fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze wyborcze

Szułdrzyński: PiS chce stworzyć własną oligarchię

Fotorzepa, Roman Bosiacki
Jarosław Kaczyński chce stworzyć nowe elity biznesowe. Czy wzorem mają być obwieszone złotem osiłki, dzwoniące po protekcję do wiceministra finansów?

Po wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego w Szczecinie powiało grozą.

– Polska elita ekonomiczna musi być nowa, inna – zadeklarował prezes PiS. Oczywiście ten temat nie pojawia się po raz pierwszy. Już w 2013 roku w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Kaczyński mówił: – Duży i średni biznes w niemałej części, ale small biznes także stanowił i niestety w wielu przypadkach nadal stanowi przystań dla ludzi dawnego systemu.

Twierdził też, że „w Polsce po 1989 r. doszło do zjawiska fatalnego: mechanizm selekcji negatywnej, charakterystyczny dla komunizmu, przeniósł się do biznesu”.

Kłopot tylko w tym, że dziś, po czterech latach wiemy, jak wygląda budowanie nowych elit przez Prawo i Sprawiedliwość. Ten wątek wyraźnie widać w zmianach przeprowadzanych w wymiarze sprawiedliwości. PiS stwierdził, że dotychczasowe elity sędziowskie zawiodły, więc postanowił stworzyć nowe. Sęk w tym, że budowanie nowych elit sędziowskich przez polityków oznacza ich upolitycznienie. To partia zaczęła decydować, kto zostanie członkiem nowej KRS, kto dostanie sędziowski awans, kto będzie prowadził postępowania dyscyplinarne wobec innych sędziów, których działanie odbiegało od wzorca, który zdefiniowała partia. Przy okazji okazało się, że kompetencje moralne nowych sędziowskich elit delikatnie rzecz biorąc pozostawiają wiele do życzenia.

PiS ma też plan na stworzenie nowej klasy średniej. I tu również dominuje przekonanie, że obecna zawdzięcza swoją pozycję układom, postkomunistycznym sitwom, selekcji negatywnej. Oczywiście istnieją rozmaite patologiczne układy. Sęk w tym, że setki tysięcy, może nawet miliony Polaków należy dziś do klasy średniej nie dzięki układom, ale dlatego, że najpierw mozolnie się kształcili, potem ciężko pracowali budując pozycję zawodową jako prawnicy, architekci, lekarze, profesorowie, menedżerowie, przedsiębiorcy. I, w ślad za tą pozycją zawodową, szedł awans społeczny i materialny.

Partia rządząca chce mieć jednak swoją klasę średnią i buduje ją dzięki transferom socjalnym, dzięki ulgom i różnym działaniom państwa.

Identycznie ten mechanizm może wyglądać w przypadku biznesu. Owszem, istniały patologiczne układy polityczno-biznesowe a wiele fortun zbudowano w oparciu o polityczne koneksje. Ale siła polskiej gospodarki opiera się na setkach tysięcy mniejszych i większych biznesów, które osiągają sukces dzięki łutowi szczęścia, kompetencjom i ciężkiej pracy. Na tym właśnie polega wolny rynek – sukces osiągają najlepsi. PiS jednak dziś deklaruje, że trzeba zbudować nowe elity biznesowe. Widzimy dziś jak wiele spółek Skarbu Państwa stało się kuźnią tych nowych elit. Wiemy jak wyglądają również biznesy okołopisowskie – jak choćby powstający pod jego skrzydłami biznes spółdzielczych kas oszczędnościowych. A może wzorem nowych finansowych elit są obwieszeni złotem krakowscy „przedsiębiorcy”, dzwoniący po pomoc do wiceministra finansów, w kamienicy którego prowadzą pokoje na godziny?

Z drugiej strony w tej rzekomo strasznej III RP świetną karierę zrobił obecny premier Mateusz Morawiecki. Przecież doszedł do swej pozycji dzięki ciężkiej pracy, a nie dzięki jakimś układom.

Nie, PiS nie chce wolnego rynku, lecz budowy nowej, własnej oligarchii. Chce zastąpić pozostałości starych układów, nowymi. Walcząc z patologiami, które pojawiły się na początku transformacji, gdy postkomunistyczna nomenklatura znalazła się w sytuacji uprzywilejowanej, chce stworzyć nową nomenklaturę.

Budowa nowych sędziowskich „elit” pokazała, że PiS inaczej nie potrafi. Bo dobre elity – bez względu na to, czy chodzi o sądy, biznes, czy klasę średnią – są tam, gdzie są jasne kryteria awasu, proste zasady funkcjonowania i równość wszystkich wobec tych zasad, a na ich straży stoją silne instytucje. PiS jednak nie wierzy w instytucje, wierzy w rewolucje kadrowe, które prowadzą do jeszcze większego upartyjnienia kolejnych sfer życia.

Nie mam złudzeń, że opowieści o złych elitach wpadają w ucho tym, którym powinęła się noga. Jeśli komuś się nie udało, nie chce słyszeć – jak przez lata mówiła liberalna narracja – że jest nieudacznikiem. Woli uważać, że innym się udało z powodu jakiś tajnych układów, sitw i niejasnych mechanizmów. Tak, państwo powinno pomagać tym, którym się nie udało. Ale nie przekonywać ich, że to oni powinni być nową elitą.

Bo na zawiści nie da się na dłuższą metę zbudować polska wersję państwa dobrobytu, którą PiS obiecuje w tej kampanii wyborczej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA