fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Co partie obiecują samozatrudnionym ws. składek ZUS

Fotorzepa, Marta Bogacz
Najhojniejsze propozycje, czyli brak składek do ZUS, składa PSL. PiS obiecuje niższe składki, ale tylko małym firmom, a KO chce dać tym większym po 2,5 tys. zł rocznie.

Temat składek na ZUS płaconych przez osoby prowadzące działalność gospodarczą w tegorocznej kampanii wyborczej przewija się programach wszystkich największych ugrupowań. „Rzeczpospolita" przyjrzała się tym obietnicom pod kątem ich opłacalności i racjonalności.

Skąd emerytura

Najbardziej obiecująco wygląda pomysł PSL - Koalicja Polska. Partia ogłosiła, że składki na ZUS powinny być dobrowolne, to znaczy samozatrudniony mógłby sam decydować, czy opłacać ZUS czy nie. W swoim programie PSL nie szacuje, ile osób zrezygnowałoby z płacenia i jak kosztowne byłoby to dla finansów publicznych. Za to zauważa, więcej osób zdecydowałoby się na prowadzenie działalności gospodarczej, a mniej by z nie rezygnowało.

- Z punktu widzenia samozatrudnionego to super propozycja, ale to pozory - zaznacza Jeremi Mordasewicz, doradca Konfederacji Lewiatan. - Pytanie, co z osobami, które nie będą płacić składek, nie uzbierają więc wystarczającego kapitału na emeryturę? Czy ich świadczenia na starość mają być finansowane przez innych podatników - pyta retorycznie Mordasewicz.

I dodaje, że z opłacania ZUS teoretycznie mogą zrezygnować osoby, które są w stanie zgromadzić oszczędności na starość w inny sposób. W praktyce jednak, na taki ruch mogłyby się zdecydować przedsiębiorcy nawet bez dalekosiężnych planów, byle by tylko zwiększyć swoje dochody w chwili obecnej.

Inna podstawa?

- Propozycja PSL plasuje w obszarze politycznej fantastyki - komentuje z kolei Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. - Równie dobrze można by postulować dobrowolność płacenie podatków - ocenia.

Bardziej realna wydaje się propozycja Koalicji Obywatelskiej, w zakresie zmiany podstawy wymiaru składki. Obecnie, wedle zasad ogólnych (bez preferencji) to 60 proc. prognozowanego na przyszły rok przeciętnego wynagrodzenia. Zdaniem KO podstawą powinno być minimalne wynagrodzenie w danym roku, co bardziej odpowiada rynkowym warunkom. - Rozwiązanie, że podstawą składek jest 60 proc. średniej krajowej jest całkowicie arbitralne - wyjaśnia „Rzeczpospolitej" Andrzej Rzońca, główny ekonomista KO. I dodaje, że przedsiębiorca powinien mieć takie zabezpieczenie emerytalne, jakie zapewniłaby mu praca u kogoś choć na minimalnym poziomie.

Według naszych wyliczeń, gdyby propozycje KO weszły w życie jeszcze w tym roku, podstawowa składka do ZUS (na ubezpieczenia emerytalne, rentowe, chorobowe i wypadkowe) byłaby mniejsza o nieco ponad 190 zł niż w obecnym systemie. Andrzej Rzońca wylicza, że firmy zaoszczędzą na tym rozwiązaniu ok. 2,5 tys. zł rocznie.

1 mld zł korzyści

Obniżka ryczałtu na ZUS wedle propozycji KO byłaby korzystna dla samozatrudnionych uzyskujących średnie i wyższe dochody, a co z firmami, które mają bardzo niskie przychody i dochody? Dziś mogą oni korzystać z tzw. małego ZUS - mikrofirmy, których rocznie przychody nie przekraczają limitu 30-krotności minimalnego wynagrodzenia, mogą płacić składki proporcjonalnie od przychodu (podstawą zaś jest mniej więcej połowa tego przychodu).

To rozwiązanie opłacalne dla drobnej działalności i KO chce to utrzymać. Za to PiS chce właśnie w tym obszarze wprowadzić największe zmiany. - Firmy małe, które dziś nie łapią się na ulgę z tytułu małej działalności gospodarczej, ponieważ mają wysokie przychody, będą mogły skorzystać z ulgi na ZUS - mówił we wtorek premier Mateusz Morawiecki. - Dla małych przedsiębiorców będzie niższa składka liczona proporcjonalnie do dochodu, ale nie większa niż według obecnych zasad - wyjaśniał też rzecznik rządu Piotr Müller na Twiterze.

Ze słów Morawieckiego wynika, że w sumie najmniejsze firmy na niższych składkach zaoszczędzą nawet 1 mld zł rocznie. - Ok. 1 mld zł środków, które dziś wpływają do FUS, zostanie przeznaczone na zmniejszenie stawek ZUS, proporcjonalnie do dochodu, ale do pewnego poziomu - mówił premier.

Brak kluczowych elementów

- To ciekawa propozycja, jednak szczegółów brak. Dla oszacowania skutków, kluczowe są takie parametry jak: podstawa wymiaru składki czy limit dochodów uprawniających do skorzystania z preferencji. Przykładowo, jeśli podstawą liczenia składki miałby być cały dochód uzyskiwany przez firmę, to byłoby to opłacalne dla zysków w wysokości do ok. 2,8 tys. zł na miesiąc. Powyżej bardziej opłacałoby się płacić ryczał. - Problem w tym, że dochody do takiej wysokości to niewiele jak na działalność gospodarczą - zauważa Mordasewicz.

Jeśli zaś podstawą miałaby być połowa dochodów, to byłoby to korzystne nawet dla tych, którzy zarabiają 5,6 tys. zł na miesiąc. - Tyle że wówczas uprawnionych byłoby ok. 1 mln firm, a to już ogromne koszty dla budżetu - analizuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Zmiana bez zmiany

Dosyć specyficzne są za to pomysły Lewicy. W swoim programie proponuje zniesienie ryczałtowego ZUS-u. Chce znieść limity dla proporcjonalnej składki na ZUS. Przedsiębiorcy będą mogli wybrać rozliczanie proporcjonalne do przychodu - tak jak w małym ZUS-ie - lub według starych zasad". Problem, w tym że gdy głębiej przyjrzeć się tym propozycjom, nie oznaczają one praktycznie żadnych zmian wobec obecnej sytuacji.

Opinia dla „rz"

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

Żadna partia nie przedstawiła pomysłu, jak rozwiązać największy problem składek ubezpieczeniowych: bardzo silnego obciążenia osób o niskich dochodach i niskich danin dla osób o wysokich dochodach. Należałoby iść w kierunku składek liczonych proporcjonalnie do połowy uzyskiwanego dochodu, z limitem dla składek na poziomie 30-krotności przeciętnej płacy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA