fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

14 mld złotych z nowych podatków i danin PiS

Fotorzepa, Robert Gardziński
Rząd PiS wprowadza coraz więcej różnych danin i opłat, podnosząc podatki tylnymi drzwiami.

Na piątkowym posiedzeniu Sejm ma uchwalić budżet państwa na 2020 r. To szczególny projekt – przewiduje, że po raz pierwszy od czasów transformacji dochody mają starczyć na pokrycie wszystkich wydatków budżetowych i nie trzeba będzie pożyczać dodatkowych pieniędzy.

Osiągnięcie tak ambitnego celu będzie możliwe głównie w efekcie przewidywanych wysokich tzw. dochodów jednorazowych – z tytułu transferu z OFE na indywidualne konta emerytalne, ze sprzedaży częstotliwości 5G i sprzedaży praw do emisji CO2. W sumie może to być nawet 18–22 mld zł, a bez tych pieniędzy budżet centralny odnotowałby spory deficyt.

Ale na 2020 r. przewidziano też nowe daniny, które koniec końców Polacy zapłacą z własnej kieszeni. To zwłaszcza nowa opłata cukrowa, która ma być nakładana na napoje słodzone oraz tzw. małpki, a która ma przeciwdziałać pladze otyłości (i nadmiernemu spożyciu wódki w małych opakowaniach).

Prace nad stosowną ustawą Sejm ma zakończyć także w piątek. Na razie wszystko wskazuje na to, że mimo ostrego sprzeciwu całej branży, w tym rolników-producentów owoców, nowa opłata wejdzie w życie jeszcze w tym roku, choć z pewnym opóźnieniem, tj. od lipca. W 2020 r. z tego tytułu mamy zapłacić w sumie ok. 1,7 mld zł, a gdy opłata będzie obowiązywać już przez cały rok – ok. 3,6 mld zł.

W 2020 r., mniej więcej od połowy roku, wejść ma też w życie nowy podatek od sprzedaży detalicznej. W tym roku fiskus może dostać z tego tytułu prawie 0,6 mld zł. Czyli w stosunku rocznym klienci sklepów oddadzą państwu ok. 1,1 mld zł.

W tym roku po raz pierwszy najzamożniejsi Polacy, o dochodach powyżej 1 mln zł rocznie, zapłacą daninę solidarnościową – co da w sumie ponad 1 mld zł. Wpływy z tej daniny zasilą Fundusz Solidarnościowy i nowe świadczenia dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji. Rząd oczekuje też, że opłata recyklingowa, czyli od torebek foliowych, w końcu zostanie potraktowana przez rynek poważnie – i budżet zarobi na tym prawie 1,5 mld zł.

Te przykłady pokazują, że rząd PiS dosyć często wprowadza różne nowe daniny. Jeśli policzyć wszystkie wprowadzone od 2016 r. (w tym podatek bankowy czy opłatę emisyjną od paliw), w sumie daje to ponad 14 mld zł rocznie – wynika z analizy „Rzeczpospolitej".

Charakterystyczne jest, że zwykle są to daniny celowe, mające odpowiadać na jakieś potrzeby (np. opłata emisyjna czy recyklingowa ma być przeznaczana na walkę z zanieczyszczeniem środowiska, a danina solidarnościowa wesprzeć mniej zamożne osoby niepełnosprawne) lub podatki sektorowe (dla sektora finansowego, handlowego czy w przyszłości – usług cyfrowych).

– Polska nie jest wyjątkiem w tym zakresie, podobne rozwiązania można znaleźć w innych krajach – mówi Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. – Co nie znaczy jednak, że są to dobre rozwiązania – dodaje.

– Zwykle ich uzasadnieniem jest jakaś narracja polityczna: że realizujemy ważne cele społeczne albo że dany sektor w imię sprawiedliwości powinien płacić więcej. W zasadzie to jednak czysty fiskalizm, niewynikający z żadnych głębokich analiz ekonomicznych – komentuje Dudek.

– W ten sposób rząd realizuje swoją obietnicę, że nie będzie podnosił podatków powszechnych. Ale wprowadzanie wyższych obciążeń tylnymi drzwiami to zła polityka – uważa też Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

Po pierwsze, podnosi ona niepewność, bo nigdy nie wiadomo, który sektor będzie następny. Poza tym cały system podatkowy staje się coraz mniej przejrzysty, a nowe podatki mogą przynosić nieprzewidywalne skutki w zmianie zachowań biznesu lub konsumentów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA