Biznes

#RZECZoBIZNESIE: Janusz Steinhoff: Odzyskanie PKL to dobry ruch, ale trzeba je sprywatyzować

tv.rp.pl
Odzyskanie kolejki to dobry ruch, mam nadzieję, że nie ostateczny. PFR może prywatyzować PKL przez giełdę – mówi Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Przejęcie Polskich Kolei Linowych przez państwowy PFR to dobry ruch?

Zdecydowanie tak. Byłem przeciwko tej prywatyzacji. Prywatyzacje PKL i PKP Energetyka przeprowadzone przez zarząd PKP w czasach PO były nieprzemyślane, nieracjonalne i z punktu widzenia funkcjonowania państwa złe. Infrastruktury się nie prywatyzuje. A jeśli już - to nie w taki sposób. Tym bardziej, że jeśli chodzi o kolejkę na Kasprowy Wierch to nie były uregulowane kwestie własnościowe gruntów.

Czytaj także: Kolejka na Kasprowy zrepolonizowana

Odzyskanie kolejki to dobry ruch, mam jednak nadzieję, że nie ostateczny. PFR może prywatyzować PKL przez giełdę.

Kolejki górskie nie mają znaczenia strategicznego. To niszowa firma. Po co więc to wszystko?

Chodzi o to, że to była firma dochodowa. Jej rozwój przesądza o rozwoju miejscowości uzdrowiskowych. Prywatyzacja przez giełdę, z istotnym udziałem gmin, na których terenie funkcjonuje dana kolejka byłaby bardziej racjonalna.

Polska gospodarka wymaga prywatyzacji. Nie podzielam opinii obecnie rządzących elit, że prywatyzacja jest nieracjonalna. Powinna być elementem polityki gospodarczej. Państwo powinno się koncentrować na funkcjach regulacyjnych, a nie na bieżącym zarządzaniu gospodarką.

Śmieszy mnie np. koncepcja budowy polskiego elektrycznego samochodu. Z tym sobie nie radzą nawet duże firmy. Największe światowe koncerny się łączą, aby realizować projekty w obszarze elektromobilności. My nie mieliśmy przecież żadnych osiągnięć w motoryzacji. W dobie globalizacji, marzenia o budowie samochodu elektrycznego nie mają poparcia w realiach gospodarczych.

Ale prywatyzacji już nie mamy, jest repolonizacja.

Jak słyszę, że wszystkie prywatyzacje były szkodliwe, to zastanawiam się, jakby bez nich wyglądała polska gospodarka. Przecież robotnicy z FSO marzyliby, żeby ich zakład został dobrze sprywatyzowany, z udziałem poważnego inwestora, który by rozwijał produkcję. FSO zostało praktycznie zlikwidowane, to samo z Ursusem.

Z drugiej strony w naszej historii nie powinny mieć miejsca, a miały, quasi -prywatyzacje, kiedy Skarb Państwa sprzedawał 100 proc. danej firmy spółce skarbu innego państwa. To jest wyprzedaż, efekt kompleksów niższości.

PFR nie wyklucza wprowadzenia PKL na giełdę, ale trudno w to uwierzyć.

To oczywiście wynika z woli politycznej. Obecny rząd jest przeciwko prywatyzacji, jest apologetą własności państwowej. Pamiętam poprzednie czasy, gdzie wszystko było państwowe i skończyło się to upadkiem gospodarki w 1989 r.

Dopuszczam interwencje instytucji publicznych w momencie kryzysu. Później państwo w realiach rynkowych powinno się wycofywać. Na tym powinna polegać racjonalna polityka państwa.

Odbicie PKL z rąk zagranicznego funduszu to nie jest gra polityczna przed wyborami? Kosztem kilkuset milionów złotych.

Wybór momentu jest osadzony w politycznym kalendarzu, ale PiS zapowiadało odwrócenie tej prywatyzacji już w kampanii wyborczej. Teraz to zrealizowano. Pamiętajmy, że proces prywatyzacji PKL był oprotestowany zarówno przez samorządowców jak i polityków z różnych opcji. Oczywiście są straty Skarbu Państwa, bo na pewno kupiliśmy to drożej niż sprzedaliśmy.

Przypominam sobie czasy prywatyzacji PGNiG. Nie mam nic przeciwko prywatyzacji tej firmy, bo nie ma żadnych przeciwwskazań. Jest to firma, która będzie walczyła na konkurencyjnym rynku gazu w Polsce. Pojawiały się wtedy głosy, iż infrastruktura przesyłowa o podstawowym znaczeniu powinna pozostać w rękach państwa. Dlatego przed prywatyzacją należało ją wydzielić i przekazać do utworzonego wówczas Gaz Systemu. Na państwu bowiem ciąży obowiązek zapewnienia konkurującym na rynku podmiotom równoprawnego dostępu do infrastruktury przesyłowej.

Nie obawia się Pan, że jakość zarządzania w PKL i polityka kadrowa mogą ulec pogorszeniu?

Nie patrzę przez pryzmat patologii, z którą mamy w tej chwili do czynienia. Poprzednio też nie było różowo. Funkcje kierownicze często obejmują ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o branży. To źle świadczy o decydentach, jeśli kierowanie wielką firmą obejmuje człowiek, który nigdy nie kierował podobną, nie zna branży, nie ma doświadczenia i kwalifikacji. To jest patologia.

W przypadku racjonalnego podejścia właściciela taka firma nie musi być wcale źle zarządzana. PKL zarządzany poprzednio generował rocznie niezłe zyski - na poziomie 10 mln netto.

Aktualnie odnoszę wrażenie, iż w naszym kraju funkcje regulacyjne nagminnie zastępuje się dość prymitywnymi narzędziami polityki właścicielskiej. To nie służy rozwojowi polskiej gospodarki.

Repolonizacja, jedno z głównych haseł PiS, nie idzie za daleko? Ostatnio był zakup udziału mniejszościowego w Solarisie.

Dlaczego państwo ma być udziałowcem producenta autobusów? To przecież rynek konkurencyjny. Nie potrafię znaleźć racjonalnego, biznesowego uzasadnienia.

Może chodzi o wizerunek? Nie możemy dopuścić, żeby nasz klejnot trafił cały w obce ręce.

To jest jakiś absurd. Często w przestrzeni publicznej pojawiają się kompletne głupstwa. Musimy się zastanowić, czy chcemy mieć gospodarkę dobrze funkcjonującą, z niewielkim udziałem Skarbu Państwa, ograniczonym do specyficznych przedsiębiorstw, czy też chcemy powracać do modelu sprzed 1989 r. z oczywistym skutkiem.

Jako przykład racjonalnej prywatyzacji można podać polskie huty, prawie wszystkie były pod koniec lat '90-tych w upadłości. Zostały skonsolidowane przez rząd Jerzego Buzka, następcy kontynuowali program, sprywatyzowali je. Teraz są to nowoczesne huty, dają sobie radę na konkurencyjnym europejskim rynku, zostały doinwestowane, są dobrze zarządzane. A państwo już nie musi zajmować się realizacją kolejnych programów restrukturyzacji.

Martwi mnie retoryka rządzących obecnie elit politycznych. Korzystając z efektów racjonalnie prowadzonych przez kolejne rządy procesów transformacji, zwiększając radykalnie (często nieracjonalnie) wydatki z budżetu, równocześnie kwestionując zasadnicze kierunki reform naszego państwa po '89 roku i dezawuując ich autorów.

Widzi Pan spójny plan rządu w przypadku repolonizacji ? Może np. państwo wchodzi do firm ważnych dla gospodarki.

Nie widzę tutaj spójnego planu. Na polskiej scenie politycznej króluje populizm, socjotechnika, umizgiwanie się do różnych grup. Za tą nieracjonalność zapłacimy cenę za parę lat. Przestrzegałbym przed nawrotem do nadmiernej własności państwowej w gospodarce.

Dla PiS polski oznacza tylko państwowy? Chyba nie dostrzegają polskiego kapitału, który rośnie w siłę.

Też odnoszę takie wrażenie, że polski to znaczy państwowy. Jak jest firma w rękach państwa, to będzie lepiej.

Nie, nie będzie lepiej. Prawa ekonomicznie działają obiektywnie, niezależnie od woli decydentów. Nie podoba mi się, że forsowana jest koncepcja, żeby powracać do państwowych własności. Możemy mieć powtórkę z przeszłości w różnych branżach. Widzimy, co się dzieje w elektroenergetyce, która była i jest zarządzana przez państwo. Czekają nas wielkie inwestycje, potrzeba dywersyfikacji źródeł zaopatrywania w gaz czy nośniki energii. Widać jak szybko drożeje energia elektryczna. Polski przemysł będzie coraz mniej konkurencyjny, bo energia będzie droga. Polskiej gospodarce potrzeba mądrego planowania, więcej organicznej pracy, budowy strategii, mniej socjotechniki i demagogii.

Odnieśliśmy wielki sukces w ciągu ostatnich 29 lat. Wszystkie wskaźniki plasują nas na w awangardzie krajów przechodzących podobnie jak my transformację. Poziom życia obywateli jest nieporównywalny do czasów PRL. Trzeba iść dalej tą drogą.

Rząd pewnie myśli, że szybciej nią pójdzie tworząc polskie czempiony, łącząc np. Orlen z Lotosem.

Analitycy giełdowi powiedzieli, że to świetny pomysł, bo oni się patrzą z punktu widzenia podmiotu. Zjednoczony podmiot wymusi wyższe ceny na stacjach benzynowych, bo będzie miał ponad 70 proc. hurtowego rynku paliw. Czy zależy nam na tym, żeby budować mocny podmiot, którego moc będzie wynikała ze składki konsumentów paliw płynnych na stacjach benzynowych? Czy ktokolwiek przed planowaniem tej fuzji zasięgnął opinii UOKiK? Bo przecież wydaje się, że efekt synergii będzie funkcja dominującej pozycji na rynku ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami.

Konkurencja jest potrzebna, bo to motor wzrostu gospodarczego. W krajach z niefunkcjonującą gospodarką rynkową nie ma konkurencji, rozwój tam jest zerowy.

UOKiK się postawi?

Mocną pozycję powinien mieć Urząd Regulacji Energetyki, który jest dobrze zarządzany i wykonuje sporo dobrej pracy. Mam nadzieję, że nie będzie podlegał jakimkolwiek politycznym wpływom. To samo tyczy się UOKiK. W poprzedniej koalicji szefowa tego urzędu sprzeciwiła się łączeniu gdańskiej Energi z PGE, a był taki pomysł.

W konkurencyjność całej gospodarki mogą też uderzyć rosnące ceny energii.

Oczywiście. W gospodarce wszystko działa na zasadzie naczyń połączonych.

Skąd ten wzrost?

Ceny idą w górę z kilku powodów. Po pierwsze wzrosły prawa do emisji CO2. One skoczyły z 5-7 euro za tonę do 25 euro. A my emitujemy 1 tonę CO2 na 1MWh. Jeżeli te ceny będą na poziomie 30 euro, podwoją się ceny energii elektrycznej. Po drugie mocno wzrosły ceny węgla. Po trzecie jest konieczność realizacji potężnych inwestycji. Część elektroenergetyki mamy przestarzałą, o niskiej sprawności, co się przekłada na wyższą emisyjność. Są też potrzebne inwestycje w dystrybucję energii elektrycznej i przesył. Te inwestycje nie są realizowane.

Elektroenergetyka wymaga restrukturyzacji, która zakładałaby redukcję kosztów wytwarzania energii elektrycznej. Opowiadam się za konkurencyjnym rynkiem energii elektrycznej i gazu. Od lat dywersyfikujemy źródła zaopatrywania w gaz. Obecny rząd przyśpieszył i rozszerzył te działania. Projekt Baltic Pipe oceniam w tym kontekście pozytywnie. Wszystkie te inwestycje w infrastrukturę transgraniczną spowodują, iż nie będziemy już płacili w cenie gazu renty za brak alternatywy.

Jest szansa, że ceny energii przestaną rosnąć?

Obawiam się, że przez najbliższe lata będziemy mieli z tym wielki problem. Brak polityki energetycznej osadzonej w europejskich realiach ciągle nam ciąży.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL