fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Fiskus pichci wielką rewolucję w stawkach VAT

Adobe Stock
Nowa matryca stawek VAT rozwiąże część dzisiejszych problemów, ale nie łudźmy się, szybko pojawią się nowe – mówią zgodnie eksperci podatkowi.

Budowę nowej matrycy stawek VAT Ministerstwo Finansów zapowiedziało grubo ponad rok temu. Miała wejść w życie z początkiem 2018 r. Nie udało się. Resort finansów przyznał, że podjął się niezwykle trudnego zadania. Próbuje na nowo przypisać stawki VAT do dziesiątek, jeśli nie setek tysięcy towarów i usług. Chce przy tym uprościć zasady tego przypisywania.

Czytaj także: VAT-em w zakupy z Chin

Resort finansów zapowiada, że nowa matryca stawek VAT nie będzie już oparta na klasyfikacjach statystycznych PKWiU, bo proces ich przypisywania jest przez to szalenie skomplikowany. Nowa matryca ma być oparta na nomenklaturze scalonej (CN), która służy do klasyfikowania towarów w obrocie międzynarodowym. Resort finansów obiecuje przy tym, że na nowym przypisaniu stawek do towarów i usług, budżet nie zarobi.

Koniec absurdów?

Nowa matryca ma pomóc wyeliminować przypadki, gdy niemal identyczne towary mają różne stawki VAT. Pełno takich absurdów dotyczy opodatkowania żywności. A to dlatego, że mamy tu dwie stawki VAT: 5 i 8 proc. Dodatkowo, niektóre towary żywnościowe objęte są 23-proc. stawką. Kryteria tego podziału są często niejasne, a stosowanie kilku stawek zachęca producentów, dostawców i sprzedawców do kombinacji. Oczywiście, chcą mieć jak najniższą stawkę VAT, po to by sprzedawać taniej i więcej. To często oznacza nierówną konkurencję. W to wszystko miesza się jeszcze fiskus, który próbuje przedsiębiorcom narzucać swoją wizję. W efekcie mamy olbrzymi bałagan i mnóstwo sporów.

Nie tak dawno głośne były różne kombinacje stawkowe związane ze sprzedażą kawy. Ot, choćby dodanie mleka, czyniło z kawy cappuccino napój mleczny, z niższą stawką podatku. Głośno było też o hot dogach ze stacji jednego z koncernów paliwowych. Inaczej niż wszyscy sprzedawał on hot dogi z 5-proc. stawką. Wbrew stanowisku Ministerstwa Finansów, które stwierdziło, że dania przeznaczone do konsumpcji w placówkach gastronomicznych mają mieć 8-proc. VAT. Różnica w podatku sięgała kilkunastu groszy na każdym hot dogu. Koncern sprzedaje ich 20 mln rocznie.

Jakiś czas temu te absurdy zebrała firma doradcza Grant Thornton. Okazało się na przykład, że musztardę należy sprzedawać z 23-proc. stawką VAT, a sos musztardowy z 8-proc. Chipsy ziemniaczane to 8 proc. VAT, chipsy kukurydziane 23 proc. Brzoskwinia 5 proc., banan 8 proc. Pełno tego. Także w innych branżach.

W tej sytuacji fiskus co roku zmuszony jest wydawać kilka tysięcy interpretacji przepisów dotyczących stosowania stawek VAT w przypadkach konkretnych towarów i usług. Często spory o to, jaką stawką powinny być objęte konkretne towary, kończą się w sądach.

Potrzebna ta matryca?

– Każdy krok, żeby zwiększyć pewność po stronie podatników jest dobry – mówi Jarosław Neneman, były wiceminister finansów. Jego zdaniem najprostszym sposobem na wyeliminowanie przypadków takich, jak choćby ten z opodatkowaniem hot dogów, byłoby ujednolicenie stawek VAT. Z powodów politycznych nie wchodzi to jednak w grę, bo oznaczałoby podwyżkę podatku na żywność czy leki. – Ale już ujednolicenie stawek 5 i 8 proc. VAT na żywność byłoby łatwiejsze do przeprowadzenia. Utrzymywanie dwóch stawek tak blisko siebie nie ma sensu – uważa Jarosław Neneman. Jego zdaniem zastąpienie ich jedną stawką, na poziomie 6–7 proc., rozwiązałoby wiele dzisiejszych problemów. – Samo przypisanie stawek na nowo też nie jest złym pomysłem. Ale przekonanie, że da się to łatwo zrobić i wszystko będzie dobrze, jest naiwne. Życie jest bardziej skomplikowane. W miejsce starych problemów pojawią się nowe – przewiduje były wiceminister. Spodziewa się też oporu tych przedsiębiorców, których towary zostaną objęte stawkami wyższymi niż dziś. – Będą takie przypadki i będzie lament i jazgot – mówi Naneman.

– Nowa matryca jest potrzebna. Jednak doświadczenia naszej legislacji pokazują, że będzie z tym mnóstwo bałaganu – mówi Rafał Iniewski, wiceszef rady podatkowej Konfederacji Lewiatan. – Pytanie, czy gra jest warta świeczki. W miejsce starych problemów pojawią się nowe. Co więcej, już dziś przedsiębiorcy zasypani są tak ogromną liczbą zmian w przepisach podatkowych, że nie są ich w stanie poznać. Kłopoty z tym mają nawet doradcy podatkowi. Czy warto do tego dokładać jeszcze potężne zamieszanie związane z przypisaniem na nowo stawek VAT do towarów i usług? – zastanawia się Rafał Iniewski. Jego zdaniem, jeśli już, to konsultacje związane z nową matrycą powinny potrwać przynajmniej rok.

Opinia

Michał Borowski, Ekspert podatkowy Business Centre Club

W stawkach VAT jest dzisiaj duży chaos. Ciągle słyszymy o nowych przypadkach, gdy jakiś przedsiębiorca stosuje niższy podatek niż jego konkurencja albo też niższy, niż chce fiskus. Często są problemy z prawidłowym przypisaniem towaru czy usługi do stawki VAT. Z drugiej strony kary za pomyłkę są bardzo dotkliwe.

Uproszczenie procedur, odejście od klasyfikacji towarów PKWiU i oparcie się na CN jest więc uzasadnione. Ale zamieszanie z tym związane będzie potężne. Zwykły sklep spożywczy, w którym jest kilka tysięcy rodzajów produktów, będzie miał wielkie problemy techniczno-logistyczne, by przypisać je do nowych stawek. Niektórzy przedsiębiorcy mogą się przy tym dowiedzieć, że ich towary są w nowej matrycy objęte wyższymi stawkami niż dotąd. Pojawi się presja cenowa ze strony klientów, którzy mogą nie akceptować podwyżek cen. Wszystko to sprawi, że dla wielu przedsiębiorców nowa matryca będzie dużą zmianą systemową.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA