fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jakie są intencje PiS

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa/ Waldemar Kompała
Wbrew deklaracjom prezydenta Andrzeja Dudy i licznych polityków PiS, że to już koniec sporu o Trybunał Konstytucyjny, korespondencja pomiędzy szefową KPRM Beatą Kempa a prezesem TK Andrzejem Rzeplińskim nie tylko tego kryzysu nie kończy, ale wręcz go pogłębia.

Spór ma bowiem dwa poziomy: prawny i polityczny.

Na płaszczyźnie prawnej nie można odmówić KPRM, że wyrażone w liście problemy rzeczywiście budzą wątpliwości. Zagmatwanie prawne i proceduralne całego sporu o TK już od wielu tygodni sprawia, że przeciętny obywatel nie może sobie tu sam wyrobić zdania i opiera się wyłącznie na sympatiach politycznych.

Nie lekceważąc płaszczyzny prawnej, warto zwrócić uwagę na polityczne konsekwencje całej sprawy. Dotąd stroną sporu o TK był Sejm RP i Prezydent RP. Do tego zaszczytnego grona właśnie dołączył Rząd RP. Nikt nie może mieć jednak wątpliwości, że – przy zachowaniu pozorów i autonomii poszczególnych podmiotów – reżyserem całej operacji jest Jarosław Kaczyński.

List do prezesa, w którym Beata Kempa poddaje w wątpliwość zeszłotygodniowego wyroku Trybunału Konstytucyjnego (tego który rozpatrywał ustawę autorstwa Platformy Obywatelskiej), a zatem wstrzymuje się z jego publikacją do czasu ich wyjaśnienia to niebezpieczny precedens. Oznacza on bowiem, że PiS i rząd testuje granice wytrzymałości naszego porządku prawnego. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego jest ostateczne, wchodzi jednak w życie po publikacji w dzienniku urzędowym. Rząd nie ma prawa kwestionować legalności tego wyroku. W sytuacji braku takiej publikacji, orzeczenie wisi w próżni, jest znane opinii publicznej, ale nie ma mocy prawnej. Wysuwając uzasadnione wątpliwości wobec legalności orzeczenia TK, rząd de facto się od niego odwołał, co oznacza, że nie jest on już ostateczny. Dlatego można to traktować jako testowanie wytrzymałości naszego systemu demokratycznego i konstytucyjnego – do czego można się jeszcze posunąć, by przetestować, czy konstytucja jeszcze działa, czy działają reguły.

Ale to testowanie ma swoje konsekwencje. Coraz bliżej jesteśmy bowiem sytuacji, w której Trybunał zostanie całkowicie sparaliżowany. Dziś spieramy się o to, kto jest legalnym sędzią Trybunału – czy osoby powołane przez PO czy przez PiS. Wkrótce dojdzie do tego spór o to, kto jest prezesem Trybunału. W ostatniej nowelizacji PiS wprowadził przepis kończący kadencję prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Trybunał we środę uznał ten przepis za niezgodny z konstytucją. Jeśli jednak rząd wstrzyma się z publikacją orzeczenia TK do czasu przewidzianego w ustawie na wygaszenie kadencji prezesa TK, chaos może się tylko pogłębić. Doprowadzi to jednak do tego, że przez wiele miesięcy ta instytucja będzie zupełnie sparaliżowana.

Dotychczas najwyższym organem rozstrzygającym konstytucyjność był właśnie Trybunał. W ubiegłym tygodniu takie prawo przyznał sobie prezydent orzekając, że przyjął ślubowanie od sędziów, którzy są wybrani przez większość, która jest odzwierciedleniem aktualnej woli narodu. Teraz prawo do orzekania o konstytucyjności przyznał sobie też rząd. Czym innym jest bowiem podważenie legalności wyroku TK?

Przekraczając jednak kolejne granice PiS jednak coraz bardziej daje do ręki argumenty swoim przeciwnikom. Kolejne odsłony sporu o Trybunał sprawiają, że coraz więcej osób zadaje sobie pytanie: jakie są prawdziwe intencje Prawa i Sprawiedliwości.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA