fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Jak zamienić kredyty na atrakcyjne dotacje

Mateusz Morawiecki
Bloomberg
Uruchomienie części pożyczkowej może być kolejną kością niezgody wokół Krajowego Planu Odbudowy. Mało kto pali się, by realizować inwestycje na kredyt.

W najnowszej wersji Krajowego Planu Obudowy, wysłanej w poniedziałek do Brukseli, rząd zakłada, że Polska będzie wnioskować o 12,1 mld euro z części pożyczkowej unijnego Funduszu Odbudowy. Dzięki uruchomieniu tej części dłużnej – w odpowiedzi na postulaty samorządów czy przedsiębiorców – udało się zwiększyć całą pulę wydatków z KPO z 24 mld euro do 36 mld euro.

Dla kogo pożyczki?

Problem w tym, że wcale nie budzi to entuzjazmu tych podmiotów, które miałaby z długu finansować swoje inwestycje. – Samorządy są w słabej kondycji finansowej. Liczą przede wszystkim, że w rozwoju pomogą im unijne granty – mówił we wtorek Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku i prezes Unii Metropolii Polskich. – Tymczasem w KPO proponuje się nam bardzo dużo pożyczek, w tym na zielone inwestycje w miastach, czyli parki czy ścieżki rowerowe. W sumie ok. 5 mld euro, to nieproporcjonalnie więcej niż dla sektora rządowego i sektora przedsiębiorstw – oceniał. Jak wyliczał, z całej puli przewidzianej dla samorządów dotacje stanowią tylko niecałe 50 proc., w puli dla instytucji rządowych – aż 80 proc., a w części dla firm – prawie 70 proc.

Ciekawe, że choć najbardziej naturalnym odbiorcą pożyczek wydają się przedsiębiorstwa, to też nie są tym zachwycone. – Biznes na pewno prowadzi więcej inwestycji, które docelowo mają się zwrócić i mogłyby być finansowane z pożyczek. Ale jest też wiele projektów, które powinny być wspieranie instrumentami bezzwrotnymi – zaznacza Grzegorz Baczewski, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Granty najlepsze

Jako przykład podaje produkcję aktywnych składników farmaceutycznych (API), na co w KPO przewidziano 300 mln euro pożyczek. – Obecnie wszystkie te składniki są importowane, głównie z Azji. W Polsce się nich nie produkuje, bo to jest nieopłacalne ekonomiczne. I to się nie zmieni, żaden inwestor prywatny nie zaciągnie długu na inwestycję, która się nie zwróci. Jeśli rząd chce zwiększyć odporność naszego systemu zdrowia poprzez wsparcie produkcji API, muszą to być granty – zauważa Baczewski.

Jego zdaniem trudno obecnie ocenić, kto powinien dostawać więcej pożyczek – sektor samorządowy, sektor prywatny czy może spółki publiczne. I dodaje, że KPO, by stanowił wartość dodaną dla gospodarki, powinien pobudzać te inwestycje prywatne, które w innych warunkach by nie powstały.

Rozwiązaniem w tej sytuacji mogłaby być zmiana konstrukcji części pożyczkowej KPO. Obecnie system wygląda mniej więcej tak, że polski rząd pożycza pieniądze w ramach Funduszu Odbudowy na własne konto, po czym przekazuje je dalej beneficjentom, i to ci beneficjenci (np. samorząd, firmy) mają spłacać pożyczki z własnych zasobów. – Ale zgodnie z tym, co postulują samorządy, część z tych instrumentów zwrotnych, oczywiście nie całość, rząd mógłby zamienić na dotacje i granty – zauważa Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Na co pozwala stan budżetu

Jego zdaniem szczególnie byłoby to pożądane właśnie dla budżetów lokalnych, bo rzeczywiście przez pandemię i reformy podatkowe ich dochody zostały poważnie uszczuplone. Zdaniem samych samorządowców optymalnym rozwiązaniem było zamienienie pożyczek w dotacje np. z 40-proc. wkładem własnym (wówczas trzeba byłoby zadłużyć się tylko na 40 proc. wartości projektu, a nie na 100 proc.). Grzegorz Baczewski dodaje, że podobną konstrukcję mogłaby mieć także pomoc dla biznesu. – Mamy już przykłady, że jest to możliwe, subwencje z tarczy finansowej PFR są przecież w dużej mierze umarzane – mówi.

Także Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Pracodawców RP, podkreśla, że jeśli chodzi wspieranie projektów niedochodowych, rząd rzeczywiście powinien przekształcać pożyczki w dotacje. Zwłaszcza jeśli chce uniknąć zapaści w inwestycjach samorządowych. Inna sprawa, czy jest na to przestrzeń w finansach publicznych. Po kryzysie pandemicznym zadłużenie sektora rządowego i samorządowego już balansuje na granicy dopuszczalnych limitów.

Rząd w nieoficjalnych rozmowach przyznaje, że zamiana pożyczek na dotacje byłaby możliwa, ale jest to zależne właśnie od kondycji finansów państwa.

Brak analiz

– Należy oczekiwać porządnej analizy na te tematy, czego niestety zabrakło w KPO – podkreśla Sławomir Dudek, główny ekonomista Fundacji FOR. – Takie kwestie jak kto i na jakich zasadach ma korzystać z pożyczek, na ile zwiększy to dług publiczny, kto ma wziąć na siebie ryzyko walutowe itp. są sprawami zasadniczymi. Tymczasem rząd nic o tym nie mówi – wytyka Sławomir Dudek.

I podkreśla, że część pożyczkowa to nic innego jak finansowanie dłużne i trzeba to bardzo ostrożnie planować, tak żeby nie „wepchnąć" komuś pożyczki, której do końca nie potrzebuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA