fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Tajny szczyt Bidena z Putinem. Nord Stream 2 okaże się precedensem?

Joe Biden
Prezydent Joe Biden po raz pierwszy odwiedzi w przyszłym tygodniu Europę
AFP
Polska stara się o konsultacje z Bidenem przed spotkaniem USA–Rosja 16 czerwca.

Najnowsze doświadczenia nie są dobre. Kilka niezależnych źródeł potwierdza, że amerykański prezydent nie ostrzegł ani Polski, ani Ukrainy przed ogłoszeniem 19 maja, że nie zamierza dłużej blokować budowy gazociągu Nord Stream 2. Okazji do konsultacji było wiele, w tym rozmowa telefoniczna miesiąc wcześniej sekretarza stanu Antony'ego Blinkena z szefem MSZ Zbigniewem Rauem.

– Przywodzi to na myśl okoliczności ogłoszenia przez Baracka Obamę 17 września 2009 r., w 70. rocznicę napadu ZSRR na Polskę, rezygnacji z budowy elementów tarczy antyrakietowej, która miała strącać rakiety międzykontynentalne wystrzelone z Iranu. Rząd Donalda Tuska był całkowicie zaskoczony tą decyzją – można usłyszeć w Warszawie.

Bojkot Sancheza

Teraz polskie władze obawiają się, że Nord Stream 2 okaże się precedensem, który określi tryb postępowania ekipy Bidena wobec Polski i krajów naszego regionu. Tę ocenę podzielają niezależni eksperci. – Administracja Bidena poszła zbyt daleko w odmawianiu konsultacji z sojusznikami z Europy Środkowej przed spotkaniem z Władimirem Putinem – wskazuje „Rzeczpospolitej” Michał Baranowski, dyrektor warszawskiego biura amerykańskiego instytutu German Marshall Fund.

Najlepszym sposobem, aby wyjść naprzeciw polskim obawom, byłoby osobne spotkanie Andrzeja Dudy z Bidenem przy okazji szczytu NATO w Brukseli 14 czerwca, dwa dni przed rozmowami w Genewie przywódców USA i Rosji. Jednak na razie amerykański prezydent ustalił tu tylko dwustronne konsultacje z tureckim odpowiednikiem Recepem Erdoganem. Polskie zabiegi, które trwają już od wielu tygodni, są więc kontynuowane. Jeśli zakończyłyby się porażką, przynajmniej jakąś rekompensatą mogłaby być oddzielna rozmowa w belgijskiej stolicy Zbigniewa Raua z Antonym Blinkenem. Tym bardziej że obaj (podobnie jak Biden i Duda) będą uczestniczyli w jeszcze jednym wydarzeniu w Brukseli: szczycie USA–UE. Niezależnie od tego w Warszawie podejmowane są próby przeprowadzenia polsko-amerykańskich konsultacji na szczeblu wiceszefów MSZ.

Biden przez wiele miesięcy nie dzwonił do Dudy. Polski prezydent w końcu zdecydował się na wyjazd 10 maja do Rumunii, aby jako współgospodarz szczytu „bukareszteńskiej dziewiątki" (sojuszników ze wschodniej flanki NATO) wziąć udział w spotkaniu, do którego dołączył zdalnie Biden.

Ten chłód na linii Warszawa–Waszyngton jest zwykle przypisywany obawom w USA przed naruszeniem reguł demokracji i rządów prawa przez ekipę PiS. Jednak Biden nie podjął też m.in. bezpośredniego kontaktu z socjalistycznym premierem Hiszpanii Pedro Sanchezem, którego kraj, w przeciwieństwie do Stanów, jest uznawany przez tygodnik „The Economist" za „pełną demokrację", a nie „demokrację wadliwą".

według planu

– 78-letni Biden koncentruje się na kilku krajach, w Europie to Wielka Brytania, Niemcy, Francja. Nie chce lub nie ma siły rozszerzać tego grona partnerów – można usłyszeć w Waszyngtonie. Zdaniem naszych rozmówców na spotkanie z Erdoganem zdecydował się z uwagi na fundamentalne znaczenie tego kraju dla przyszłości relacji z Rosją, ale też Iranem i szerzej Bliskim Wschodem.

Napięcie na linii Waszyngton–Warszawa nieco równoważy jednak stan realizacji Fortu Trump. Ustalenie o wzmocnieniu obecności wojskowej podjęte z poprzednią administracją są zasadniczo realizowane. Co prawda jesienią Pentagon ma przeprowadzić rewizję globalnej strategii wojskowej USA, do której zaangażowanie Ameryki w Polsce musi być dostosowane. Źródła dyplomatyczne nie spodziewają się jednak z tego powodu fundamentalnej rewizji dotychczasowych polsko-amerykańskich ustaleń. Wyjątkiem w tym pozytywnym obrazie jest baza pocisków antyrakietowych w Redzikowie, która została ogłoszona przed blisko 12 laty przez Obamę: termin jej oddania, wielokrotnie odkładany, wciąż pozostaje niepewny. Jak jednak zapewniają źródła amerykańskie, nie chodzi tu o efekt decyzji politycznej Białego Domu, ale niesłowność firm budowlanych z USA odpowiedzialnych za projekt.

Nadzieje w Warszawie budzi także wspomnienie ewolucji poprzedniej demokratycznej administracji Baracka Obamy. Biden odgrywał w niej rolę wiceprezydenta. Po początkowej, nieszczęśliwej próbie „resetu" z Kremlem ówczesny prezydent doprowadził to tego, co ekspert PISM Wojciech Lorenz nazywa „przewrotem kopernikańskim" w NATO. Sojusz dostrzegł rosnące zagrożenie ze strony Rosji, a Amerykanie począwszy od 2012 r. zaczęli umieszczać w Polsce coraz poważniejsze jednostki wojskowe, najpierw na zasadzie rotacyjnej, później także stałej.

Przełomem w tej ewolucji była okupacja przez Rosję Krymu i szczyt NATO w Warszawie w 2016 (a więc już za rządów PiS), kiedy Obama podjął decyzję o skokowym zwiększeniu amerykańskiego kontyngentu nad Wisłą. Liczba żołnierzy zza oceanu dobiła wówczas do 4,5 tys., a Trump, mimo szumnych zapowiedzi, zwiększył ją tylko o tysiąc żołnierzy.

Nie da się też zapomnieć, że to demokratyczny prezydent Bill Clinton podjął mimo twardego oporu Moskwy decyzję o przyjęciu Polski do sojuszu atlantyckiego, bez której nie byłoby też poszerzenia UE. Biden jako wpływowy senator z Delaware mocno zaangażował się wówczas w ratyfikację tej inicjatywy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA