fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Deficyt handlowy to nic strasznego

Unia Europejska w przyszłości nadal pozostanie głównym kierunkiem ekspansji polskich firm – mówi Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas Bank Polska.

Główny ekonomista BNP Paribas Bank Polska zwrócił uwagę na pozytywny aspekt, który widać w ostatnich danych dotyczących polskiego eksportu. Wprawdzie jego gros nadal trafia głównie do krajów europejskich, to jednak powoli się to zmienia. Dywersyfikacja odbiorców jest coraz bardziej widoczna.

Artur Osiecki, Rzeczpospolita: Czy patrząc na ostatnie odczyty możemy powiedzieć, że polski eksport jest na dobrym torze?

Jak najbardziej. Eksport pozostaje jednym z głównych motorów napędowych wzrostu gospodarczego i jeśli spojrzymy na nasze wyniki czy to regionu, czy całego kontynentu europejskiego, to zobaczymy, że radzimy sobie dosyć dobrze.

Głównym odbiorcą polskich produktów pozostaje jednak Europa, a zwłaszcza kraje Unii Europejskiej. To tam kierowane jest aż 80 proc. naszego eksportu...

To dlatego, że mamy wspólny rynek. On sprawia, że łatwiej jest robić biznes i sprzedawać swoje towary. To się nie zmieni. Unia Europejska w dającej się przewidzieć przyszłości pozostanie głównym kierunkiem ekspansji polskich firm.

Jednocześnie z eksportem rośnie także polski import. Dynamika jest w tym przypadku nawet wyższa. Czy to jest dobra sytuacja dla Polski?

To zupełnie normalna sytuacja. Polska gospodarka rozwija się szybciej niż rośnie popyt zagraniczny. To właśnie jest powodem, dla którego import rośnie szybciej niż eksport i po krótkim okresie dodatniego bilansu dzisiaj znów mamy deficyt.

Do tego dochodzą dodatkowe czynniki. Najważniejszym jest zanotowany w ubiegłym roku 30-proc. skok ceny ropy naftowej. Polska jako importer surowców energetycznych musi płacić za nie więcej, co widać w odczytach importu.

Ceny surowców energetycznych odbiły od czasów dołka z przełomu lat 2015/2016 i to powoduje, że wartość importu surowców zwyczajnie rośnie.

Patrząc na dane polskiego importu, widać ciekawy trend. W ostatnich latach coraz bardziej zalewają nas towary z Azji, a deficyt handlowy z tym kontynentem nie przestaje rosnąć. W zeszłym roku osiągnął on wartość 42 mld euro. Czy jest jakiś pomysł, by ten niekorzystny trend odwrócić?

Musimy się najpierw zastanowić, z czego wynika ten deficyt. Gdy już to ustalimy, trzeba poszukać odpowiedzi na pytanie: Czy aby na pewno jest on aż tak duży?

Musimy mieć świadomość, że nasza nadwyżka względem Unii cały czas rośnie. Polska sprzedaje do UE części, komponenty czy półprzetworzone produkty, które następnie są montowane w większą całość przez firmy niemieckie czy francuskie. Te wyroby mogą być następnie sprzedane np. właśnie do Azji. W ten sposób cykl się zamyka i jednym z elementów tego globalnego łańcucha powiązań handlowych jest Polska. Jeśli tak na to spojrzymy, to przekonamy się, że nasz deficyt handlowy z Azją nie jest wcale tak duży.

Kolejna kwestia to sam import oraz odpowiedź na pytanie, ile z tych importowanych dóbr trafia do finalnego odbiorcy. Trzeba pamiętać, że import elektroniki to nie tylko smartfony i komputery, ale także wszelkie półprodukty. Te mogą zostać przetworzone, aby finalnie trafić na eksport.

BNP Paribas mocno angażuje się we wspieranie polskiego eksportu. Jednym z przykładów tego rodzaju działalności jest realizowany od ubiegłego roku Program Handlu Zagranicznego. Już wkrótce wystartuje jego trzecia edycja. Jakim rynkom będzie poświęcona?

Celem będzie Europa. Trzeba jednak podkreślić, że nie będziemy się skupiali na naszym najważniejszym partnerze, którym są Niemcy. Chcemy się skoncentrować na krajach nieco dalej na zachód, takich jak: Francja, Włochy i Belgia. To będzie ta trójka, na którą położony zostanie nacisk.

Czy powinniśmy tym krajom poświęcać więcej uwagi? Czy są to rynki aż tak perspektywiczne?

Tak, powinniśmy. Każdy rynek, choćby wydawało się, że w skali makro nie rośnie zbyt szybko, daje przedsiębiorcom duże możliwości znalezienia nowych klientów i dalszego rozwoju.

Dwa z trzech wymienionych krajów odznaczają się ciekawą cechą. Polska notuje dodatni bilans handlowy z większością krajów Unii. Mamy jedynie trzy wyjątki. Są to: Irlandia oraz właśnie Włochy i Belgia. Dlaczego tak się dzieje?

Włochy to na pewno import sprzętu elektrycznego, maszyn i urządzeń oraz samochodów. W przypadku Belgii to bardziej kwestie związane z przemysłem ciężkim czy w szczególności przemysłem chemicznym. Ten deficyt z Belgią nie jest specjalnie wysoki, choć oczywiście jest. Musimy jednak pamiętać, że dane, które widzimy, ulegają zmianom. I tak np. w przypadku Belgii deficyt handlowy jeszcze kilka lat temu był znacznie większy. W ubiegłym roku udało się go nam znacznie ograniczyć. I to nie za sprawą tego, że przestaliśmy stamtąd nagle importować, ale dlatego, że poważnie zwiększyliśmy eksport. Nasz eksport do Belgii wzrósł w 2018 r. o prawie 13 proc. To był główny powód zmniejszenia deficytu w handlu z Belgią.

Z punktu widzenia BNP Paribas rynki takie jak: Francja, Włochy, Belgia są szczególnie interesujące, bo to dla was tzw. domestic markets, ale rozumiem, że nie powinniśmy się zbytnio kłopotać deficytem w handlu z Belgią i Włochami?

Tak, to dla nas rodzime, a co za tym idzie bardzo ważne rynki, ale też nie możemy z tego powodu przeceniać ich roli. Tym bardziej mając świadomość, że każdy kraj, każda gospodarka jest trochę inna i firmy oraz klienci zachowują się nieco inaczej. To, że z jednym krajem mamy deficyt, a z drugim nadwyżkę nie jest aż tak bardzo istotne. Oczywiście w sytuacji, gdy patrząc z perspektywy całej Unii Europejskiej i całego wspólnego rynku pozostajemy w trendzie wzrostowym.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA