fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Strajk wiernych to nie jest dobry pomysł

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa/Maciej Zienkiewicz
Siła polskiego katolicyzmu nie zależy od tego, czy w najbliższą niedzielę do kościołów pójdzie dużo czy mało osób, ani ile tego dnia pieniędzy wyląduje na tacy. Ona zależy od tego, czy między wiernymi a duchownymi będzie istniała realna wspólnota.

Coraz częściej po filmie Tomasza Sekielskiego pojawiają się postulaty swego rodzaju strajku wiernych, mającego zmusić hierarchów do reakcji na problem pedofilii. Szczególnie liberalni komentatorzy postulują, by parafianie nie poszli w niedzielę na mszę świętą, lub przestali dawać na tacę, by uświadomić duchowieństwu swój sprzeciw wobec nierozliczenia się z pedofilią.

Pomysł angażowania się świeckich w życie Kościoła jest mi bliski. Ale równocześnie proponowana forma strajku wydaje mi się zupełnie chybiona. I to na kilku poziomach.

Po pierwsze Katolicy wierzą, że uczestniczą we mszy świętej nie dla księży, ale dla Boga. Udział w niedzielnych uroczystościach nie jest znakiem aprobaty tego, co mówi ksiądz na kazaniu, ani zachowania biskupa, ale uczestniczenia w najważniejszym religijnym wydarzeniu katolicyzmu. Jeśli strajk ma ukarać biskupów, duchowo najpierw ukarze samych wiernych.

Po drugie zaś ukarać może zwykłych wikarych i proboszczów, którzy na co dzień pracują w niemal 10 tys. polskich parafii. Spośród 30 tys polskich duchownych przytłaczająca większość to dobrzy ludzie, którzy swoje życie postanowili oddać służbie Kościołowi i jego wiernym.

Owszem, są wśród nich ludzie mający wady, bywają złośliwi, kłótliwi, niektórzy nadużywają alkoholu, inni zanadto myślą o pieniądzach, jeszcze innych zżerają ambicje kościelnej kariery. Ale dziś oni wszyscy znaleźli się pod pręgierzem, padł na nich cień zbrodni pedofilii. Tak, Kościół potrzebuje oczyszczenia, ale duchowni dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebują wsparcia i solidarności.

Pamiętać też trzeba, że polski Kościół to też wiele dzieł charytatywnych, domy samotnej matki, domy opieki społecznej, hospicja a także przedszkola, szkoły internaty itp. Przestać rzucać na tacę, to pozbawiać środków utrzymania zwykłych, ciężko pracujących dla Kościoła księży i zakonnice, a także utrudniania finansowania licznych dzieł miłosierdzia. Czy temu ma służyć strajk?

Z bliskiej Kościołowi strony pojawiają się z kolei głosy, by właśnie w najbliższych dniach manifestacyjnie iść do swojego kościoła, by zamanifestować swe przywiązanie do wiary. Byłbym sceptyczny wobec pomysłów przyjmowania takiej logiki. Liberałowie mówią: nie idźcie do Kościoła w proteście, to my pójdziemy tym liczniej, by pokazać siłę katolicyzmu. Nie można przenosić do Kościoła filozofii wiecowej polityki czy wprost politycznych zwyczajów, ani politycznego myślenia o konieczności obrony zaatakowanego Kościoła. Siła polskiego katolicyzmu nie zależy od tego, ile osób akurat w najbliższą niedzielę pójdzie do Kościoła ani ile tego dnia pieniędzy wyląduje na tacy. Ona zależy od tego, czy między wiernymi a duchownymi będzie istniała realna wspólnota.

Ale to oczywiście nie oznacza, że wierni mają milczeć. Wręcz przeciwnie, jak już pisałem, obecny kryzys to tym większa zachęta do zaangażowania w życie Kościoła na różnych poziomach. I na poziomie parafialnym, rozmaitych wspólnot religijnych, ale też na innych szczeblach – z pisaniem wspólnych listów do biskupów, czy episkopatu włącznie. Ale przenoszenie logiki politycznej wojny na kościelny grunt to zły pomysł.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA