasuje do swej macierzystej partii, która również jest po przejściach.

Dla Andrzeja Dudy będzie to przeciwnik trudniejszy w kampanii. Mer stolicy na robieniu kolejnych wyborów zjadł zęby, pokazał, że jest zwierzęciem politycznym, który nie odda walki walkowerem. Rozumie media, rozumie nowoczesne środki komunikacji i zjawisko jakim jest kampania. Będzie pod tym względem przeciwnikiem znacznie trudniejszym niż dostojna, ale trochę jednak pogubiona Małgorzata Kidawa-Błońska.

Pytanie jednak, czy jeśli idzie nie o kampanię, lecz o ostateczny wynik wyborczy, nie będzie dla Dudy jednak konkurentem łatwiejszym. Języczkiem u wagi tych wyborów będzie elektorat Konfederacji i Krzysztofa Bosaka. Po gębie, jaką prawica przykleiła Trzaskowskiemu w związku z „kartą LGBT” nie ma on szans na pozyskanie elektoratu tradycjonalistycznego ani libertariańskiego. Bo wybory prezydenckie wygrywa się dzięki sumowaniu elektoratów. Elektorat wielkomiejski Trzaskowski ma w kieszeni. Lewicę i liberałów raczej też. Ale o wyniku zdecyduje centrum. Jeśli poprze Dudę, może być on pewien drugiej kadencji.

Pytanie, czy Trzaskowski ma jakąkolwiek siłę przeciągania tych właśnie centrowych wyborców. Umiarkowanie konserwatywne centrum może się wahać gdyby miało do wyboru Hołownię i Dudę albo Kosiniaka i Dudę. Bo ich elektoraty mają jakąś część wspólną. Elektorat Dudy i Trzaskowskiego wydają się rozłączne. Gra będzie się toczyć o mobilizacje swoich zwolenników, a nie o przyciągnięcie niezdecydowanych.

Oczywiście wiele zależy od kampanii. Ale dziś, w połowie maja, Trzaskowski stoi przed mission impossible.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA