fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Zbigniew Rau: Okrągły stół potrzebny Białorusi

Aleksander Łukaszenko stawia na milicję, wojsko i służby
AFP
Kompromis w Mińsku jest nieunikniony – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Zbigniew Rau, przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.

Czy na Białorusi jest rewolucja?

Około 40 lat temu przeżywaliśmy coś podobnego. Cóż bowiem stanowi o tej szczególnej sytuacji dzisiaj na Białorusi? To, co nazwałbym społecznym przebudzeniem, które sprowadza się do tego, że dziesiątki tysięcy obywateli w czasie kampanii wyborczej wychodzi na ulice z potrzeby zamanifestowania czy ujawnienia własnej politycznej wrażliwości, okazania jej w sferze publicznej. Ze względu na skalę tego zjawiska jest to fenomen zupełnie nowy, który dotychczas nie występował w historii niepodległej Białorusi.

Ale w naszej historii tego rodzaju przebudzenie 40 lat temu zakończyło się 13 grudnia.

Właśnie, z naszej, polskiej perspektywy obserwujemy na Białorusi zalążek bezprecedensowo szerokiego ruchu społecznego, który nie jest wcale zorganizowany, jest spontaniczny. Ruch jest pluralistyczny (co według mnie jest niezwykle cenne) – bez żadnych wyraźnych rysów politycznych. Jego spoiwem jest nawiązanie do białoruskiej tożsamości: pamiętajmy, że na wiecach dominują biało-czerwono-białe flagi, ale obok pojawiają się też obecne, czerwono-zielone. To wskazuje, jak szeroki i niejednorodny jest ten ruch sprzeciwu wobec braku podmiotowości znacznych kręgów społeczeństwa w życiu publicznym. On nie jest zorganizowany, tam nie ma żadnych struktur, powiedzmy, politycznych. Nie ma takiej organizacji, którą można by porównać choćby z naszymi doświadczeniami z 1980 roku, nie ma jednego centrum ekspercko-przywódczego.

Nie ma Gdańska.

No, na Białorusi w ogóle nie ma stoczni. To znaczy tego umownego miejsca, gdzie można pojechać i przedyskutować problemy. Ten ruch jest kształtującym się dopiero podmiotem politycznym, który radykalnie zmienił jednak całą konstelację polityczną przy okazji wyborów prezydenckich. Drugim elementem jest obóz władzy z ubiegającym się o kolejną reelekcję prezydentem, który musi zdawać sobie sprawę, że dalsze rządzenie bez podmiotowości społeczeństwa jest już niemożliwe. Kontynuacja dotychczasowej formuły sprawowania władzy jest niemożliwa. Przedstawiciele tego obozu muszą przeżywać pewien rodzaj frustracji, że gospodarka białoruska nie rozwija się tak, jak oczekiwano, postęp cywilizacyjny nie następuje. Wystarczy porównać ich z nami czy Litwą, co Białorusini dość często robią. Mamy jeszcze dość wyrazisty element, tradycyjną opozycję, choć z bardzo ograniczonymi możliwościami wpływania na rzeczywistość. Każda ze stron ma jakieś wizje przyszłości skoncentrowane na realizacji własnych postulatów, a raczej niebiorące pod uwagę dążeń innych.

Najważniejsza z nich, czyli prezydent Łukaszenko, nie ma zwyczaju zawierania kompromisów czy ustępowania przed kimkolwiek.

No i obecnie obóz władzy uciekał się do gróźb użycia siły. Jednak ze względu na skalę aktywizacji społecznej byłaby to sytuacja bezprecedensowa.

Z naszych doświadczeń wynika, że jeśli władza chce siłowego rozwiązania, to do niego dojdzie.

Jeśli patrzymy na to z perspektywy naszych doświadczeń, rozwój sytuacji na Białorusi wygląda zupełnie inaczej niż, powiedzmy, ze Strasburga czy Brukseli – Rady Europy czy Unii Europejskiej. My mamy unikalną wiedzę, nazwijmy to, insidera. Uczciwość intelektualna wymaga zastrzeżenia, że my nie wiemy, nie możemy wiedzieć, jak rozwinie się sytuacja, ale posiadamy solidny punkt odniesienia. Wszystkie trzy podmioty działające na scenie białoruskiej mają radykalnie odmienne wizje przyszłości, a przynajmniej strona społeczna i rządowa. Z punktu widzenia naszego doświadczenia – niezależenie od tego, jak rozwinie się sytuacja po wyborach – porozumienie tych sił jest absolutnie konieczne.

Okrągły stół?

Zdecydowanie mówię właśnie o okrągłym stole. Myślę, że po pierwsze, nie ma dla niego alternatywy. Ale po drugie, nie wiadomo jednak, kiedy do niego dojdzie. Im później zaś, tym droga do niego prowadząca będzie bardziej dramatyczna, tym trudniejsze to będzie dla Białorusinów.

Spójrzmy z naszej perspektywy. Gdybyśmy my mieli taki stół 12 grudnia 1981 roku, to ile byśmy zyskali! Niezależnie już od tego, co wtedy można było osiągnąć, dziś mielibyśmy zupełnie inne perspektywy.

Ale teraz mówimy nie o perspektywie historycznej, ale kilku dni – do końca tygodnia. W niedzielę będą wybory i ktoś zostanie ogłoszony zwycięzcą.

Szanujmy mądrość białoruskiego społeczeństwa, a także wszystkich innych podmiotów tam działających. Za Białoruś odpowiedzialność ponoszą Białorusini i nikt ich w tym nie może wyręczyć, na pewno nikt z zewnątrz. Natomiast możemy dzielić się swoim doświadczeniem, mamy dość unikalne know-how. A poza tym jako sąsiad mamy prawo wyrażać oczekiwanie, że będzie to demokratyczny, harmonijnie rozwijający się kraj.

Dotychczasowe doświadczenie uczy jednak, że prezydent Łukaszenko nie ustępuje – jak choćby w 2010 roku, gdy kazał rozgromić protesty opozycji. Tym razem skala aktywności jest jednak znacznie większa i jednym z efektów siłowego rozwiązania mogą być tłumy uchodźców na naszej granicy.

To jesteśmy sobie w stanie wyobrazić i jest to przedmiot naszej stałej troski. Ale ważniejsze są jednak sprawy fundamentalne: suwerenności i niepodległości Białorusi. W tej niezwykle trudnej sytuacji wydaje się, że istnieje zrozumienie tego po obu stronach konfliktu, i to znacznie większe niż kilka lat temu. W przypadku rozwiązania siłowego perspektywa niepodległej Białorusi oddala się. Wspólnota międzynarodowa gotowa jest otwierać się na Białoruś, ale niezależną i suwerenną, niestosującą przemocy wobec swoich obywateli. Gdyby – Boże uchowaj – doszło do rozwiązań siłowych, ich konsekwencją będzie pełna izolacja. Spośród trzech podmiotów, które wymieniłem, nikomu na tym nie zależy, sądzę że łącznie z obozem władzy. Pozostaje kwestia dramatycznego wyboru: na co postawi ten właśnie obóz. Zachowanie monopolu władzy kosztem izolacji, którą teraz przełamuje? Czy też – kosztem zachowania powściągliwości i przenikliwości – otworzenie przynajmniej minimalnych pól współpracy ze społeczeństwem w celu rozwijania niezależności, w tym gospodarczej? Idea okrągłego stołu nie ma jednak alternatywy. Pytanie tylko, kiedy to nastąpi. Przebudzenie społeczne, które obserwujemy, wzrost samoświadomości, dotknie całe pokolenie.

No ale 9 sierpnia ktoś zostanie zwycięzcą, a ktoś przegra.

Mądrość polityczna polega na tym, by siąść obok siebie przy okrągłym stole niezależnie od własnych planów i odczuwanego dyskomfortu, uznając, że są rzeczy ważniejsze niż obecne nastroje. To jest kwestia racji stanu.

To jest apel, który można by też skierować do społeczeństwa czy reprezentujących go trzech gospodyń domowych, które nigdy nie zajmowały się polityką (Swiatłany Cichanouskiej, Weroniki Cepkały i Marii Kalesnikowej), a które wszczęły rewolucję na Białorusi.

Tak, jak najbardziej.

Czy po 9 sierpnia możliwy jeszcze będzie okrągły stół?

Trudno być prorokiem we własnym domu, a cóż dopiero u sąsiada. Idea jest możliwa do zrealizowania, a na ile jest prawdopodobna – oto pytanie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA