fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Wolny piątek na wybory!

Adobe Stock
Polską opinię publiczną zelektryzowała wiadomość, że japoński oddział Microsoftu przetestował eksperymentalne skrócenie tygodnia pracy o jeden dzień – czyli, innymi słowy, wydłużenie weekendu o piątek.

Eksperyment zakończył się sporym sukcesem, bo z jednej strony nastąpił wzrost wydajności, z nadwyżką rekompensujący efekty skrócenia czasu pracy, z drugiej zaś obniżyły się koszty prowadzenia biznesu.

Czy Polacy też chcieliby pracować krócej? Oczywiście, kto by nie chciał! Moment na takie żądania jest idealny, bo im bardziej wyrównany będzie pojedynek o prezydenturę, tym bardziej prawdopodobne staną się daleko idące obietnice. Mamy już większe świadczenia rodzinne, dodatkowe emerytury, obietnicę radykalnego wzrostu płacy minimalnej i obniżony wiek emerytalny. Do kompletu brakuje więc już tylko krótszego tygodnia pracy, bo pewnie nic równie efektownego nie da się w krótkim czasie wymyślić.

Czy stać nas na skracanie czasu pracy? Odpowiedź wbrew pozorom nie jest wcale oczywista. W połowie XIX wieku najbardziej wydajny na świecie angielski robotnik fabryczny pracował 6 dni w tygodniu, przeciętnie po 12 godzin dziennie (dzieci poniżej 13 lat tylko 8 godzin). Przez całe dziesięciolecia związki zawodowe domagały się skrócenia tego czasu do 10, a potem do 8 godzin. Przemysłowcy zgodnie odpowiadali, że wtedy gospodarka zbankrutowałaby, bo cały zysk firm jest rzekomo wypracowywany w ciągu ostatniej godziny pracy.

Potem dzienny czas pracy udało się stopniowo skrócić, a od lat 30. XX w. kolejne kraje (od USA i Wielkiej Brytanii poczynając) wprowadziły wolne soboty. Dziś zazwyczaj tydzień pracy ma 40 godzin, a gospodarka jakoś nie zbankrutowała. Dzięki postępowi technicznemu, lepszej edukacji i bardziej wypoczętym pracownikom, produktywność gigantycznie wzrosła, a ludzie zaczęli szanować czas wolny w podobny sposób, jak się szanuje zarobione pieniądze.

Czy to znaczy, że skrócenie czasu pracy daje gwarantowany gospodarczy sukces? Niekoniecznie. W roku 2000 Francja wprowadziła 35-godzinny tydzień pracy, argumentując, że doprowadzi to do znacznej redukcji bezrobocia, a wzrost produktywności bardziej wypoczętych i zadowolonych z życia pracowników z nawiązką pokryje wszelkie koszty. I co z tego wyszło? Francja i Włochy to jedyne gospodarki grupy G7, w których stopy bezrobocia od tego czasu, zamiast spaść, wzrosły (dziś są najwyższe w grupie G7), a wzrost wydajności pracy okazał się znacząco niższy niż we wszystkich pozostałych krajach.

No więc jak to w końcu jest ze skracaniem czasu pracy? Sądzę, że wszystko zależy od kilku kluczowych warunków. Jak pokazuje przykład japońskiego Microsoftu, wolnemu piątkowi może towarzyszyć znaczny wzrost produktywności, ale pod warunkiem, że praca jest świetnie zorganizowana, a zarządzanie pracownikami ma charakter zadaniowy. Po drugie, nawet w krótszym czasie pracy można zrobić więcej, jeśli istnieją warunki do intensywnego inwestowania, innowacji, automatyzacji i masowej digitalizacji. No i po trzecie, jeśli ludzie dodatkowy wolny czas spędzą w sposób zdrowy, pożyteczny i rozwijający, a nie siedząc przed telewizorem, włócząc się po centrach handlowych, grając lub dorabiając na czarno.

Czy na pewno byłoby tak w Polsce?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA