fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Zakazy i mandaty nie działają. Jak zmusić ludzi do restrykcji

Sopot
AFP
Nie kary i mandaty, a dobra komunikacja, prosty przekaz czy odpowiednie zarządzanie oczekiwaniami społecznymi powodują, że ludzie łatwiej poddają się restrykcjom i ograniczeniom – wynika z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, która została udostępniona Business Insider Polska.

Zasada DDM, czyli dezynfekcja, dystans i maseczki, obowiązuje już blisko rok. Pierwszą linią obrony i podstawowym narzędziem, którym rządy mogą kontrolować rozprzestrzenia się koronawirusa są interwencje niefarmaceutyczne (ang. nonpharmaceutical interventions, NPI). Najpopularniejsze to właśnie utrzymywanie dystansu społecznego, ograniczenie spotkań, noszenie w przestrzeni publicznej maseczek czy częste mycie lub dezynfekowanie rąk - pisze Business Insider Polska.

Eksperci z Polskiego Instytutu Ekonomicznego przeanalizowali, jak z pomocą nauk behawioralnych można skutecznie kontrolować epidemię, bez takich kosztownych społecznie i gospodarczo ruchów jak lockdowny i ograniczenia w działalności wybranych branż.

Eksperci PIE mają dla polityków, którzy decydują o tym, jakie obostrzenia wprowadzać i które obszary aktywności społecznej czy gospodarczej zamykać, szereg rad jak walkę z pandemią uczynić mniej inwazyjną dla ludzi. Do tego – na podstawie badań – przekonują, że odpowiednia kombinacja mniej restrykcyjnych interwencji jest równie skuteczna, co bardziej inwazyjne środki.

Najpierw jednak rządzący muszą zrozumieć mentalność ludzi i wykazać się empatią.

Ekspert PIE przyznaje, że chociaż tradycyjne sankcje karne czy administracyjne, jak mandaty, są jedną z metod egzekwowania stosowania zaleceń sanitarnych, to wcale nie najskuteczniejszą. Na dłuższą metę mogą się okazać mało produktywne.

– Pandemia to jest jednak maraton. Ona trwa i nie wiemy, kiedy się skończy. Dlatego ciągłe karanie społeczeństwa w którymś momencie staje się przeciwskuteczne, a nawet prowadzi do buntu, co zresztą widzimy na całym świecie. Wpływanie na zachowanie społeczeństwa powinno odbywać się innymi metodami niż kary – podkreśla Radosław Zyzik.

Z analiz wynika, że straszenie to strategia, która ma działanie krótkotrwałe i mogła się sprawdzić tuż po wybuchu pandemii, kiedy niewiele wiedzieliśmy o koronawirusie - pisze Business Insider Polska.

Zdaniem Radosława Zyzika strategia wpływu na społeczeństwo, w kontekście walki z pandemią, powinna być oparta o pokazywanie ludziom, co mogą zrobić, aby pomóc pokonać koronawirusa.

– Dlatego kluczowym narzędziem, z którego należy korzystać, jest komunikacja. Przekaz musi być tak skonstruowany, aby trafiał do określonej grupy. Chodzi np. o to kto nam przekazuje daną informację, czy jest to osoba wiarygodna – podkreśla Zyzik.

– Komunikacja jest ważna i nie powinna opierać się na straszeniu – podkreśla ekonomista.

Źródło: Business Insider Polska
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA