fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Polska to nie jest kraj dla „misiów”. Małych firm ubywa

AdobeStock
Rząd PiS uważa małe i średnie firmy za fundament polskiej gospodarki i – jak zapewnia – oferuje im duże wsparcie. Mimo to takich przedsiębiorstw w Polsce od kilku lat systematycznie ubywa.

„Podstawą polskiej gospodarki są małe i średnie przedsiębiorstwa, którym należy stworzyć optymalne warunki rozwoju". To element gospodarczego credo rządu PiS, zapisanego w strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju (SOR). Jej realizacja miała prowadzić do „zwiększenia liczby aktywnych małych i średnich przedsiębiorstw" oraz „zmniejszenia liczby aktywnych mikropodmiotów, które nie zatrudniają ani jednego pracownika". Trzy lata po przyjęciu SOR w Polsce przybywa mikrofirm, umacniają się też firmy największe, ale MŚP znikają.

Polaryzacja biznesu

W połowie ub.r., jak pokazują najnowsze dane GUS, w Polsce działało 44,7 tys. przedsiębiorstw niefinansowych, o 1,1 proc. mniej niż rok wcześniej, i aż 6 proc. mniej niż trzy lata wcześniej. To wyłącznie efekt znikania średnich firm (zatrudniających od 50 do 249 osób) i małych (zatrudniających od 10 do 49 osób). Liczba tych pierwszych od połowy 2016 r. stopniała o 3,5 proc., drugich zaś o 9 proc. Przybywa wyłącznie firm dużych, zatrudniających co najmniej 250 osób. Ich liczba wzrosła od połowy 2016 r. aż o 12 proc.

W tych danych GUS nie uwzględnia mikroprzedsiębiorstw zatrudniających poniżej dziesięciu osób. Ich jednak stale przybywa. Przykładowo, w REGON – rejestrze podmiotów gospodarki narodowej – pod koniec ub.r. figurowało ponad 684 tys. mikrospółek, o 13,2 proc. więcej niż cztery lata wcześniej. Szybko przybywa też samozatrudnionych.

Czytaj także: Małe spółki bardziej przekonujące

Te zmiany pogłębiają widoczne od lat różnice w strukturze podmiotowej i strukturze zatrudnienia między Polską a innymi rozwiniętymi gospodarkami. Ostatnie porównywalne dane Eurostatu, dotyczące 2017 r., pokazywały, że w Polsce mikrofirmy stanowiły 96 proc. ogółu firm niefinansowych i zatrudniały 38 proc. pracowników tego sektora, a średnio w UE odsetki te wynosiły 93,1 i 29,4 proc. W ciągu trzech lat udział mikrofirm w zatrudnieniu nad Wisłą wzrósł o 2 pkt proc., podczas gdy w UE prawie się nie zmienił. Różnice są oczywiście większe, jeśli porówna się Polskę z krajami najwyżej rozwiniętymi, takimi jak Niemcy. Jednocześnie pod względem udziału dużych firm w zatrudnieniu Polska tak wyraźnie od innych państw Europy nie odstaje. Nad Wisłą wynosił on blisko 32 proc., a w UE 33,6 proc.

Nadreprezentacja mikrofirm w Polsce zwiększa się kosztem MŚP. Ich udział w zatrudnieniu wynosił u nas w 2017 r. zaledwie 30,3 proc., w porównaniu z 32 proc. trzy lata wcześniej, a w UE 37 proc., w porównaniu z 37,7 proc. w 2014 r. Z danych GUS wynika, że zatrudnienie w MŚP maleje też w ujęciu bezwzględnym. Na koniec czerwca ub.r. w małych i średnich firmach niefinansowych pracowało u nas 2,1 mln osób, o 5 proc. mniej niż w szczycie z 2016.

Nośnik postępu

Te tendencje nie tylko są sprzeczne z celami, jakie wyznaczył sobie w SOR rząd PiS, ale też są niekorzystne z punktu widzenia gospodarki. – Mikrofirmy nie korzystają z efektów skali, trudniej jest im też wychodzić za granicę, więc nie są poddane tak silnej konkurencji. Mniej też inwestują – tłumaczy dr Jakub Sawulski, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej i Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Stąd w ocenie Komisji Europejskiej nadreprezentacja mikrofirm może być jednym z wyjaśnień niskiej na tle UE stopy inwestycji w Polsce.

Mikrofirmy wszędzie na świecie są średnio rzecz biorąc mniej produktywne niż te większe, ale w Polsce różnica jest wyjątkowo duża. Z danych OECD wynika, że podczas gdy w dużych polskich firmach wydajność pracy jest o około 10 proc. niższa niż w Niemczech czy Francji, o tyle w mikrofirmach jest niższa o 60 proc. W rezultacie pomimo że mikrofirmy mają w Polsce większy udział w zatrudnieniu niż średnio w UE, jednocześnie mają wyraźnie mniejszy udział w tworzeniu wartości dodanej. W 2017 r. przedsiębiorstwa zatrudniające mniej niż dziesięć osób odpowiadały za 16,5 proc. wartości dodanej w Polsce i 20,7 proc. w UE. I nawet jeśli wyjątkowo niska wydajność polskich mikrofirm jest częściowo statystyczną iluzją, wynikającą z tego, że część ich dochodów jest ukryta w szarej strefie, ich powiększającą się nadreprezentację trudno uznać za zjawisko pożądane.

Na pierwszy rzut oka cieszyć może to, że kurczeniu się sektora MŚP towarzyszy stale wzrost liczby dużych firm i pracujących w nich osób. To oznacza, że następuje przepływ pracowników do najbardziej wydajnych przedsiębiorstw, co sprzyja wzrostowi produktywności w skali całej gospodarki. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona.„Największe firmy są bardziej produktywne, ale mniej dynamiczne. W 2016 r. ich produktywność była o 50 proc. wyższa niż innych przedsiębiorstw (bez mikro – red.). Ale ta luka od 2005 r. zmalała o połowę, co sugeruje, że największe firmy nie były w stanie utrzymać początkowej przewagi w zakresie produktywności" – pisali w lutym ub.r. ekonomiści z Międzynarodowego Funduszu Walutowego w raporcie dotyczącym polskiej gospodarki. Jeśli produktywność MŚP rośnie szybciej niż dużych firm, to przesuwanie zasobów od pierwszych ku drugim na dłuższą metę może nie być korzystne dla wzrostu gospodarczego. OECD zwraca z kolei uwagę na to, że w wielu nowoczesnych branżach „misie", dzięki swojej zwinności, mogą być nawet bardziej produktywne od dużych przedsiębiorstw i mogą być nośnikiem postępu technologicznego.

Wsparcie czy bariera?

Dlaczego MŚP są w Polsce w zaniku? W pewnym stopniu może to być skutek uboczny starzenia się ludności. Jeśli przedsiębiorstwa muszą konkurować o pulę pracowników, która już się nie zwiększa, to wygrywają te firmy, które najlepiej płacą, czyli duże, najbardziej produktywne. To jednak wszystkiego nie tłumaczy, bo małych i średnich firm ubywało, zanim jeszcze w Polsce pojawił się niedobór pracowników. A mikrofirmy – które płacą najsłabiej – najwyraźniej problemu z rekrutacją nie mają. Wzrostu zatrudnienia w takich firmach nie da się bowiem wyjaśnić tylko upowszechnianiem się samozatrudnienia.

– Dane o zmianach struktury firm w Polsce sugerują, że mikroprzedsiębiorstwom coraz trudniej urosnąć jest do rozmiarów małych, a potem średnich, więc ograniczają się do trwania – ocenia dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR. Według niego ma to związek z częstymi w ostatnich latach zmianami prawa, ale też zmianami w sądownictwie. – Istnieje literatura wiążąca wielkość przedsiębiorstw z szeroko rozumianą praworządnością. To zrozumiałe: jeśli prawo się często zmienia, jego jakość jest niska a sądy są nieefektywne, to lepiej pozostać małą, elastyczną firmą – tłumaczy. Jak podkreśla, nie jest przypadkiem, że wśród krajów strefy euro nadreprezentację mikrofirm widać w Grecji i Włoszech. Zwraca też uwagę na opresyjność administracji. – Największe firmy nie obawiają się kontroli, bo mają sztaby prawników, które dbają o to, by działały w zgodzie z przepisami. W mikrofirmach kontrolerzy nie mają czego szukać. Po przekroczeniu pewnego progu wielkości, firma staje się jednak widoczna dla administracji – ocenia Łaszek.

Paradoksalnie, barierą dla wzrostu firm mogą być też podejmowane przez rząd działania, które w zamyśle mają wspierać przedsiębiorczość. – Mam wrażenie, że polityka rządu wspiera liczbę firm, a nie ich jakość – ocenia Andrzej Halesiak, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Jako przykład rozwiązań prawnych, które mogą skłaniać do stworzenia mikrofirmy, ale już nie do jej powiększania, ekonomiści wskazują m.in. obniżony CIT (dla firm o przychodach do 1,2 mln euro rocznie wynosi 9 proc., zamiast 19 proc.) oraz tzw. mały ZUS (czasowo obniżone składki na ubezpieczenia społeczne dla mikrofirm). – Preferencje nie wiążą się z rozwojem firmy, tylko z jej wielkością. Brakuje zachęt do wzrostu. Przedsiębiorcy, zamiast powiększać swoje firmy, często wolą tworzyć równoległe mikrofirmy zatrudniające do dziesięciu osób – ocenia dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z WNE UW.

W świetle tej diagnozy lekarstwa na pomór „misiów" nasuwają się same. Rząd powinien ograniczyć preferencje dla mikrofirm i skupić się na obniżaniu kosztów związanych z rozwojem przedsiębiorstwa, np. wprowadzając ulgi podatkowe związane z podwyższaniem wydajności. – Polityka wspierania firm powinna być subtelna, skierowana do tych, które chcą rosnąć, a nie do małych tylko dlatego, że są małe – podsumowuje Halesiak. Niestety, ekonomia polityczna sugeruje, że na taką zmianę w polityce rządu trudno liczyć. – Opodatkowanie pracy jest w Polsce bardzo wysokie, ale rząd nic z tym nie robi, a jednocześnie daje coraz to nowe preferencje dla samozatrudnionych. Wynika to z tego, że ci ostatni sami płacą składki, więc zdają sobie sprawy z ich wysokości, inaczej niż etatowi pracownicy – zauważa Łaszek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA