fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Gwiazdowski: Robert Lewandowski i wrażliwi intelektualiści

AFP
„Piłka nożna to sport dziaderski" – orzekła pewna etyczka i filozofka.

Lewandowskiemu, który go uprawia, to „tata ustawił karierę" – stwierdzi pewien dziennikarz, a dysproporcje w jego zarobkach i nauczyciela opierają się o „nie do końca wiadomo co" – a przynajmniej nie wie tego pewien publicysta (i to ekonomiczny).

Spieszę więc wyjaśnić, że w piłkę nożną gra w Polsce 48 proc. dzieci i młodzieży. Ten dziaderski sport jest najpopularniejszą dyscypliną. Wśród dorosłych zajmuje miejsce trzecie – za pływaniem i kolarstwem (ale kolarstwo to oczywiście także weekendowa wycieczka rowerowa z rodziną). 70 proc. badanych (wśród kobiet 63) piłką nożną się interesuje. A tylko 12 proc. – nie. Na całym świecie dziesiątki milionów chłopców kopie piłkę, marząc o tym, by grać jak Pele (kiedyś), Maradona (nieco później), Ronaldo i Messi (obecnie), a w minionym roku to nawet jak Lewandowski. Większość najlepszych piłkarzy pochodzi z biednych rodzin!

Ojciec Pelego też był piłkarzem, ale słabym, więc rodzina klepała biedę. Maradona dorastał w slumsach pod Buenos Aires razem z siedmiorgiem młodszego rodzeństwa. Jego ojciec był robotnikiem, a matka gospodynią domową, która często niedojadała, by jedzenia starczyło dla dzieci. Ronaldo to z kolei najmłodszy z czworga dzieci sprzątacza w klubie Andorinha na portugalskiej Maderze, który zostawił jego matkę pracującą na dwa etaty, by je utrzymać. Messi to syn pracownika huty i dorabiającej na pół etatu sprzątaczki. Też – jak Ronaldo – ma troje rodzeństwa i też jest z nich najmłodszy.

Co by robili, gdyby nie piłka nożna? Czy też „są żywym dowodem, że nie można dzięki piłce nożnej się wyrwać z biedy i wykluczenia", jak pisał wyżej wspomniany dziennikarz o Lewandowskim? A jeśli nawet się wyrwali, to jeszcze gorzej, bo pomagają tylko „odwrócić uwagę od realnych scenariuszy życia". Lewandowskiemu ojciec umarł, jak miał lat 17. „Ustawił go", bo zaprowadził na boisko Znicza Pruszków...

Specyficzne podejście do faktów zwolenników sprawiedliwości społecznej nie jest niczym zaskakującym. Byłbym zdziwiony, gdyby było inne. A na koniec wyjaśnię jeszcze: dysproporcje w zarobkach piłkarzy (podobnie jak różnych „prywaciarzy") i nauczyciela opierają się na najbardziej demokratycznym ze wszystkich systemie głosowania – własnych pieniądzach. Miliony dzieciaków (czyli dziadersów) chcą mieć koszulki z ich numerami; mieć telefony, myć głowy szamponami i jeść chipsy, które oni reklamują; i oglądać z rodzicami, jak oni grają (i przy okazji reklamy, które wpływają na to, co rodzice kupują). Raczej jeśli nie do końca coś wiadomo, to na czym opierają się dysproporcje między zarobkami nauczycieli a prezesów spółek Skarbu Państwa.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA