fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Światowa epidemia łamie polskie meble

Adobe Stock
Dramatyczne apele o pomoc ślą dziś do rządu producenci mebli – autorzy sukcesu eksportowego ostatniej dekady. W Europie handel stanął, więc polskie fabryki czeka poważny wstrząs.

– Obecną sytuację można porównać do stanu wojny. Koronawirus zatrzymał całą europejską gospodarkę. Efekt jest taki, że nasi wszyscy klienci niemal z dnia na dzień musieli zamknąć sklepy i magazyny. Brak zamówień skutkował decyzją o zatrzymaniu produkcji w naszych zakładach – mówi Maciej Formanowicz. Założyciel i prezes Fabryk Mebli Forte i jeden z największych graczy na branżowym rynku potwierdza, że nie tylko w kraju zapanowała niepewność, jak długo potrwa kampania walki z pandemią i kiedy będzie można wznowić produkcję. – Kolejnym wyzwaniem są zatory płatnicze – wszystkie płatności są odraczane, bo wszyscy próbują walczyć o przetrwanie – tłumaczy szef Forte.

Nagła katastrofa

A jeszcze w końcu lutego prezesi większości branżowych firm, które dzięki eksportowi wypracowywały rocznie ponad 2 proc. wartości polskiego PKB, wyjeżdżali z tegorocznych poznańskich meblowych Kontraktacji w przekonaniu, że branży, która w ostatnich latach przywykła do poprawiania wyników, nie grozi katastrofa z powodu ataku koronawirusa. Dziś, choć minął ledwie miesiąc od udanej wystawy w Poznaniu, sytuacja zmieniła się diametralnie.

Prognozy Fabryki Mebli Wójcik, jednego z liderów rynku, który blisko 90 proc. produkcji śle na eksport, głównie do Europy Zachodniej, brzmią katastroficznie. – Dziś działalność zawiesiły sieci handlowe w całej Europie. Klienci nie kupują mebli i przewidują, że zaczną zamawiać je najwcześniej w połowie maja. Dostawy w czerwcu. Pierwsze płatności będą w końcu lipca, oczywiście jak dobrze pójdzie – zakładają szefowie spółki Meble Wójcik.

Diagnoza większości krajowych meblarzy jest pesymistyczna: żaden producent, niezależnie mały czy duży, nie jest w stanie z własnych środków sfinansować kosztów przedłużającego się postoju, w tym wynagrodzeń pracowników.

Najpóźniej w ciągu dwóch miesięcy większość firm, w tym te największe, będzie musiała ogłosić upadłość. Oznacza to trwałe pozbawienie pracy ok. 100 tys. pracowników branży w kraju – brzmi ostrzeżenie wysłane przez meblarzy m.in. do „Rzeczpospolitej".

Przedsiębiorcy wskazują adresata apelu: – Konieczna jest istotna i natychmiastowa pomoc państwa dla wszystkich, niezależnie od wielkości firmy.

Nadciągają zwolnienia

Prawda jest taka, że zatrzymanie sprzedaży mebli w salonach i sieciach handlowych na Zachodzie uderza przede wszystkim w kilkuset największych i średnich polskich producentów, którzy mają kłopot ze realizowaniem już zawartych długoterminowych kontraktów.

– Ten kryzys jest groźniejszy od poprzednich, z których branża wychodziła obronną ręką, bo jednocześnie zastopował handel na wszystkich liczących się rynkach w Europie i świecie. Dlatego nasi producenci nie są w stanie znaleźć alternatywnych odbiorców w regionach, które pandemia potraktowała łagodniej – tłumaczy strach przed zapaścią Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Jego zdaniem konsekwencje ataku koronawirusa już widać w przemyśle meblowym. Pierwsze spółki ze ścisłej krajowej czołówki – tak jak Forte czy Wójcik – zawieszają lub ograniczają produkcję. Inne uprzedziły, że będą w stanie płacić pensje pracownikom tylko w najbliższych miesiącach.

– Następnym krokiem ratowania firm będzie cięcie kosztów osobowych, czyli zwalnianie pracowników zatrudnianych na umowach cywilnoprawnych – przewiduje dyr. Strzelecki.

Przedsiębiorcy już sygnalizują redukcje zatrudnienia w okresie wymuszonych przestojów. Jeszcze niedawno prześcigali się w podbijaniu stawek, byle tylko zwerbować do swojej firmy brakujących fachowców.

Te czasy to już przeszłość. Dziś dominuje obawa, czy zdobywane latami rynki da się odzyskać i czy już po ustąpieniu pandemii uda się szybko zrekonstruować handlowe i transportowe powiązania, które przecinają teraz prawne i sanitarne bariery na uszczelnionych pospiesznie granicach.

Polskie meblarstwo znalazło się na krawędzi, ale wciąż ma znaczący potencjał. Z  ostatnich ubiegłorocznych statystyk wynika, że jesteśmy drugim po Chinach co do wielkości światowym eksporterem mebli i utrzymujemy szóstą pozycję w czołówce liderów globalnej produkcji domowych i biurowych sprzętów. To zasługa wciąż działających 28 tys. firm, 165 tys. zatrudnionych. I przychodów w  90 proc. pochodzących z eksportu, którego wartość w 2019 r. Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli wyliczyła na 10,9 mld euro.

Aby ratować ten potencjał, branża potrzebuje wsparcia, mobilizacji nie sprzyja jednak wciąż wiele niewiadomych, zwłaszcza niepewność dotycząca dalekosiężnych skutków pandemii. Wciąż nie wiadomo przecież, jak mocne będzie tąpnięcie w krajowych firmach z powodu dekoniunktury, którą może spowodować przedłużanie się epidemii.

Potrafiliśmy już wychodzić z kryzysów

Obecne skutki uderzenia pandemii w gospodarkę wiele różni od kryzysu finansowego z 2008 roku, ale niedawny raport Biura Analiz Polskiego Funduszu Rozwoju dotyczący polskiej branży meblarskiej w Unii Europejskiej może być dla branży nadzieją. Analitycy PFR przypominają, że wyjątkowe przyspieszenie ekspansji eksportowej polskich producentów mebli nastąpiło właśnie po 2008 roku. To wówczas w ciągu niecałej dekady polskie meblarstwo przesunęło się z szóstej pozycji w rankingu liderów produkcji wśród krajów UE na trzecią.

– Po kryzysie 2008 roku szliśmy do przodu przede wszystkim dzięki optymalizacji produkcji i kosztów – tłumaczą specjaliści z PFR. Analitycy przekonują, że przemysł meblowy nawet w obecnym kryzysie zachował swoje atuty. W Polsce co prawda wartość sprzedaży czy inwestycji liczona na jednego pracownika sektora nie jest wysoka, ale niższe koszty pracy i coraz lepsza jakość zapewniają rodzimym przedsiębiorstwom meblowym przewagę nad europejską konkurencją.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA