fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Maiden": Żeglarki, które podbiły świat

Kadr z dokumentu „Maiden”, żeglarki triumfują ku zaskoczeniu sceptyków
materiały prasowe
Dokument „Maiden" to nie tylko „najbardziej kobiecy film roku", to opowieść o pokonywaniu własnych słabości.

Whitbread Round the World Race to prestiżowe i ekstremalnie niebezpieczne regaty, które po raz pierwszy odbyły się w 1973 r. Co trzy lata żeglarze pokonywali w ciągu ośmiu miesięcy ponad 30 tys. mil morskich. A w 1989 r. po raz pierwszy w regatach wzięła udział łódź, której załogę stanowiły wyłącznie kobiety. Zgromadziła je na jachcie „Maiden" 24-letnia Tracy Edwards.

Żeglarka i kucharka

30 lat później Alex Holmes przypomniał tę niezwykłą historię. W dokumencie „Maiden" wykorzystał nagrania archiwalne, przeprowadził wywiady z uczestniczkami regat i dziennikarzami, którzy obserwowali zawody. Opowiedział o dziewczynie, która nie chciała uznać, że są pasje niedostępne dla kobiet.

– Ja musiałam to zrobić – mówi zbliżająca się do sześćdziesiątki Tracy Edwards.

Holmes cofa się do jej dzieciństwa. Jej radosne dzieciństwo skończyło się, gdy miała dziesięć lat i jej ojciec nagle zmarł. Matka nie dawała sobie rady. Wyszła za mąż drugi raz. Tracy nie miała dobrych relacji z ojczymem alkoholikiem.

– Wyrosłam na agresywną nastolatkę. Wyrzucali mnie ze szkół, jako piętnastolatka uciekłam z domu – przyznaje.

Wylądowała Grecji, gdzie pracowała w barach. Jeden z klientów powiedział: „Jestem skipperem na jachcie. Nawaliła mi stewardesa, chcesz ją zastąpić?". Tak zaczęła się jej przygoda z morzem.

– Byliśmy zbieraniną wyrzutków. Wszyscy przed czymś uciekali. Tworzyliśmy dziwną rodzinę – powiedziała po latach. Dla niej żeglowanie było wolnością.

Kiedy dowiedziała się o regatach Whitebread zapragnęła wielkiej przygody. Chciała się zatrudnić na jachcie, ale na oceanie nawet taka funkcja była dla kobiety niedostępna. Odpowiedź była chamska i seksistowska : „Dziewczyny to możemy pieprzyć w porcie".

Nie poddała się i w końcu dostała się na łódź. Jako kucharka. W regatach brało wówczas udział 230 osób. W tym tylko cztery dziewczyny. Ale przecież ona chciała opłynąć świat jako żeglarka, a nie jako kucharka. Postanowiła skompletować kobiecą załogę. Zbudowała ekipę ze wspaniałych żeglarek, równie zwariowanych jak ona.

– Nie znoszę słowa feministka. Po prostu chcę robić to, co lubię – zapewniała

Ale start w zawodach kosztuje ok. 5–6 mln dolarów, a ich nikt nie brał poważnie. Przekonywały sponsorów, że dadzą radę i że ich start pasuje do wizerunku firm. Uważali, że kobiecy team nie ma żadnej szansy na sukces. Po dwóch latach starań Tracy wzięła kredyt i kupiła starą, zniszczoną łódź. Same zrobiły remont.

Uparta dziewczyna postawiła wszystko na jedną kartę. Nie było łatwo. Straciła pewność siebie, przeżywała ataki paniki. A kiedy już nie mogła sobie dać rady skontaktowała się z... jordańskim królem Husajnem, którego kiedyś poznała i który zachęcał ją do walki o swoje marzenia. Powiedział: „Zaszłaś daleko, nie możesz się zatrzymać". I pomógł dziewczynom.

Walka z żywiołem

A to nie był wiek XIX, tylko rok 1989. I trudno uwierzyć, jak wielki sceptycyzm towarzyszył kobiecej załodze. Nikt jej nie traktował poważnie. Któryś z dziennikarzy spytał: „Kiedy wypływacie?" „We wrześniu" – odpowiedziały. Wtedy przecież startowały regaty. „A kiedy wracacie?" „W maju" – wtedy kończył się ostatni etap. „Chyba w październiku" – roześmiał się.

W filmie Holmesa sprawozdawcy sportowi największych gazet brytyjskich przyznają, że nie wierzyli, że „Maiden" ukończy choćby pierwszy etap – wiodący przez Atlantyk do Urugwaju. Z facetami rozmawiano o strategii. One słyszały pytania, jak dają sobie radę bez rodzin, czy sypiają razem, czy może są lesbijkami. Znany dziennikarz napisał: „Babeczki na blaszce".

Holmes odtwarza rejs, wykorzystując oryginalne nagrania żeglarek, słuchając ich wspomnień, chwile zwątpień, ale i determinację kobiet. Walkę z żywiołem. Bo zwłaszcza Ocean Południowy jest groźny: zmienna pogoda, góry lodowe, minus 20 stopni, wicher. „Skóra schodziła nam z twarzy białymi płatami" – wspomina jedna z uczestniczek regat. Drobny błąd mógł kosztować życie.

A jednak pierwszy etap zakończyły na dobrej, trzeciej pozycji. Ludzie bili brawo, a one czuły się przegrane. Chciały wygrywać. Już nikt się z nich nie śmiał.

Potem były kolejne etapy. Kilka miesięcy na łodzi zbliżyło żeglarki, zrodziło solidarność. Czuły się dumne. Na końcu kolejnego etapu pozwoliły sobie na żart: wpłynęły do portu w kostiumach kąpielowych i wyglądały jak modelki na plaży w Saint-Tropez. Czy nie tak chciano je traktować?

Drugie dno

Do mety dopłynęły na drugim miejscu. Nie zwyciężyły regat, ale wygrały ze sobą, ze światem, który w nie nie wierzył. Wszyscy to docenili. Tłumy, które zgromadziły się w Southampton, entuzjastycznie je witały, bo dwudziestokilkuletnie dziewczyny przebiły szklany sufit.

A Holmes rozmawia dziś z kobietami, które zbliżają się do sześćdziesiątki. Są lekarkami, nauczycielkami, matkami, babkami. Ale trzydzieści lat temu udowodniły, że bariery nie do pokonania nie istnieją. Jedna z nich swoim studentom, którzy nie wierzą we własne siły, mówi: „Opowiem wam historię dziewczyny, która chciała pożeglować dookoła świata". Wzruszają ramionami. Wtedy dodaje: „A jeśli powiem, że naprawdę to zrobiła?". I o tym jest film. O odwadze realizowania własnych marzeń. O solidarności. Sile woli.

A reżyser przypomina historię Tracy Edwards i jej żeglarek najprościej jak można. Może dlatego jego dokument wciąga i nie daje spokoju. Ma wielką siłę i drugie dno. To zdecydowanie coś więcej niż „najbardziej kobiecy film roku".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA