fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Zielone ludziki u Łukaszenki?

AFP
Władze w Mińsku twierdzą, że 200 najemników z rosyjskiej grupy Wagnera miało zdestabilizować sytuację w kraju tuż przed wyborami. 32 Rosjan zatrzymano.

O tym, że białoruskie służby zatrzymały 32 pracowników prywatnej rosyjskiej firmy wojskowej Wagnera, poinformowała w środę rządowa agencja Biełta. Powołując się na organy ścigania, stwierdziła, że ogółem na Białoruś przybyło ponad 200 bojówkarzy, według tych doniesień mieli „destabilizować sytuację podczas kampanii wyborczej". Najpierw mieli się wprowadzić do jednego z mińskich hoteli w nocy z 24 na 25 lipca. Następnie przeprowadzili się do jednego z podmińskich sanatoriów. Tam, według informacji lokalnych mediów, zostali zatrzymani przez jednostki antyterrorystyczne KGB.

Agencja opublikowała nawet dane osobowe zatrzymanych oraz podała ich daty urodzenia. Informowała też o 33. zatrzymanym „na południu Białorusi" niejakim Andreju B.

Zidentyfikowała go niezależna białoruska gazeta „Nasza Niwa", która poinformowała, że chodzi o 42-letniego obywatela Białorusi z Kalinkowicz, który wcześniej walczył w Donbasie, a obecnie jest „dowódcą grupy snajperów w grupie Wagner".

Chodzi o rosyjskich najemników, na czele których stoi Dmitrij Utkin – zawodowy wojskowy i były funkcjonariusz wywiadu wojskowego (GRU) – znany pod pseudonimem Wagner. Jego najemnicy pojawiali się nie tylko w Donbasie, ale też w Syrii i Libii. Znajomych na opublikowanej przez Białoruś liście najemników rozpoznał rosyjski pisarz Zachar Prilepin, który walczył w Donbasie po stronie Rosjan. Zasugerował, że osoby te leciały przez Białoruś do innego kraju, wcześniej z przecieków rosyjskich mediów wynikało, że najemnicy udawali się do Sudanu. – To profesjonalni wojownicy, ale punktem docelowym nie była Białoruś. Nie wiem, jak białoruskie władze będą się tłumaczyć – stwierdził Prilepin.

Ambasada Rosji poprosiła, by władze w Mińsku oficjalnie przekazały listę zatrzymanych. Reakcji rosyjskich władz w środę po południu nie było. – Reakcja będzie, i to bolesna dla władz Białorusi. To poważne zarzuty i na pewno nie pozostaną bez odpowiedzi. To niedopuszczalne, oczernianie Rosji to część kampanii wyborczej Łukaszenki – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksiej Muchin, rosyjski politolog związany z Kremlem.

Tymczasem białoruska opozycja demokratyczna obawia się, że to kolejna prowokacja władz, która może być sygnałem do kolejnych represji. Podczas wyborów w 2006 roku zatrzymano jakichś ludzi, którzy według rządowych mediów mieli „wrzucać szczury do mińskich wodociągów, by zatruć wodę". W grudniu 2010 zaś brutalnie pobito i zaatakowano opozycyjnego kandydata na prezydenta Uładzimira Niakliajewa i twierdzono, że w samochodzie, który mu towarzyszył, znaleziono broń. – Jeżeli ktoś stanowił zagrożenie i go zatrzymano, to znaczy, że możemy czuć się bezpiecznie. Ale władze na wszelkie sposoby próbują zastraszyć społeczeństwo – komentuje „Rzeczpospolitej" Swiatłana Cichanouska, kandydatka na prezydenta w wyborach 9 sierpnia. Stoi na czele zjednoczonej białoruskiej opozycji demokratycznej i porywa wielotysięczne tłumy w białoruskich miastach. Kolejną manifestację zapowiada na piątek i oczekuje, że w Mińsku wyjdzie nawet 75 tys. osób.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA