fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Podskomisja Macierewicza: Eksplozja, ale czy również zamach

Andrzej Iwanczuk
Ustalenia podkomisji Antoniego Macierewicza nie przybliżają nas do wyjaśnienia katastrofy w Smoleńsku.

Podkomisja, która równolegle do prokuratury bada okoliczności śmierci pasażerów samolotu Tu 154M, przedstawiła tzw. raport techniczny. Szef tego zespołu Antoni Macierewicz po raz kolejny stwierdził, że pod Smoleńskiem doszło do eksplozji.

Z informacji, którą Macierewicz przekazał dziennikarzom, wynikało, że „rosyjscy kontrolerzy lotu na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku w porozumieniu z dowódcą wojsk transportu lotniczego gen. Benediktowem w Moskwie konsekwentnie podawali błędne informacje załodze samolotu podczas podejścia do lądowania". Ale jednocześnie stwierdził, że samolot „uległ destrukcji w powietrzu, w wyniku eksplozji". Przeprowadzone eksperymenty potwierdziły możliwość przecięcia skrzydła ładunkiem wybuchowym.

Według słów przewodniczącego podkomisji eksperci przeanalizowali tysiące zdjęć z miejsca katastrofy oraz nagrania, które pozwoliły na rekonstrukcję samolotu. Zebrali też relacje około 150 świadków. Na tej podstawie opracowana została symulacja, z której wynikało, że do eksplozji doszło w skrzydle samolotu. Takie ustalenia potwierdził brytyjski ekspert podkomisji Frank Taylor.

Macierewicz stwierdził, że na tej podstawie podkomisja anulowała ustalenia rządowej komisji Millera. – Domagając się, aby raport pana Millera nadal był stanowiskiem polskiego rządu, domagacie się, aby państwo polskie potępiało polskich pilotów – oświadczył.

Macierewicz nie był jednak w stanie podać podstawy prawnej podjęcia tej decyzji. Zapewniał dziennikarzy, że cały zespół podkomisji smoleńskiej zaakceptował prezentowany raport techniczny. Wprawdzie nie wszyscy go podpisali, „ale wszyscy zaaprobowali, co zostało nagrane na rejestrowanym posiedzeniu" – zapewnił. Przyznał, że niektórzy członkowie podkomisji zrezygnowali z pracy w niej.

Pytany, czy raport techniczny jest oficjalnym stanowiskiem państwa polskiego, oświadczył, że „takiego stanowiska nie będzie aż do chwili ustalenia ostatecznej, końcowej wersji raportu podkomisji". A to nie wiadomo kiedy się stanie. Być może najwcześniej za rok, po zakończeniu badań w jednym z amerykańskich instytutów naukowych, a także ekshumacji ofiar.

Macierewicz zaznaczył też, że jako pierwsze z raportem technicznym zostały zapoznane rodziny ofiar katastrofy. Raport został też wysłany do prokuratury.

Pytany, czy zaakceptował go szef resortu obrony Mariusz Błaszczak, Macierewicz stwierdził wymijająco, że nie wymaga tego prawo lotnicze. MON w wydanym oświadczeniu doprecyzowało, że „Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego przedstawia ministrowi obrony narodowej raport końcowy".

Jednocześnie MON stwierdziło, że „minister obrony narodowej nie może ingerować w przebieg prac podkomisji i wyniki jej prac".

Czy to oznacza, że resort dystansuje się od podkomisji Macierewicza, a temat badania katastrofy przez jego zespół jest marginalizowany? Być może.

Takie sygnały docierają i z resortu, i z kierownictwa PiS.

Symptomatyczne jest to, że konferencji Macierewicza nie transmitowała na żywo publiczna telewizja, która wcześniej promowała tego polityka.

Raport techniczny nie odpowiedział na wiele podstawowych pytań.

Dr inż. Maciej Lasek, były szef Komisji Badania Wypadków Lotniczych, uważa, że nie ma dowodów, iż przyczyną śmierci pasażerów samolotu była eksplozja.

– Jeżeli miało do niego dojść w centropłacie, jak twierdzi komisja, to dlaczego nie została odkształcona znajdująca się przy nim podłoga samolotu? – pyta. Przypomina, że w trakcie prac komisji Millera prowadzone były badania fizykochemiczne, także przez pirotechników z policji.

– Wynik tych badań był negatywny. Nie ma śladów ani materiałów wybuchowych, ani odkształceń, które mogą wskazywać na ich użycie – tłumaczy.

Jego zdaniem wybuch powinien być zarejestrowany przez urządzenia, które znajdowały się na pokładzie samolotu, a to się nie stało. – Nie zarejestrowały go np. trzy czujniki w kabinie pilotów, które zarejestrowały krzyki załogi – dodaje dr Lasek.

– Podkomisja twierdzi, że był wybuch, ale nie jest w stanie tego udowodnić. Jaki zatem został podłożony ładunek wybuchowy i kiedy? – pyta. – Przecież ten samolot wcześniej latał po całym świecie, wielokrotnie był sprawdzany przez pirotechników. I co? – mnoży wątpliwości.

Lasek uważa, że członkowie podkomisji zajmują się głównie analizą zdjęć. Skan modelu samolotu w 3D tworzony jest po to, by umieszczać w nim w różnych miejscach kolejne materiały wybuchowe i obserwować rozpad szczątków. Słowem, członkowie komisji będą dopasowywać liczbę i miejsca wybuchów do zakładanej tezy. Chodzi o to, aby za wszelką cenę udowodnić tezę o zamachu.

Były szef komisji uważa, że przedłużanie prac podkomisji w nieskończoność działa na szkodę śledztwa i powoduje, że Rosjanie szybko nie oddadzą nam wraku samolotu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA