Większość brytyjskich polityków komentujących orędzie na Twitterze przyjęła słowa May negatywnie.
Premier Szkocji Nicola Sturgeon nazwała wystąpienie May "bezcelowym" i stwierdziła, że w przemówieniu brakowało jej "świadomości ogromnej odpowiedzialności jaką ponosi ona za bałagan" w związku z przebiegiem brexitu. "Mogła zmienić kurs po pierwszej porażce swojej umowy (15 stycznia odrzuciła ją Izba Gmin). Ale nadal stara się wymusić wybór pomiędzy złą umową a brakiem umowy. Wstyd" - dodała.
Z kolei poseł labourzystów Wes Streeting nazwał May "najgorszym brytyjskim premierem w historii". A poseł Partii Konserwatywnej Conor Burns pytał: Jaki był cel tego (przemówienia)?
Stephen Doughty z Partii Pracy odnosząc się do słów May o zmęczeniu Brytyjczyków brexitem stwierdził, że Brytyjczycy "są zmęczeni nią". "Czas słuchać. Czas, by ludzie mieli prawo do #OstatecznejDecyzji (#FinalSay - tak określa się w Wielkiej Brytanii ewentualne drugie referendum ws. brexitu)" - napisał.
Liz Saville-Roberts, posłanka z walijskiej Plaid Cymru zauważyła natomiast, że premier nie ma żadnego innego planu niż forsowanie wynegocjowanej przez siebie umowy.
- Jest głęboko zasmucające widzieć jak premier wini parlamentarzystów za sytuację, w której się znalazła - stwierdziła. - To jej umowa - dodała.
Z kolei Tom Pursglove, poseł torysów napisał na Twitterze, że decyzja o tym, by nie opuszczać UE 29 marca ma charakter politycznego wyboru. "Możemy wyjść 29 marca - na czas, jak zaplanowano, jak obiecano. Nie ma absolutnie konieczności opóźnienia. Decyzja należy do May" - dodał nawiązując do faktu, że gdyby premier nie poprosiła o opóźnienie brexitu, 29 marca doszłoby do tzw. twardego brexitu.
Inny poseł torysów, Sam Gyimah nazwał "niską zagrywką" winienie parlamentarzystów za impas ws. brexitu. "Demokracja przegrywa, gdy premier przeciwstawia się Izbie Gmin i wini parlamentarzystów za to, że wykonują swoją pracę". Gyimah zarzucił May, że ta zwraca tylko uwagę na upływający czas i wyklucza inne możliwości niż poparcie jej umowy.