fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Rząd Johnsona zwiększa wydatki. "Czyszczenie pokładów przed brexitem"

AFP
Brytyjski kanclerz skarbu, Sajid Javid, na łamach "Daily Telegraph" zapowiedział zwiększenie wydatków na szkoły, szpitale i policję - nowe środki z budżetu mają zostać skierowane do tych instytucji w przyszłym tygodniu. Jak pisze Sky News może to być zapowiedź przygotowywania się ekipy Borisa Johnsona do przedterminowych wyborów.

W "Daily Telegraph" Javid wyjaśnia, że wzrost wydatków budżetowych, który ma przedstawić na forum Izby Gmin w przyszłym tygodniu, jest "oczyszczaniem pokładu" przed brexitem, do którego ma dojść 31 października.

Jednak Sky News zwraca uwagę, że zapowiedź skierowania dodatkowych funduszy na system edukacji, system opieki zdrowotnej i policję, może być sygnałem, że rząd przygotowuje się do przedterminowych wyborów.

"Dzięki ciężkiej pracy Brytyjczyków w ostatniej dekadzie, możemy pozwolić sobie na wydanie więcej na to, co dla obywateli jest priorytetem, nie łamiąc zasad dotyczących tego, jak rząd powinien wydawać pieniądze" - napisał Javid w "Daily Telegraph" zapowiadając, że rząd zwiększy wydatki na "szkoły, szpitale i policję".

Javid zaznaczył przy tym, że "jednocześnie jest kluczowe, abyśmy ograniczali się do wykorzystania środków, którymi dysponujemy".

"Inaczej niż Partia Pracy - nie wierzymy w zasypywanie problemu pieniędzmi. Szczególnie w czasie, gdy światowa gospodarka zwalnia, jest ważne, aby finanse publiczne nie wymknęły się spod kontroli" - pisze kanclerz skarbu.

"Więc mogę zapewnić, że przyszłotygodniowa seria wydatków zostanie zrealizowana zgodnie z obowiązującymi regułami fiskalnymi" - podkreśla Javid.

"Jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy podatników nie będę przepraszać za podważanie każdej decyzji i upewnianie się, że każdy funt jest wydawany mądrze" - dodaje. Zaznacza przy tym, że torysi wiedzą, iż "pieniądze na służbę publiczną nie biorą się z powietrza, lecz są efektem ciężkiej pracy przedsiębiorców, firm i pracowników".

Javid podkreśla następnie, że najważniejszym zadaniem dla rządu jest obecnie przeprowadzenie brexitu do 31 października.

"Ale to tylko pierwszy krok. Musimy także podjąć działania, aby wesprzeć nasze kluczowe służby publiczne" - dodaje.

"Musimy skupić się na tym, by być pewnym, że jesteśmy gotowi opuścić Unię 31 października, niezależnie od tego co się stanie. Więc przyszłotygodniowa runda wydatków będzie miała na celu oczyszczenie pokładu, abyśmy mogli skupić się na brexicie" - podkreśla Javid.

"Minęło pięć tygodni odkąd ta administracja objęła stanowiska. Osiągnęliśmy już bardzo wiele. Ale wciąż jest wiele do zrobienia. Przyszły tydzień będzie pierwszym krokiem na drodze do zbudowania świetlanej przyszłości dla kraju" - podsumowuje Javid.

Czekając na twardy brexit

Brytyjskie media, powołując się na unijnych urzędników poinformowały 5 sierpnia, że Bruksela zaczyna działać zgodnie z "roboczą hipotezą", iż Boris Johnson "nie blefuje" na temat wyjścia z UE bez umowy.

UE, po spotkaniu doradcy Johnsona ds. europejskich, Davida Frosta z wysokimi przedstawicielami UE przed tygodniem, miała nabrać przekonania, że głównym planem rządu Johnsona jest twardy brexit.

Frost pojechał do Brukseli z przekazem, że Wielka Brytania "wyjdzie z UE 31 października bez względu na okoliczności".

Wysoki rangą unijny dyplomata powiedział w rozmowie z "Guardianem" i "Daily Telegraph", że brexit bez umowy wydaje się być "głównym scenariuszem" rządu Johnsona.

- Naszą roboczą hipotezą jest brak umowy - powiedział dyplomata.

- Jest jasne, że Wielka Brytania nie ma innego planu. Nie ma woli negocjacji, co wymagałoby planu - dodał.

Przedstawiciele UE twierdzą też, że obecnie nie ma podstaw do "znaczącej dyskusji" z Wielką Brytanią o brexicie.

Angela Merkel, po spotkaniu z Johnsonem zadeklarowała, że brytyjski premier ma 30 dni na znalezienie rozwiązania innego niż backstop, które umożliwiłoby uniknięcie pojawienia się regularnej granicy między Irlandią a Irlandią Północną po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. Johnson mówił wcześniej o rozwiązaniu opartym o nowe technologie.

Z kolei Emmanuel Macron po spotkaniu z Johnsonem wyraził wątpliwość co do tego, czy w tak krótkim czasie da się znaleźć nowe rozwiązanie dla problemu granicy w Irlandii.

Sam Johnson deklarował, że niezależnie od okoliczności Wielka Brytania nie zdecyduje się na przywrócenie granicy w Irlandii Północnej.

Tymczasem lider opozycji Jeremy Corbyn chce zablokować twardy brexit przez przegłosowanie wotum nieufności wobec rządu Borisa Johnsona i jednoczesne wybranie go na fotel premiera rządu tymczasowego, który miałby doprowadzić do przedterminowych wyborów.

Wyboista droga do wyjścia z UE

Zwycięstwo Johnsona w wyborach na nowego lidera torysów ogłoszono 23 lipca. 160 tys. członków partii wybierało nowego lidera spośród dwójki: Boris Johnson (były szef MSZ, były mer Londynu) i Jeremy Hunt (obecny szef MSZ). Ten pierwszy otrzymał 92 153 głosów. Hunta wybrało 46 656 członków Partii Konserwatywnej. Frekwencja w głosowaniu wyniosła 87,4 procent.

Po tym jak Johnson zastąpił Theresę May na stanowisku premiera z rządu odeszli m.in. kanclerz skarbu Philip Hammond i minister sprawiedliwości David Gauke. Ten pierwszy ma stać na czele wewnętrznej opozycji wobec Johnsona, która przygotowuje plan przeciwstawienia się własnemu rządowi, jeśli ten będzie zmierzać do twardego brexitu. W takim wypadku - zdaniem brytyjskich mediów - możliwe jest nawet, że kilkunastu torysów zagłosuje za wotum nieufności wobec własnego rządu.

Boris Johnson wielokrotnie zapowiadał, że jako premier Wielkiej Brytanii na pewno doprowadzi do brexitu do 31 października. Johnson jest przekonany, że uda mu się wynegocjować nową umowę ws. brexitu z UE, ponieważ umowa wynegocjowana przez Theresę May jest "martwa". Johnson zadeklarował też, że jest gotów przeprowadzić tzw. twardy brexit - czyli brexit bez umowy.

Do zmiany premiera na Wyspach doszło po tym, jak w związku z impasem ws. brexitu, spowodowanym trzykrotnym odrzuceniem przez Izbę Gmin umowy wynegocjowanej z UE przez Theresę May, Bruksela musiała opóźnić datę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii (pierwotnie miało do tego dojść 29 marca) - najpierw na 12 kwietnia/22 maja, a potem na 31 października.

W tzw. głosowaniach orientacyjnych przeprowadzonych w Izbie Gmin żadne z rozwiązań impasu, alternatywnych wobec umowy Theresy May, nie zdobyło większości. Najbliżej większości była propozycja wejścia przez Wielką Brytanię w unię celną z UE po brexicie.

Umowa wynegocjowana przez May była za każdym razem odrzucana m.in. głosami części posłów Partii Konserwatywnej i popierającej rząd Demokratycznej Partii Unionistycznej. Powodem sprzeciwu polityków partii rządzącej wobec umowy brexitowej wynegocjowanej przez szefową rządu jest zawarty w niej mechanizm tzw. backstopu, czyli tymczasowe pozostanie przez Wielką Brytanię w unii celnej z UE, aby uniknąć odtworzenia regularnej granicy celnej między Irlandią a Irlandią Północną, co stałoby w sprzeczności z postanowieniami tzw. porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku, które zakończyło konflikt w Irlandii Północnej.

W związku z drugim przełożeniem daty brexitu na Wyspach musiały odbyć się wybory do PE, które wygrała Partia Brexitu Nigela Farage'a, a torysi ponieśli w nich największą porażkę w wyborach powszechnych w swojej historii.

May podała się do dymisji 7 czerwca. Premierem Wielkiej Brytanii była od 2016 roku, od czasu referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE, po którym do dymisji podał się David Cameron.

Brytyjczycy podjęli decyzję o wyjściu z UE w referendum z 23 czerwca 2016 roku. Za wyjściem z Unii głosowało 51,89 proc. respondentów, przeciw - 48,11 proc. Zwolennicy pozostania w UE stanowili większość spośród głosujących w Szkocji (62 proc.) oraz Irlandii Północnej (56 proc.), a także na Gibraltarze (95,9 proc.).

Źródło: Sky News
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA