Felietony

Zrywajcie kartki z kalendarza

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Prezydent USA John F. Kennedy w roku 1961 ogłosił, że w ciągu dekady Amerykanin postawi stopę na Księżycu. 3 listopada 2017 r. minister infrastruktury zapowiedział, że w ciągu roku Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) przejmie elektroniczny system poboru opłat, czyli e-myto, od prywatnego operatora.

Kennedy wiedział, co mówi. Amerykanie wzięli się ostro do roboty. W lipcu 1969 r. pojazd Apollo 11 wylądował na Srebrnym Globie. A co się stanie w nocy z 2 na 3 listopada tego roku w centrali systemu poboru opłat? Prawdopodobnie pracownicy pozbierają swoje rzeczy, zgaszą światła i wyjdą. Liczyć na to, że ktoś ich zastąpi, to jak z wygraną w Lotto! Teoretycznie jest to możliwe.

Fakty są takie. Do godziny zero zostało mniej niż 50 dni. Tymczasem GITD dopiero w... ostatnich dniach sierpnia wybrał instytucję, która ma dokonać przejęcia! Zaledwie trzy tygodnie temu! Co w takim razie ludzie ministra porabiali przez 10 miesięcy? Zagapili się? Zapomnieli zdzierać kartki z kalendarza? Bo jeśli pracowali w pocie czoła, to efekty okazały się wyjątkowo mizerne.

Podobne wątpliwości ma Urząd Zamówień Publicznych. Z punktu widzenia przejrzystości wyboru sprawa wygląda co najmniej dziwnie. GITD wybrał Instytut Łączności – Państwowy Instytut Badawczy. Bez wątpienia zasłużoną i mającą sukcesy naukowe placówkę badawczo-rozwojową. Wyboru dokonano jednak nie w drodze publicznego przetargu, ale tzw. negocjacji bez ogłoszenia. Do GITD wpłynęła tylko oferta instytutu. Zasadne jest pytanie, czy to optymalny wykonawca tego zadania. Jego realizacja wymaga przecież dużego doświadczenia i skuteczności.

System poboru opłat to skomplikowane połączenie sieci komputerowych i infrastruktury rozsianej po całym kraju. Trzeba serwisować bramownice, kamery, stacje nadawcze. Zorganizować pracę dziesiątek firm z wielu branż i różnych regionów.

Prywatny operator, który w 2011 r. uruchomił ten cały system, obok doświadczenia miał wolną rękę w wyborze współpracujących firm. Państwo płaciło mu roczną opłatę za usługę i rozliczało z wyniku. Natomiast dla Instytutu, jako jednostki państwowej, wiążące są przepisy o zamówieniach publicznych. Jak ma on to wszystko pozałatwiać w 50 dni? Naprawdę, wyprawa na Księżyc to jest przy tym bułka z masłem.

„Jeśli jest coś, czego nie potrafimy zrobić wydajniej, taniej i lepiej niż konkurenci, nie ma sensu, żebyśmy to robili i powinniśmy zatrudnić do wykonania tej pracy kogoś, kto zrobi to lepiej niż my" – to słowa Henry'ego Forda. Czy jest sens lepić na chybcika państwowego potworka? System poboru opłat przynosi państwu 5,5 mln zł dziennie. Po co ryzykować, że nagle stanie?

Lepiej, żeby rząd, resort infrastruktury i GITD, zamiast uprawiać biznesową partyzantkę, dobrze się do zamierzonych, acz dyskusyjnych zmian przygotowały. Zapewniły sobie dodatkowy czas na ustalenie, czego się chce i jak. Tak, aby system poboru opłat działał i przynosił przychody – jak dotychczas.

Oby tylko pamiętać o zrywaniu kartek z kalendarza.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL