fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Obywatel Jones”. Holland obnaża propagandę

James Norton jako Garreth Jones. Film od piątku w kinach
Kino Świat
„Obywatel Jones” przypomina Wielki Głód na Ukrainie i dziennikarza, który chciał ujawnić prawdę.

– Przeszłość? Sprawy nierozwiązane, niedopowiedziane, zmanipulowane, wykreślone z globalnej świadomości są stale obecne i zatruwają współczesne życie – mówi „Rzeczpospolitej” Agnieszka Holland. Jej „Obywatel Jones” wpisuje się w falę filmów, których autorzy sięgają do historii, żeby mówić o problemach dnia dzisiejszego.

Dziennikarska misja

– Życie toczy się szybko i jest tak złożone, że ujęcie jej w opowieść, która byłaby czytelna i miała dużą siłę przekazu, jest szalenie trudne – dodaje reżyserka. – Dlatego uciekamy się do metafor, alegorii, dystopii. Mamy też poczucie, że wracają znane już mechanizmy dziejów, zagrożenia, pytania, niepewność, agresja.

Artyści nie wracają dziś – jak chce nasza obecna władza – do „chwalebnych momentów historii”. Przeciwnie, przyglądają się klęskom, ideologiom prowadzącym do katastrof, społecznym wypaczeniom. Jak Mike Leigh w „Peterloo”, Laslo Nemes w„Schyłku dnia”, Roman Polański w „Oficerze i szpiegu”. Ostrzegają, że nie wyciągnęliśmy lekcji z historii.

Bohater „Obywatela Jonesa” jest dziś niemal zapomniany. Chłopak po studiach na Uniwersytecie Walijskim i Trinity College w Cambridge pracował jako doradca byłego premiera Wielkiej Brytanii Davida Lloyda George’a. Znał kilka języków, przyglądał się światu. W lutym 1933 r., lecąc samolotem z Berlina do Frankfurtu, przeprowadził pierwszy wywiad z nowo wybranym kanclerzem Niemiec Adolfem Hitlerem.

Już na pokładzie samolotu zanotował: „Jeśli ta maszyna się rozbije, cała historia Europy pójdzie innym torem”. Przestrzegając przed narastającym nazizmem i groźbą wojny, stracił posadę.

Ale nie zrezygnował z tego, co uważał za swoją misję. Posługując się nielegalnymi glejtami i listami polecającymi, na własny koszt, pojechał do Moskwy. Chciał przeprowadzić wywiad ze Stalinem i dowiedzieć się, skąd bierze środki na szybką industrializację kraju.

Brytyjski dziennikarz, który miał mu wskazać trop do spraw, o k†orych nie mówiła sowiecka władza, zginął napadnięty przez „nieznanych sprawców” na moskiewskiej ulicy. Ale ujawnił, że pieniądze biorą się z drenowania Ukrainy. Jones fortelem dostał się do Charkowa.

Kanibalizm

Holland pokazuje zasypane śniegiem, opustoszałe wsie, kanibalizm, dzieci jedzące korę z drzew. Tak wyglądały tereny, z których radziecka władza wywoziła zboże. Szacuje się, że w czasie Hołodomoru na Ukrainie zmarło ponad 6 mln osób. Dramatyczne sekwencje z Ukrainy kontrastują ze scenami wyuzdanych zabaw moskiewskiej elity.

Radziecka propaganda cenzurowała każdą informację o wycieńczonej Ukrainie. Zachód, nie chcąc zadrażniać relacji ze Stalinem, też nie dopuszczał do ujawnienia prawdy o Wielkim Głodzie. Walter Duranty, korespondent „New York Timesa”, świetnie żyjący w Moskwie, pisał apologetyczne materiały o Stalinie. Dostał za rosyjskie reportaże Nagrodę Pulitzera, której nigdy mu nie odebrano.

– Europa była wykrwawiona, w szoku po I wojnie światowej, potem przyszedł wielki kryzys – mówi Agnieszka Holland. – Nikt nie chciał otwierać nowego frontu. Niemiecki kapitał wspierał Hitlera. Kto by się troszczył o ludzi konających na Ukrainie? A czy my dzisiaj martwimy się o dzieci umierające w Jemenie? Polski rząd też wiedział o polityce Stalina. Ludzie zjawiali się w ambasadzie, prosząc: „Ratujcie nas, bo umieramy”.

Strach Zachodu

Nikt nic nie zrobił. Ze strachu przed Stalinem. Polityka Roosevelta była dziwna. Amerykański ambasador w Rosji w latach 40. był niemal zwolennikiem Stalina. Laureat Oscara za „Casablankę” Michael Curtiz nakręcił w Hollywood „Mission to Moscow” o tym, jak Stalin walczył ze zbrodniami opozycji.

W tym filmie zwykły chłopak, grzeczny i trochę nieśmiały, podejmuje ryzyko, by odkryć prawdę. Zginął potem zamordowany w Mandżurii w przeddzień 30. urodzin. Prawdopodobnie była to zemsta KGB za reportaże ukraińskie. Dobrze, że Agnieszka Holland przypomniała o nim światu. Od teraz będzie miał twarz Jamesa Nortona, brytyjskiego gwiazdora serialowego, który w tym filmie stworzył przekonującą kreację.

Solidnie wyreżyserowany i dobrze zagrany (ciekawe kreacje obok Nortona tworzą też Stellan Skarsgaard jako Duranty czy Vanessa Kirby jako angielska dziennikarka Ada Brooks) „Obywatel Jones” jest filmem ważnym.

– Dziś ruchy populistyczne i faszystowskie, agresja, podziały społeczne przypominają zjawiska znane z historii XX w. Globalizacja, kryzys uchodźczy i wynikające z emancypacji kobiet zmiany demograficzne w zachodnich społeczeństwach będą jeszcze te procesy pogłębiać. A Europa nie jest w stanie bronić swoich wartości.

To o tych właśnie wartościach autorka „Europy, Europy” przypomina.

Ukraińcy czekają na ten film

„Obywatel Jones” jest bardzo na czasie, gdyż Moskwa wciąż ukrywa prawdę o tej tragedii – mówi „Rzeczpospolitej” znany kijowski dziennikarz.


Premiera filmu Agnieszki Holland zaplanowana jest w na Ukrainie na 28 listopada. To historia brytyjskiego dziennikarza Garetha Jonesa, który ujawnił tragedię Hołodomoru. Opowiedział światu o tonach zboża sprzedawanego na Zachód przez Związek Radziecki w czasie, gdy miliony ludzi umierało z głodu na Ukrainie. Kreml uruchomił wtedy wszystkie swoje wpływy na Zachodzie, by podważyć wiarygodność publikacji.


Moskwa wciąż ukrywa prawdę, przedstawia wyłącznie radziecką wykładnię tej historii. Nawet dzisiaj część polityków w Europie boi się nazwać tę zbrodnię po imieniu, oglądając się na Rosję – mówi „Rzeczpospolitej” Dmytro Tuzow, wpływowy ukraiński dziennikarz z kijowskiego Hromadskiego Radia. – Obecnie trwa dyskusja w niemieckim Bundestagu, czy Berlin ma uznać Hołodomor za ludobójstwo. W obozie rządzącym padają tam głosy sprzeciwu, podobno sprzeciwia się też niemieckie MSZ. Film jest bardzo na czasie. Zwłaszcza że dzisiaj niemal codziennie Ukraińcy są mordowani w Donbasie.


Rusłan Szoszyn

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA