Ale dziś po półtora roku sytuacja jest zgoła odmienna. Startuje w wyborach zamiast Małgorzaty Kidawy Błońskiej, która zakończyła kampanię z klasą i w pięknym stylu, niemniej z jednocyfrowym wynikiem w sondażach. Czyli katastrofą.
Trzaskowski startuje, by ratować Platformę Obywatelską, a nie po to, by odnieść sukces. Dziś sondaże pokazują, że bezapelacyjnym faworytem jest Andrzej Duda. Celem minimum Trzaskowskiego jest wejście do drugiej tury, a więc pokonanie nie kandydata partii rządzącej, ale odzyskanie elektoratu, który odpłynął do Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Od początku więc kandydat PO stanie do bratobójczej walki o elektorat centrowy czy liberalny. Na walkę z samym Dudą czas przyjdzie dopiero w drugim kroku.