fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Górnictwo

Górnicy z odkrywek wyjdą na ulice

Adobe Stock
Podczas gdy rząd próbuje łagodzić spory z górnikami na Śląsku, serię protestów rozpoczynają związkowcy z kopalń węgla brunatnego.

Najpierw Bełchatów, później Warszawa – taki jest plan protestów związków zawodowych z kopalń węgla brunatnego należących do Polskiej Grupy Energetycznej. Najbliższa pikieta odbędzie się już w piątek przed budynkiem PGE w Bełchatowie, skąd koncern energetyczny nadzoruje działalność swoich kopalń węgla i opalanych tym surowcem elektrowni. Związkowcy ostrzegają, że będzie to pierwszy, lecz nie ostatni protest, który ma uwidocznić utratę ich zaufania do władz PGE i ministra aktywów państwowych Jacka Sasina. – Który najwidoczniej nie radzi sobie z tak ważnym dla bezpieczeństwa energetycznego państwa resortem – kwitują zrzeszone w PGE związki zawodowe w swoim oficjalnym stanowisku.

Społeczne niepokoje

Górnicy domagają się przede wszystkim budowy kopalni odkrywkowej Złoczew, która ma przedłużyć pracę największej siłowni opalanej węglem brunatnym w Europie – Elektrowni Bełchatów. Obecnie eksploatowane tam złoża wkrótce się wyczerpią i bez nowej odkrywki większość bełchatowskich bloków zostanie wycofana z użytku na początku lat 30. Węgla brunatnego, w przeciwieństwie do kamiennego, nie transportuje się bowiem na duże odległości. Jest to nieopłacalne.

Związkowcy podnoszą, że przeciągają się procedury pozyskiwania koncesji na wydobycie surowca z odkrywki Złoczew, ale też nowej koncesji dla kopalni Turów, która umożliwi funkcjonowanie tego zakładu aż do 2044 r. Górnicy zarzucają też władzom spółki pozorowany dialog społeczny i są zaniepokojeni doniesieniami o planach wyłączenia z koncernów energetycznych aktywów węglowych. W liście do premiera Mateusza Morawieckiego z 1 lipca podnoszą, że kompleksy energetyczno-wydobywcze Bełchatów i Turów dają bezpośrednio pracę 30 tys. osobom, a w firmach kooperujących zatrudnionych jest kolejnych 40 tys. osób. – Brak uzyskania koncesji oznacza całkowite załamanie rynku pracy, a tym samym głębokie i dramatyczne w skutkach zmiany społeczne – alarmują związkowcy w liście do premiera.

Zarzuty odpiera zarząd PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, który przekonuje, że prowadzi właściwy dialog ze stroną społeczną i konsultuje z nią wszystkie ważne sprawy. Zastrzega, że samo uzyskanie koncesji wydobywczej nie będzie tożsame z rozpoczęciem inwestycji w kopalnię Złoczew. – Jej realizacja zależeć będzie w głównej mierze od otoczenia regulacyjnego w kraju i Unii Europejskiej. Projekt Złoczew jest analizowany z perspektywy obaw i nadziei społecznych, z perspektywy potencjalnych korzyści ekonomicznych i strat oraz z perspektywy bezpieczeństwa i stabilności energetycznej Polski – zapewnia Iwona Paziak z biura prasowego PGE GiEK. Dodaje, że proces pozyskania koncesji jest skomplikowany i długotrwały. Wynika to m.in. z licznych protestów i odwołań od decyzji ze strony organizacji ekologicznych (nie tylko kwestia emisji zanieczyszczeń, ale też problem deficytu wody w regionie), a w przypadku Turowa także ze strony społeczności czeskiej.

Gigantyczne koszty

Eksperci podkreślają, że otoczenie rynkowe dla produkcji energii ze źródeł konwencjonalnych, w tym z węgla brunatnego, jest coraz gorsze. Decyduje o tym wiele czynników, w tym zaostrzająca się polityka klimatyczna Unii Europejskiej, wzrost kosztów emisji CO2 czy coraz trudniejsze pozyskiwanie finansowania dla inwestycji w paliwa kopalne. Węgiel brunatny jest jednym z najtańszych paliw do produkcji energii elektrycznej, ale też emituje najwięcej zanieczyszczeń. Poza tym inwestycje w nowe kopalnie to bardzo kosztowne projekty. Analitycy z Domu Maklerskiego BDM szacują, że budowa odkrywki Złoczew wraz z modernizacją starych bloków, która wydłużyłaby pracę Elektrowni Bełchatów do 2050 r., mogłaby pochłonąć nawet 15 mld zł.

Nasze źródła zbliżone do sektora energetycznego wskazują, że w PGE nie ma już woli do inwestowania w węgiel, dlatego zarząd usilnie stara się o wydzielenie tego biznesu z grupy i przeniesienie go do osobnej państwowej spółki. Zainteresowanie odkrywkami słabnie jednak także w polskim rządzie. Tym bardziej że nadzór nad sektorem energii objął w tym roku minister klimatu Michał Kurtyka, któremu zdecydowanie bliżej jest do zielonych inwestycji. Jak dotąd nikt jednak oficjalnie nie poinformował górników, że projekt Złoczew wyląduje w koszu.

Potężna luka

Wycofanie elektrowni na węgiel brunatny skutkować będzie potężną luką w systemie energetycznym od 2035 r. Moc samej Elektrowni Bełchatów wynosi ponad 4,9 GW i stanowi 13 proc. mocy zainstalowanej w polskiej energetyce zawodowej. Prąd z Bełchatowa trafia do co szóstego polskiego gniazdka. W sumie z węgla brunatnego produkujemy w Polsce około 30 proc. energii elektrycznej. Zgodnie z planami rządowymi zastąpić te moce ma energia jądrowa. Jak na razie są to jednak tylko zapowiedzi i trudno przewidzieć, czy faktycznie pierwszą elektrownię jądrową uda się postawić na czas.

Forum Energii przekonuje natomiast, że wspólne wycofanie się z węgla brunatnego Polski, Niemiec i Czech jest możliwe już w 2032 r. Projekt ten musiałby zostać wpisany w oficjalne plany unijne jako istotna kontrybucja do ograniczania emisji gazów cieplarnianych i powinien mieć możliwość uzyskania dodatkowych funduszy unijnych. Analitycy Forum Energii zaznaczają jednocześnie, że jeśli chcemy zastąpić czymś energię z węgla brunatnego, decyzje powinny zapaść już teraz. Tymczasem Polska wciąż nie ma zatwierdzonej strategii energetycznej do 2040 r.

Krystian Brymora analityk DM BDM

Otoczenie dla wytwarzania energii z węgla cały czas się pogarsza, głównie przez wzrost kosztów CO2 i większą produkcję z OZE. Dodatkowo od tego roku PGE już nie ma darmowych uprawnień do emisji CO2 na produkcję energii. Nie dziwię się więc, że nowy zarząd chce zmniejszyć swoją zależność od węgla. W rekomendacji zakładaliśmy, że stare bloki w Elektrowni Bełchatów będą pracować do 2035 r., a najnowszy do 2040 r. Przedłużenie ich żywotności w obecnych realiach jest mało prawdopodobne i przede wszystkim nieopłacalne.

Rośnie niepokój w kopalniach

O swoje prawa dopominają się także górnicy z kopalń węgla kamiennego na Górnym Śląsku. W tym jednak przypadku, jak wynika z naszych informacji, przed końcem wyborów prezydenckich nie powinno dojść do żadnych protestów. Górnicy obawiają się głównie o miejsca pracy, bo obecnie – z powodu pandemii i kurczącego się zużycia węgla w elektrowniach – wiele kopalń notuje straty. Związki zawodowe sprzeciwiają się zamykaniu zakładów wydobywczych. Chcą natomiast gwarancji, że kontrolowane przez Skarb Państwa koncerny energetyczne będą kupować wyłącznie polski węgiel. Czekają także na rządowy plan dla sektora węglowego, który miał być im przedstawiony jeszcze w czerwcu. W górnictwie węgla kamiennego w Polsce pracuje obecnie 82 tys. osób.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA