fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Spowolnienie ze strefy euro już dociera do Polski

Adobe Stock
Spedytorzy mają mniej zamówień, spadają też stawki. To efekt hamowania gospodarki choćby w Niemczech. Coraz słabiej radzi sobie także nasz przemysł. Na szczęście ratuje nas konsumpcja.

– Nie mówię, że to już kryzys, ale na pewno mamy do czynienia ze spowolnieniem gospodarczym – mówi „Rzeczpospolitej" Jan Załubski, prezes firmy transportowej ZET Transport. – W UE zaczyna brakować tzw. pracy przewozowej, a kontrahenci systematycznie redukują ilość pojazdów, którą wcześniej zamówili. Nie wygląda to obiecująco – ocenia.

Czytaj także: Polski przemysł się chwieje

Spadek frachtów

Branża przewoźników jako jedna z pierwszych może odczuwać skutki pogorszenia się sytuacji gospodarczej w strefie euro, szczególnie u naszego największego partnera handlowego – Niemiec. A im mniejsza aktywność gospodarcza w największych krajach UE, tym mniej zleceń dla spedytorów. – Po tragicznym lecie, ostatnie tygodnie przyniosły lekką poprawę, ale wciąż w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku obserwujemy spadek zarówno w masie towarowej, jak również w wysokości frachtów. Tu redukcja stawek sięga 5–7 proc. – mówi prezes Załubski.

Czytaj także: Główny hamulcowy Europy

Problemy mają przewoźnicy o różnych specjalizacjach i różnej wielkości. – Maleje liczba zleceń, podobnie jak stawki – potwierdza Łukasz Chwalczuk, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracodawców Transportu Ponadnormatywnego. Małe firmy transportowe, z flotą 5–20 samochodów, zaczynają mieć kłopoty z płynnością finansową.

Niepokojące oznaki

Słabsza kondycja branży transportowej może być przyczyną spadku sprzedaży samochodów ciężarowych. Jak podaje Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), w sierpniu mocno zmniejszyły się rejestracje samochodów użytkowych powyżej 3,5 tony – o 31,9 proc. rok do roku. W grupie ciągników samochodowych używanych przez firmy w transporcie międzynarodowym spadek był jeszcze głębszy i sięgnął 38,1 proc.

Czytaj także: Polski przemysł traci odporność na europejskiego wirusa

– To bardzo niepokojący sygnał, bo sprzedaż samochodów ciężarowych uważana jest za barometr koniunktury gospodarczej – mówi Jakub Faryś, prezes PZPM. Jego zdaniem, o ile do przyczyn spadków można zaliczyć np. wprowadzenie nowych przepisów dotyczących tachografów czy nowych norm „czystości", to główny powód kryje się w obawach przewoźników przed spadkiem zamówień. – Może to być jeden z pierwszych sygnałów nadciągającego spowolnienia gospodarczego – uważa Faryś.

– Kolejny powód ograniczenia zakupów to niepewność związana z brexitem. Powoduje ona, że floty nie rozbudowują się, powolniej też modernizują tabor – zaznacza Zbigniew Kołodziejek, dyrektor marketingu w Daf Trucks Polska. – Ważnym symptomem zmian na rynku jest to, że zniknęły narzekania przewoźników na brak kierowców – przyznaje Kołodziejek.

Produkcja już spada

Oznaki hamowania gospodarki widać nie tylko w branży transportowej. Jak podał ostatnio GUS, w sierpniu produkcja przemysłowa spadła o 1,3 proc. rok do roku. – W sierpniu mieliśmy niższy poziom zamówień, ale głównie od klientów zagranicznych – mówi nam Tomasz Janik, prezes firmy Decco, producenta profili okiennych. – Cała nasza branża jest mocno nastawiona na eksport, więc choć konsumpcja w kraju nie spada, zamówienia zagraniczne są niższe niż przed rokiem i w pierwszej połowie tego roku. Nie wiem, czy to spowolnienie jest chwilowe, choć dla naszej branży druga połowa roku to najlepszy sezon – dodaje.

Z kolei zyski firmy Alumetal, producenta aluminiowych stopów odlewniczych, w I półroczu tego roku okazały się o prawie 30 proc. niższe niż rok wcześniej. Firma wyjaśnia, że to efekt zmniejszenia w ostatnich miesiącach popytu ze strony przemysłu motoryzacyjnego i w konsekwencji wzrostu walki konkurencyjnej, przekładającej się na zmniejszenie przeciętnej marży.

Na szczęście nie wszystkie sektory gospodarki odczuwają spowolnienie. – Branża drobiarska jest mocno oparta na eksporcie, ale w ciągu ostatniego kwartału nie widzieliśmy żadnego osłabienia – mówi Ryszard Waśniewski, wiceprezes SuperDrob, dużego producenta drobiu. – Polska produkcja żywności nadal jest atrakcyjna, ponad 40 proc. naszej produkcji wyjeżdża na zachód, wzrost eksportu sięga 7–8 proc. rocznie i to jest główny motor naszego rozwoju – dodaje.

Także dane GUS pokazują, że wiele branż produkcyjnych wciąż radzi sobie bardzo dobrze. Produkcja elektroniki wzrosła w sierpniu o 7,3 proc., urządzeń elektrycznych o 4,9 proc., a mebli – o 2,7 proc.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Jarosław Janecki, Towarzystwo Ekonomistów Polskich

Ogólny wskaźnik koniunktury gospodarczej według badań GUS spadł do poziomu 100,2 wobec 104,8 rok temu. Dane pokazują coraz większy pesymizm przedsiębiorców. Czy mają rację? Można znaleźć coraz więcej argumentów, że tak. Brak wyraźnych oznak przemawiających za poprawą koniunktury wynika zarówno z czynników zagranicznych, jak i krajowych. Kluczowa dla polskiego eksportu gospodarka Niemiec wchodzi w okres recesji, co musi negatywnie wpłynąć na wartość polskiego eksportu. Widać to już dziś m.in. na przykładzie sektora samochodowego. Podobna sytuacja widoczna jest również w największych gospodarkach: USA i Chinach, co w głównej mierze jest efektem konfliktów handlowych. W kraju zaś mamy niepewność odnoszącą się do skali obciążeń w przyszłym roku, po wyborach.

Prognozy PKB

Chroni nas popyt konsumpcyjny

Polska gospodarka, pomimo silnych powiązań handlowych z Niemcami, jak dotąd wykazywała dużą odporność na tamtejsze spowolnienie. W sierpniu wprawdzie doszło do drugiego w ciągu zaledwie trzech miesięcy spadku produkcji przemysłowej, ale – podobnie jak w czerwcu – był to w dużej mierze efekt niekorzystnego układu kalendarza. Ekonomiści są zgodni, że polską gospodarkę przed skutkami dekoniunktury na Zachodzie chroni wciąż silny popyt konsumpcyjny, związany z dobrą sytuacją dochodową gospodarstw domowych. Większość z nich zakłada, że w drugiej połowie roku konsumpcja będzie rosła nawet szybciej niż w pierwszej. Stąd wzrost PKB Polski, jak przeciętnie prognozują, zwolni w tym roku nie tak mocno – do 4,2 proc. z 5,1 proc. w ub.r. Prawdopodobieństwo, że Polska w najbliższych latach doświadczy recesji, ekonomiści ankietowani przez agencję Bloomberga oceniają na zaledwie 5 proc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA