fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Na jak długo wystarczy firmom pomoc państwa?

Adobe Stock
Rządowe subwencje z tarczy 2.0 powinny pomóc przeżyć firmom co najmniej pięć miesięcy. Gorzej, że dostęp do tej formy wsparcia jest bardzo mocno ograniczony. Stąd bunt przedsiębiorców.

Obecny lockdown dla restauracji, hoteli czy klubów fitness trwa już jedną czwartą roku. Gorzej, że nic nie zapowiada, by dla branży HoReCa coś w najbliższych tygodniach miało się zmienić, może ona pozostać zamknięta przez kolejne tygodnie.

Pytanie, na jak długo starczy firmom pomoc od państwa? Czy subwencje z PFR, zwolnienie ze składki ZUS, czy postojowe i dopłaty do wynagrodzeń są adekwatne do tak długiego zamknięcia?

Na pięć miesięcy

– Oczywiście indywidualna sytuacja każdego przedsiębiorstwa jest bardzo różna, ale obecne wsparcie z tarczy finansowej 2.0 zostało tak oszacowane, by starczyło na około pięć miesięcy funkcjonowania przeciętnej firmy – mówi nam Bartosz Marczuk, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Subwencję z PFR można przeznaczyć na pokrycie bieżących kosztów, w tym kosztów zakupu towarów, materiałów i usług, kosztów wynagrodzeń i pochodnych, najmu, rat kredytów czy leasingowych, amortyzacji itp.

Mikrofirma (zatrudniająca jedną–dziewięć osób), która notuje spadek przychodów o 30 proc., może otrzymać 18 tys. zł w przeliczeniu na jednego zatrudnionego. Kwota 18 tys. zł rozłożona na trzy miesiące lockdownu lub dłużej raczej nie robi dużego wrażenia. Ale prezes Marczuk podkreśla, że jeśli taka firma odnotuje spadek przychodów o co najmniej 60 proc., to kwota na jednego zatrudnionego rośnie do 36 tys. zł. Przy dziewięciu pracownikach można otrzymać więc 324 tys. zł. Jak dotychczas mikrofirmy dostały średnio 92 tys. zł subwencji (dla jednego podmiotu).

Nieco inaczej wyglądają zasady dla małych i średnich firm (zatrudniających 10–249 pracowników). Tu subwencja ma pokryć 70 proc. straty brutto (30 proc. trzeba więc dołożyć z zasobów własnych), maksymalnie to 3,5 mln zł dla jednego podmiotu i nie więcej niż 72 tys. zł w przeliczeniu na jednego zatrudnionego. Dotychczas średnio subwencja z nowej tarczy w tej grupie wyniosła 760 tys. zł.

– Warto też dodać, że sporo podmiotów otrzymało też subwencje z pierwszej tarczy, które będzie można umorzyć – zaznacza prezes Marczuk.

W ciągu pierwszego tygodnia od uruchomienia tarczy do przedsiębiorstw trafiło już 2 mld zł. To pomoc dla 11,8 tys. firm, w tym 3471 placówek gastronomicznych, 922 hoteli i 566 obiektów noclegowych, kilkuset obiektów związanych z poprawą kondycji fizycznej czy 499 szkół niepublicznych.

– Wydaje się, że obecne wsparcie może być wystarczające dla tych firm, które mają możliwość skorzystania ze wszystkich instrumentów pomocowych – komentuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. To znaczy – mają dostęp i do tarczy 2.0, i do tarczy branżowej, która co prawda została uruchomiona z dużym opóźnieniem, ale np. jej ostania wersja daje możliwość zwolnienia za składek ZUS za grudzień i styczeń.

– Problem w tym, że bardzo dużo firm, które przez pandemię ponoszą poważne straty, jest w ogóle wykluczonych z jakiejkolwiek pomocy – podkreśla Kozłowski. To efekt przyjętych przez rząd kryteriów dostępu zarówno w tarczy finansowej PFR, jak i tarczy branżowej, gdzie kwalifikowane są tylko podmioty z listy 45 branż wyszczególnionych według kodów PKD.

Hojność kontra dług

– Oznacza to, że np. hotel może ubiegać się o pomoc, ale już podmioty obsługujące go, cała masa kooperantów – firmy sprzątające, dostawcy produktów i usług, już nie, choć też straciły źródło przychodów – zaznacza Łukasz Bernatowicz, wiceprezes BCC.

– O subwencje z PFR w ogóle nie mogą ubiegać się samozatrudnieni – wylicza Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. To często krzywdzące np. dla jednoosobowych działalności, które mają wysokie koszty działalności, działają tylko sezonowo i nie zatrudniają na etat (np. wyciągi narciarskie), czy dla firm rodzinnych, gdzie jest jeden właściciel firmy, ale tak naprawdę pracują tam członkowie całej rodziny (chyba że są zarejestrowani w ZUS). Z publicznej pomocy wykluczone są firmy, które powstały w grudniu 2019 r. czy w ciągu 2020 r.

– Pomoc dla firm podczas wiosennego lockdownu, choć trwał on znacznie krócej, była przyznawana szerokim gestem. Podczas obecnego jest ona cyzelowana i znacznie mniej hojna także ze względu na ograniczenia finansów publicznych, bo państwo już się mocno zadłużyło – podsumowuje Dudek.

– By zwiększyć pulę pomocową, należałoby zrezygnować z takich wydatków, jak 13. czy 14. emerytura. A przede wszystkim otworzyć gospodarkę w odpowiednim reżimie sanitarnym – dodaje.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw

Trudno powiedzieć, na jak długo firmom wystarczy pieniędzy z tarcz antykryzysowych, bo różne są kryteria przyznawania pomocy. Dla części podmiotów może rzeczywiście starczy na pokrycie bieżących kosztów i zobowiązań, inne muszą cały czas dokładać ze środków własnych. Są też firmy, które nie dostaną nic, bo obie tarcze, i tzw. branżowa, i finansowa 2.0, są dziurawe. Dlatego proponujemy, by odejść od kryterium PKD, a wprowadzić kryterium spadku przychodów, np. o 70 proc. Najważniejsze jest jednak to, że jeśli będziemy ciągnąć ten lockdown, to nikomu te pieniądze nie wystarczą na przeżycie. Dlatego trzeba jak najszybciej racjonalnie otwierać gospodarkę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA