fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Białoruś: Nie jesteśmy Rosjanami

123RF
Białoruś gwałtownie zareagowała na wypowiedzi byłego rosyjskiego generała wywiadu.

„Bezpodstawne" i „całkowicie nie do przyjęcia" – nazwało je białoruskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w oficjalnym proteście przekazanym ambasadorowi Rosji.

Spór wybuchł z powodu wypowiedzi Leonida Reszetnikowa, szefa państwowego Rosyjskiego Instytutu Studiów Strategicznych (RISI). „To historyczna część wielkiej Rosji. Ogromnej Rosji. To część naszego narodu" – mówił Reszetnikow na publicznym spotkaniu w swoim Instytucie.

Nagranie od 20 grudnia dostępne jest w internecie. Szef RISI poinformował również, że język białoruski został stworzony na polecenie bolszewickiej partii – cytował przy tym gazetę „Prawdę" z 1926 roku. – W rosyjskim spisie powszechnym z 1897 roku 6 mln osób przyznało się do używania białoruskiego języka – zdziwił się szef Towarzystwa Języka Białoruskiego Aleg Trusawa.

„Te wypowiedzi absolutnie nie odpowiadają strategicznemu charakterowi białorusko-rosyjskich stosunków, a także zasadom wpisanym w dwu- i wielostronnych umowach – poszanowania suwerenności, niezależności i terytorialnej integralności" – stwierdził białoruski MSZ.

Nie jest jasne, co skłoniło byłego generała (przedstawianego w rosyjskich mediach jako „uczony") do prowokacyjnych wypowiedzi. Z nagrania wynika, że wystąpienie bliskiego onegdaj Kremlowi Reszetnikowa było czymś w rodzaju „politycznego testamentu". W styczniu straci on stanowisko szefa Rosyjskiego Instytutu Studiów Strategicznych. Zastąpi go były premier i były szef rosyjskiego wywiadu Michaił Fradkow.

Według nieoficjalnych informacji z Moskwy Reszetnikow zapłacił karierą za nieudaną próbę zamachu stanu w Czarnogórze 15 października, w dniu tamtejszych wyborów parlamentarnych. Również dziennikarze z Serbii i Czarnogóry są przekonani, że belgradzka filia RISI koordynowała działania zamachowców, którzy w noc wyborczą chcieli wywołać rozruchy i korzystając z chaosu, zabić premiera kraju Milo Djukanovicia. Próba zamachu zakończyła się fiaskiem, część uczestników została aresztowana w sąsiedniej Serbii – w tym dwóch obywateli Rosji (którzy, jak się zdaje, byli szefami całego przedsięwzięcia). Z aresztu w Belgradzie zostali wypuszczeni dopiero po osobistej interwencji szefa kremlowskiej Rady Bezpieczeństwa, generała Nikołaja Patruszewa. Ale i tak Czarnogóra rozesłała za nimi międzynarodowy list gończy.

Obecnie Reszetnikow pozostawił swojemu następcy rady. „Zapominamy o Białorusi, ponieważ zajmujemy się sytuacją w Syrii, na Ukrainie, zwycięstwem Trumpa. A tam (na Białorusi) sytuacja jest bardzo niesprzyjająca dla nas. Wszystko odbywa się według ukraińskiego scenariusza" – mówił.

Prawdopodobnie generałowi chodziło o odmrożenie oficjalnych stosunków Mińska z Polską oraz ciche, acz zdecydowane wsparcie, jakie prezydent Łukaszenko zaczął udzielać rozwojowi języka białoruskiego. Formalnie główny język urzędowy kraju (drugim jest rosyjski) za jego rządów zniknął z przestrzeni publicznej. Teraz powraca do urzędów i szkół, budząc zdenerwowanie miejscowych rosyjskich nacjonalistów. Trzech z nich zostało aresztowanych za wypowiedzi o „przymusowej białorutenizacji" kraju – ewenement w najnowszej historii republiki, do której więzień trafiano za używanie języka białoruskiego, a nie za krytykowanie go.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA