fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Grzegorz Siemionczyk: Pandemiczne lekcje ekonomii

Adobe Stock
Załamanie popytu pod wpływem epidemii i związanych z nią restrykcji wbrew oczekiwaniom nie stłumiło inflacji. To wcale nie jest zła wiadomość.

Przygotowanie kolacji wigilijnej dla czteroosobowej rodziny będzie w tym roku kosztowało około 3 proc. więcej niż rok temu. Podobne zwyżki cen wigilijnego koszyka obserwowaliśmy w poprzednich latach. W takim tempie drożeje też ogół towarów i usług konsumpcyjnych.

Tyle że ten rok był zupełnie inny od poprzednich. Inna powinna więc też być inflacja, w tym ta ilustrowana przez nasz koszyk wigilijny. Podręczniki ekonomii uczą, że spadek popytu konsumpcyjnego przy niezmienionej podaży dóbr i usług powinien skutkować spadkiem cen, a nie wzrostem. Toteż gdy wybuchła pandemia, a konsumenci musieli ograniczyć wydatki, ekonomiści powszechnie oczekiwali, że inflacja wyraźnie wyhamuje.

Dlaczego tak się nie stało? Częściowo dlatego, że nowe wymogi sanitarne zwiększyły koszty działalności firm. Ale przerzucenie tego wzrostu na ceny dóbr i usług było możliwe, bo konsumenci wcale nie ograniczyli wydatków tak, jak można się było obawiać. W III kwartale, gdy okazało się, że tarcze antykryzysowe zapobiegły masowym zwolnieniom, a pandemiczne ograniczenia z wiosny poluzowano, Polacy masowo ruszyli na zakupy. Konsumpcja (licząc w cenach stałych) była nawet minimalnie większa niż rok wcześniej, w czasie konsumpcyjnego boomu. Wydajemy inaczej – np. w sklepach internetowych zamiast w stacjonarnych albo na doposażenie kuchni zamiast w restauracjach – ale nie istotnie mniej.

To, że inflacja nie spadła tak, jak oczekiwali ekonomiści, jest więc świadectwem elastyczności polskiej gospodarki i jej – czyli nas wszystkich – zdolności do adaptacji. Jednocześnie jest jedną z przyczyn tego, że koronakryzys potraktował nas łagodniej niż wiele innych państw UE. Nie jest przypadkiem, że banki centralne na całym świecie starają się utrzymać inflację właśnie w okolicy 2–3 proc., choć konsumenci woleliby ceny stabilne, a nawet malejące. Pracownicy niechętnie godzą się na obniżki płac, nawet w trudnych czasach. Inflacja – czyli podwyżki cen – daje firmom możliwość zmniejszenia stosunku kosztów pracy do przychodów bez ruszania wynagrodzeń. Wielu z nich pozwoli to przetrwać kryzys.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA