fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Brexit w cieniu megxitu

adobestock
To jest finał trzech i pół roku morderczych negocjacji. W czwartek wieczorem Izba Gmin przyjęła 330 głosami za przy 231 przeciw ustawę rozwodową z Unią. Ale skandal w rodzinie królewskiej przysłonił triumf Johnsona.

W środę późnym wieczorem, na kilkanaście godzin przed decydującym głosowaniem w brytyjskim parlamencie, Harry i Megan, książęta Sussex, napisali na Instagramie, że „wycofują się z roli kluczowych członków rodziny królewskiej”. Zamierzają od tej pory dzielić swój czas między Wielką Brytanię, Kanadę i Stany Zjednoczone. Zapowiedzieli też, że będą „finansowo niezależni”, choć – jak zauważył „Daily Telegraph” – zachowają rezydencję Frogmore Cottage w Windsor oraz stałą pensję wypłacaną z pieniędzy podatników w ramach budżetu księcia Karola.

Deklaracja została przyjęta z niedowierzaniem przez Elżbietę II. Królowa dowiedziała się bowiem o planach swojego wnuka w ostatnim momencie. Harry jest jednym z najbardziej popularnych członków rodziny królewskiej. Tymczasem monarchia, jedna z kluczowych instytucji dających Brytyjczykom poczucie stabilności w okresie brexitu, i tak już przechodziła poważny kryzys z powodu powiązań syna królowej, księcia Andrzeja, z pedofilem i finansistą Jeffreyem Epsteinem.

Przeczytaj także: Brytyjski parlament poparł porozumienie w sprawie brexitu

Boris Johnson przeprowadził ratyfikację umowy rozwodowej z Unią w forsownym tempie. Debata została zaplanowana tylko na trzy dni, od wtorku do czwartku. Torysi, którzy od wyborów 12 grudnia stanowią zwartą drużynę zwolenników brexitu, mają w Izbie Gmin ogromną większość 80 deputowanych. Dlatego w trakcie debaty partia rządząca odrzuciła konsekwentnie wszystkie poprawki opozycji, w tym tak zdawałoby się uzasadnione jak zapis o gwarancjach nierozdzielania od rodziców dzieci nielegalnych imigrantów. Nie przeszedł także zapis dający dodatkowe gwarancje po brexicie obywatelom UE na stałe mieszkającym na Wyspach.

Triumfalizm torysów może się jednak źle skończyć. W ustawie znalazło się sporo ryzykownych zapisów. Z inicjatywy premiera nieodwołalnie ustalono, że z końcem tego roku wygaśnie okres przejściowy, w trakcie którego Wielka Brytania co prawda nie będzie już miała swoich przedstawicieli w Brukseli, ale nadal będzie stosować unijne prawo. To daje zaledwie 11 miesięcy na wynegocjowanie nowej umowy o wolnym handlu między Królestwem a Unią. Jeśli się to nie uda, kraj zostanie odcięty od głównego partnera handlowego, co może wepchnąć Królestwo w poważny kryzys.

W środę w czasie spotkania w Londynie przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała co prawda, że w takim terminie nie da się wynegocjować „pełnego” porozumienia, ale obiecała, że Wspólnota zachowa się w tej sprawie konstruktywnie. To na razie wystarczyło dla umocnienia się funta względem dolara i euro.

Aby zapobiec przywróceniu kontroli na granicy między Republiką Irlandii a Irlandią Północną, uznano jednak, że ta ostatnia prowincja będzie bezterminowo stosować regulacje jednolitego rynku. To stawia przed Londynem dylemat: albo wprowadzi realne kontrole towarów w poprzek Morza Irlandzkiego, co podważa integralność terytorialną Królestwa, albo wbrew zobowiązaniom podjętym wobec Brukseli nie będzie takich kontroli, co w końcu zrzuci na Unię ciężar wprowadzenia kontroli na granicy dzielącej Zieloną Wyspę, aby uchronić spójność jednolitego rynku. Na razie strategia Johnsona jest przyjmowana sceptycznie przez unionistów z DUP.

Zdaniem portalu Irish News minister ds. Irlandii Północnej w rządzie Johnsona Julian Smith spotkał się przed świętami Bożego Narodzenia z przedstawicielami unionistycznych organizacji paramilitarnych odpowiedzialnych przed zawarciem porozumień wielkopiątkowych z 1998 r. za część z 3,5 tys. ofiar starć protestantów i katolików. Od wielu miesięcy obie wspólnoty nie są w stanie utworzyć wspólnego rządu.

Forsowana ratyfikacja umowy rozwodowej jest też bardzo źle przyjmowana w Szkocji. W symbolicznym geście parlament regionalny w Edynburgu (Stormont) przyjął uchwałę, która odrzuca brexit. Pierwsza minister Szkocji Nicola Sturgeon już wystąpiła do Londynu o prawo do zorganizowania nowego referendum w sprawie niepodległości prowincji.

Przed 31 stycznia umowa brexitowa musi zostać zatwierdzona przez Izbę Lordów. Będzie to trudniejsze, ponieważ torysi nie mają tu większości. Konieczna jest też ratyfikacja w nadchodzących trzech tygodniach umowy przez Parlament Europejski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA