fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Zuzanna Dąbrowska: Emi się prezesowi urwała

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Afera hejterska coraz bardziej przypomina film szpiegowski klasy C

„Jeśli będzie Pani oczekiwała ode mnie wsparcia, którego mógłbym udzielić, działając w ramach uprawnień przysługujących parlamentarzystom, proszę o informację” – napisał 16 lipca prezes Jarosław Kaczyński do hejterki Emilii, w odpowiedzi na jej prośbę o pomoc. To mogłaby być standardowa odpowiedź z biura poselskiego zapracowanego polityka, który uprzejmie odpowiada na liczne błagania o interwencję. Mogłaby – ale nie jest. Istnieje bowiem druga część tego ujawnionego przez „Gazetę Wyborczą” listu.

W kolejnym akapicie prezes PiS opisuje bowiem swoje dotychczasowe działania na rzecz hejterki „zadaniowanej” przez polityków-sędziów z Ministerstwa Sprawiedliwości. Opisuje pomoc, jakiej już w marcu udzielił jej w sprawie sądowej, czyli takiej, w której pozycja jej męża – sędziego zatrudnionego w neo-KRS – mogła wpłynąć na postępowanie. To sprawa zupełnie prywatna, dotycząca opieki nad dziećmi i kontaktów z nimi męża. Takie procesy budzą niezwykle silne emocje u stron, przed sądami odbywają się czasem dantejskie sceny, bo nic nie działa na rozstających się małżonków jak ograniczony odstęp do własnych dzieci, rzadkie widzenia, czy potwierdzone sądownie oskarżenia o złe traktowanie potomstwa.

Dowiedz się więcej: "Wyborcza": Kaczyński pisał do hejterki "Emi"

I w takiej właśnie sprawie prezes PiS uznał za stosowne interweniowanie w interesie matki: napisał pismo do Rzecznika Praw Dziecka, który z kolei wziął udział w postępowaniu, a nawet wystąpił o wewnętrzny nadzór administracyjny nad tym postępowaniem. A po co był ten nadzór? Czy prezes doprowadza w każdej tego typu sprawie do zastosowania wewnętrznego nadzoru przez sąd okręgowy nad rejonowym? I w końcu – jak to świadczy o jego zaufaniu do wymiaru sprawiedliwości kierowanego przez Zbigniewa Ziobro? I, co chyba teraz najważniejsze, kiedy poznamy treść pisma prezesa do RPD?

Nie jest tak, jak twierdzi wicerzecznik PiS Radosław Fogiel mówiąc, że „Kilka tysięcy spraw kończy się interwencją na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Interwencją, czyli przekazaniem sprawy do właściwej instytucji. To była jedna z tych tysięcy spraw i była standardowo procedowana przez biuro poselskie”. Szef PiS wyraźnie zachowuje się wobec Emilii bardzo ostrożnie, przypomnienie o już udzielonej pomocy ma dowodzić jego dobrej woli i tego, że w kontaktach z wymiarem sprawiedliwości, które dla niej sprowadzają się już przede wszystkim do konfliktu z byłym mężem-sędzią, nie jest osamotniona. Tak właśnie postępuje się z agentem, który się „zerwał z uwięzi”. Postępować trzeba ostrożnie i zaoferować pomoc, bo taki człowiek z wewnątrz zbyt dużo wie, żeby go po prostu skreślić z ewidencji.

Ale mimo, że Jarosław Kaczyński obszedł się z Emilią jak z jajkiem – jej strach przed „Kastą” zwyciężył i doprowadził do ujawnienia afery. Ot, wypadek przy pracy politycznej…

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA