fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Król Arabii Saudyjskiej na Kremlu

Król Salman i prezydent Putin w czwartek na Kremlu.
AFP
Po raz pierwszy w historii do Moskwy przybył władca saudyjskiej monarchii.

Dwa dotychczas nieprzyjazne sobie kraje próbują rozpocząć nowy rozdział w swoich stosunkach. – Trzy lata temu najważniejsze było to, co (na Bliskim Wschodzie) zrobi Waszyngton. Ale teraz sytuacja się zmieniła i dlatego państwa Bliskiego Wschodu zwracają się ku Moskwie – uważa rosyjski analityk Anatolij Cyganok.

Amerykańscy analitycy wskazują, że historyczna wizyta była możliwa, gdyż „USA same odsunęły się od spraw Bliskiego Wschodu, a obecnie prowadzą niejasną i pełną zwrotów politykę". – To jest zwykła dyplomacja – uspokajała rzeczniczka Departamentu Stanu Heather Nauert, mówiąc o przybyciu króla Salmana do Rosji oraz zbliżenia Turcji, członka NATO, z Iranem.

Jak zwykle w zagranicznych wizytach saudyjskiego monarchy towarzyszy mu tysiącosobowa delegacja i dwór. Wszystkie najdroższe hotele wokół Kremla zostały w całości zajęte przez urzędników i krewnych króla. Z menu hotelowych restauracji natychmiast zniknęły potrawy z wieprzowiny. Część najdroższych apartamentów wyłożono dywanami przywiezionymi z Rijadu.

Dawna wrogość

Od ponad pół wieku wpływy Rijadu i Moskwy ścierały się w świecie islamskim. Arabia Saudyjska zwalczała popierane przez ZSRR socjalistyczne rządy w Egipcie, Jemenie, Syrii i Iraku. Po radzieckiej inwazji na Afganistan Rijad zdecydował się gwałtownie zwiększyć wydobycie ropy, co doprowadziło do spadku jej ceny, a w konsekwencji załamania radzieckiej gospodarki i całego imperium. Z Saudami związane były różne grupy czeczeńskich partyzantów walczących w latach 90. z Rosją.

Ale teraz Moskwa wspierana przez Iran wypiera saudyjskich sojuszników z Syrii i Jemenu. – W Syrii Arabia Saudyjska poniosła klęskę, co do tego nie ma wątpliwości – uważa moskiewski analityk Siergiej Markow. Reżim w Damaszku odbił większość terytoriów zajmowanych przez ugrupowania wspierane przez Saudów.

Cena pokoju

Jednak to Teheran zbrojony przez Rosjan stał się największym konkurentem monarchii na Bliskim Wschodzie. – Król doskonale rozumie, że trzeba porozumieć się z Rosją w sprawie Syrii. Monarcha chce się (osobiście) zorientować, jak głębokie są nasze związki z Iranem i czy Iran nie będzie pretendował do jakiejś specjalnej roli po zakończeniu wojny – mówi z kolei ekonomista prof. Władimir Isajew.

Rijad dawał już do zrozumienia, że przestał domagać się natychmiastowego ustąpienia syryjskiego przywódcy Baszara Asada. W zamian oczekuje, że syryjscy sojusznicy Saudów nie zostaną całkowicie zniszczeni przez Rosję, a Moskwa przestanie krytykować saudyjską operację w Jemenie (gdzie oddziały prosaudyjskie walczą z proirańskimi).

Taka wolta wymagałaby jednak, by Rosja zdystansowała się od Iranu. Zmianę polityki popiera rosyjski kompleks wojskowo-przemysłowy, który rozczarował się do Teheranu. Nie chce on kupować rosyjskiej broni, uważając, że jest za droga, i próbuje nabywać zachodnią. Na wizytę króla Salmana przygotowano w Moskwie pakiet kontraktów handlowych na zakup rosyjskiej broni za 3,5 mld dolarów, oferując nawet najnowsze rosyjskie systemy przeciwlotnicze S-400. Ale nie wiadomo, czy monarcha wyrazi zgodę na zakup.

Moskwa zaproponowała również zaspokojenie atomowych ambicji Rijadu – zbudowanie elektrowni atomowej. Dotychczas w regionie tylko Iran taką posiadał (też zbudowaną przez Rosję).

Wspólna ropa

Pełnemu nieufności zbliżeniu politycznemu sprzyja wspólny problem obu państw: niska cena ich głównego surowca eksportowego – ropy naftowej. Rosja i Arabia Saudyjska wydobywają 1/4 światowej ropy. Eksperci wskazują, że wspólna kontrakcja pozwoliła obecnie ustabilizować jej cenę na poziomie 60 dolarów za baryłkę. Tego rodzaju porozumienie na pewno zostanie potwierdzone w czasie monarszej wizyty w Moskwie.

Współpracę w wydobyciu nawiązano już dwa lata temu, w czasie wizyty ówczesnego następcy tronu Muhammada ibn Najifa w Soczi. Oba kraje utworzyły fundusz inwestycyjny wielkości 1 mld dolarów. Na tym bardzo zależy Rosji, odciętej od zachodnich zasobów finansowych i jednocześnie zawiedzionej postawą Pekinu, którego inwestycje są znacznie mniejsze od oczekiwanych.

Rosyjski minister energetyki Aleksandr Nowak już poinformował, że saudyjski koncern energetyczny Aramco chce inwestować w rosyjskie firmy energetyczne. Z kolei firma z Rijadu sama prywatyzuje część swoich akcji, ale nie ma zamiaru sprzedawać ich Rosjanom.

– Nie wiadomo, czy te wszystkie kontrakty dojdą do skutku. Zależy to wyłącznie od polityki. Jeśli Moskwa nie będzie mogła czy chciała poważnie ograniczyć wpływów Iranu w Syrii, to nic z nich nie będzie – uważa jeden z zachodnich publicystów.

– Od lat 60. ubiegłego wieku Moskwa wyczekuje przełomu w stosunkach z Rijadem. I nic z tego nie wychodzi – mówi moskiewski analityk Aleksiej Małaszenko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA