fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Jan Purzycki nie żyje. Scenarzysta w najlepszym stylu

Fot. Piotr Kowalczyk
14 sierpnia, przed siódmą rano, napisał na Facebooku: „W szpitalu.połamany, zaraz będą mnie rżnąć”. Teraz nadeszła wiadomość, że Jan Purzycki nie żyje.

Był pisarzem, wykładowcą akademickim, przez pewien czas szefem TVP. Przede wszystkim jednak znakomitym scenarzystą filmowym i telewizyjnym, autorem m.in. „Wielkiego Szu”, „Piłkarskiego pokera”, serialu „Złotopolscy”.

– Był jednym z najwybitniejszych polskich scenarzystów – mówi producent Maciej Strzembosz. – Na rynku, na którym reżyserzy zwykle sami sobie pisali scenariusze, okazał się profesjonalistą w amerykańskim stylu. Opowiadał historie poprzez pełnokrwistych bohaterów. Potrafił budować napięcie, miał ogromne poczucie humoru. Był bardzo sprawny, umiał pracować szybko. Nigdy nie obrażał się, gdy ktoś zgłaszał do jego tekstu uwagi. Mówił: „Daj mi to przemyśleć” i wracał z nową propozycją. Praca z nim była wielką przyjemnością.

Urodził się w 1948 roku w Ostródzie. W młodości imał się różnych zajęć – pracował w biurze projektów, w stadninie koni, bywał elektrykiem. Żył intensywnie. Chciał tę swoją wiedzę o ludziach i świecie wykorzystać. W 1980 roku skończył Studium Scenariuszowe w PWSFiTv w Łodzi.

Jego pierwszym zrealizowanym tekstem stały się „Przypadki Piotra S.” Stanisława Jędryki. Ale wielki talent Purzyckiego wybuchł w „Wielkim Szu”, opowieści o starzejącym się szulerze, który wyszedł z więzienia po pięciu latach. Opuszczony przez żonę prowadzi niebezpieczną grę, w której stawką są nie tylko duże pieniądze, ale i jego życie. A jednocześnie godzi się podszkolić w fachu szulera przypadkiem spotkanego młodego chłopaka. Były w tym filmie niejednoznaczność, całkowity brak moralizatorstwa. A przede wszystkim fascynujący bohater, który zdobył wiele, lecz wie, że coś ważnego przegrał, bo dokonał w życiu problematycznych wyborów.

­ Scenariusz Jana Purzyckiego o karcianym szulerze dał mi Krzysztof Teodor Toeplitz, który w latach 80. pełnił funkcję kierownika literackiego zespołu Kadr – wspomina reżyser Sylwester Chęciński. – Od razu temat mi się tpodobał, ale to był materiał na czterdzieści minut. Pogadaliśmy trochę z Jasiem. On był wtedy człowiekiem dopiero wchodzącym do zawodu. Usiadł i mocno nad tekstem popracował. Dopisał postać chłopaka, który wchodzi z Szu w relację mistrz-uczeń. Potem , razem z Toeplitzem, na moją prośbę obaj powynajdowali cytaty z Dostojewskiego i innych pisarzy, którymi miał rzucać Wielki Szu. Chciałem tak pokazać, że on nie jest zwykłym złodziejem, że to jest człowiek z tajemnicą, który coś w sobie ma.

Chęciński bardzo sobie chwalił współpracę z młodym scenarzystą, który był elastyczny, przychodził na plan, w trakcie zdjęć zawsze gotowy tekst poprawiać czy dodać scenę.

Potem Purzycki napisał „Wedle wyroków twoich” dla Jerzego Hoffmana, „Przemytników” dla Włodzimierza Olszewskiego. A w roku 1988 powstał „Piłkarski poker”.

– 1987 rok. Idę Krakowskim Przedmieściem. Patrzę, w ogródku kawiarni „Telimena” siedzi Janek Purzycki – wspomina Janusz Zaorski. – Nie znaliśmy się. Podszedłem, przedstawiłem się i spytałem: „Czy pan się interesuje piłką nożną?” Odpowiedział: „Bardzo. Zaproponowałem, by napisał dla mnie scenariusz filmu o piłkarskim świecie, do którego zbierałem materiały od lat. Po obejrzeniu „Wielkiego Szu” wiedziałem, żę nikt nie zrobi tego lepiej. Tak powstał „Piłkarski poker”, pokazywany zresztą do dzisiaj, gdy tylko pojawia się jakaś sportowa afera. Bo epoki się zmieniają, ale mechanizmy zostają. Tam gdzie są wielkie pieniądze, są też wielkie przekręty. A Janek napisał świetny tekst. Zaprzyjaźniliśmy się.

W 1995 roku przygotowywali razem na telewizyjny konkurs pilot serialu. Pierwszy odcinek został wyemitowany w 1997 roku. To byli „Złotopolscy”. Zaorski nie wytrzymał serialowego reżimu, czuł się znudzony taką pracą. Przeprosił, odszedł. Purzycki został. Pisał kolejne odcinki serialu do 2010 roku. Było ich łącznie ponad tysiąc.

Bywał też działaczem społecznym i politycznym. Przez pewien czas doradzał Lechowi Wąłęsie, prowadził w telewizji jego pierwszą, zwycięską kampanię prezydencką. Wciągnął zresztą Janusza Zaorskiego do telewizji także jako polityka. W 1991 roku przedstawił jego kandydaturę Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu. Zaorski został wtedy przewodniczącym Radiokomitetu, Purzycki szefem telewizji. W latach 1990-1992 Purzycki był kierownikiem literackim Studia Filmowego „Kadr”, wykładowcą na Wydziale Reżyserii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Tęsknił jednak za spokojem. Ponad ćwierć wieku temu zamieszkał pod Płońskiem. Chciał się czuć wolny. Elektronika umożliwiła mu, że nie musiał chodzić do pracy, mógł kontaktować się ze współpracownikami mailem. Pisał. Maciej Strzembosz ma gotowy scenariusz Jana Purzyckiego „Wywiad”. Jego akcja toczy się w stanie wojennym.

Przygotowywał też scenariusz serialu, w którym chciał powrócić do Wielkiego Szu. Opowiedzieć, jak żył on pomiędzy rokiem 1968 a 1980. Od momentu wyrzucenia go z uczelni aż do przewrotu solidarnościowego. Ten serial już nie powstanie.

Do ostatniej chwili był w świetnej formie. Pamiętam, kiedy złożyłam mu życzenia, gdy kończył 70 lat, odpowiedział: „Nie wierz w cyferki. To ściema”. Odszedł w locie, nagle. Aż trudno uwierzyć, że go nie ma.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA