fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Obywatel Jones": Samotny wobec kłamstwa

James Norton jako Gareth Jones w filmie Agnieszki Holland
Film Produkcja, Robert Pałka
Niedzielna premiera opartego na faktach filmu Agnieszki Holland jest ważnym wydarzeniem berlińskiego festiwalu.

Polska reżyserka pokazała w konkursie głównym Berlinale film „Obywatel Jones", osadzony w latach 30. poprzedniego stulecia, a przecież niepokojąco współczesny. To mocny głos o kłamstwach propagandy, cynizmie polityki, korupcji mediów, ale też o sile człowieka, który chce ujawnić prawdę.

Gareth Jones to człowiek dziś niemal zapomniany. Chłopak z Barry, który po studiach na Uniwersytecie Walijskim, a potem w Trinity College w Cambridge, pracował jako doradca byłego premiera Wielkiej Brytanii Davida Lloyda George'a.

Obraz Wielkiego Głodu

W lutym 1933 roku, lecąc samolotem z Berlina do Frankfurtu, przeprowadził pierwszy wywiad z nowo wybranym kanclerzem Niemiec Adolfem Hitlerem. Przestrzegając przed narastającym nazizmem i groźbą wojny, stracił posadę. Na własny koszt pojechał wówczas do Moskwy, a stamtąd przedostał się do Charkowa. I opisał Wielki Głód, dzisiaj uznawany za ludobójstwo dokonane na Ukrainie przez Stalina.

– Dostaję sporo scenariuszy o tragicznych wydarzeniach przeszłości, o Holokauście czy o zbrodni ludobójstwa popełnionej na Ormianach, ale większość z nich jest powierzchowna – mówi mi Agnieszka Holland. – A ja szukam czegoś, co komunikuje się ze współczesnością, staram się sięgać pod powierzchnię zdarzeń, unikać publicystyki, wyrażać emocje. I kilka lat temu w scenariuszu młodej amerykańskiej dziennikarki Andrei Chalupy zobaczyłam świetny materiał. Z upływem czasu ta historia coraz bardziej się aktualizowała.

W filmie Gareth Jones próbuje dojść, skąd Stalin bierze środki na szybką industrializację Związku Radzieckiego. Brytyjski dziennikarz, który chce mu wskazać trop, ginie napadnięty przez „nieznanych sprawców" na moskiewskiej ulicy. Ale Jones dowiaduje się, że jego znajomy chciał ruszyć na Ukrainę. Tymczasem radziecka propaganda cenzuruje każdą informację z tych terenów, skąd każde ziarno zboża jest wywożone i sprzedawane. Angielscy politycy, nie chcąc zadrażniać relacji ze Stalinem, też nie dopuszczają do ujawnienia prawdy o Wielkim Głodzie, podczas którego życie straciło około 5–6 mln ludzi.

Holland pokazuje fałszowanie historii przez oficjalną propagandę, ale też korupcję mediów. Przeciwko Jonesowi występuje kolaborujący z Kremlem moskiewski korespondent „New York Timesa" Walter Duranty, nazywając jego relacje „panikarską plotką". On sam, wychwalając sukcesy Stalina, za reportaże z ZSRR dostał Nagrodę Pulitzera, której zresztą nigdy mu nie odebrano.

– „New York Times" nawet teraz nie zgodził się, żebyśmy w filmie wykorzystali ich logo i treść artykułu – mówi mi reżyserka. – Dziś również dziennikarze mają swoje usprawiedliwienia ideologiczne. Niebezpieczeństwo jest ogromne, tym większe, że w dobie mediów społecznościowych wszystkim można manipulować. Takich jak Gareth Jones, przypominających, że dziennikarstwo to pisanie prawdy, jest jak na lekarstwo. A mnie zawsze pociągali ludzie, którzy mają odwagę krzyczeć i alarmować.

W filmie porażają obrazy umierającej Ukrainy: opustoszałych wsi, wozów, na które wrzucane są zwłoki ludzi, dzieci jedzących korę z drzew i z głodu dopuszczających się kanibalizmu. To wszystko opisał Jones w reportażach, ale w dążeniu do ujawnienia prawdy był kompletnie osamotniony. I zapłacił najwyższą cenę: zginął w Mandżurii kilka dni przed 30. urodzinami, prawdopodobnie zamordowany przez NKWD.

Współczesne konteksty

Historię Garetha Jonesa film opowiada czysto i klarownie. Zapisane kamerą Tomasza Naumiuka obrazy zabaw moskiewskiej elity kontrastują z surowymi, bolesnymi zdjęciami z Ukrainy. Wyraziste są inne postacie: cynicznego Duranty'ego, zakochanej w Jonesie brytyjskiej korespondentki Anny Brook, wreszcie George'a Orwella, którego walijski dziennikarz zainspirował do napisania „Folwarku zwierzęcego". Znakomite role tworzą: grający dotąd głównie w serialach James Norton, Peter Sarsgaard czy Vanessa Kirby.

„Obywatel Jones" porusza. Tym bardziej że brzmi bardzo współcześnie w czasach, gdy na Ukrainie wciąż wrze, gdy giną dziennikarze tacy jak Jan Kuciak, który usiłował ujawnić związki polityków Słowacji z włoską mafią, gdy w przestrzeni publicznej krążą fake newsy, a propagandyści, również w Polsce, potrafią zmanipulować informację o każdym fakcie.

– Rzeczywistość toczy się szybko i jest tak złożona, że ujęcie jej w opowieść, która byłaby czytelna i miała dużą siłę przekazu, jest szalenie trudne – uważa Agnieszka Holland. – Dlatego uciekamy się do różnych figur stylistycznych, alegorii, dystopii. Mamy też poczucie, że wracają znane już mechanizmy dziejów, zagrożenia, pytania, niepewność, agresja.

Agnieszka Holland twierdzi, że doświadczenia II wojny światowej i Holokaustu stały się rodzajem szczepionki, która doprowadziła m.in. do powstania Unii Europejskiej.

– Okazało się jednak, że instytucje demokracji liberalnej nie wypełniają wszystkich zadań, nie odpowiadają na nowe potrzeby, nie przemawiają do młodej generacji – dodaje. – Świat się zmienił, a ruchy populistyczne i faszystowskie, agresja, podziały społeczne przypominają zjawiska znane z historii XX wieku. Globalizacja, kryzys uchodźczy i wynikające z emancypacji kobiet zmiany demograficzne w zachodnich społeczeństwach będą jeszcze te procesy pogłębiać. A Europa nie jest w stanie bronić swoich wartości.

„Obywatel Jones" o tych wartościach przypomina. Dzięki takim filmom zachowujemy wiarę , że kino może wciąż odgrywać istotną rolę w życiu publicznym. Dowiódł tego niedawno w Polsce Wojciech Smarzowski. Dowodzą też swoimi obrazami twórcy zaproszeni na Berlinale, którzy – choćby jak Francois Ozon czy Isabel Coixet – zdradzają autorski, osobisty styl, by sięgnąć po prawdziwe historie i mówić o traumach, które dotykają współczesnych społeczeństw.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA