fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Irena Lasota: Rosyjskie klamry

AFP
Pamiętam niedawne czasy, kiedy podejrzenie, że jakiś polityk jest za blisko Rosji – a tym bardziej rosyjskich pieniędzy – było skandalem godnym pierwszych stron głównych gazet amerykańskich. Jeśli takie podejrzenia dotyczyły kandydata na prezydenta, to już samo to mogło zakończyć jego karierę. W czasie kampanii wyborczej 2016 roku pisałam o bliskiej Hillary Clinton firmie Podesta Group, która – o zgrozo – była wynajęta i dostawała pieniądze od rosyjskiego Sbierbanku po to, by prowadzić w Waszyngtonie lobbing przeciwko sankcjom nałożonym na Rosję po anschlussie Krymu. Wiadomo też było wówczas – niewiele, jak się okazało – o związkach Donalda Trumpa z Rosją. Dopiero po opublikowaniu raportu Muellera zaczął ujawniać się, wciąż niepełny, obraz tajnej polityki zagranicznej Rosji wobec USA, prowadzonej za pomocą pieniędzy, inwestycji i handlu, propagandy i dezinformacji, a przede wszystkim – agentów wpływu na wszelkich możliwych szczeblach politycznych.

Agenci wpływu bywają różni: świadomi i nieświadomi, płatni i bezpłatni, działający we własnym interesie bądź w interesie płacącego im mecenasa. Za czasów Związku Sowieckiego Rosja werbowała agentów na komunistyczną ideologię, na wpływy polityczne, pieniądze i seks. Komunizm nie jest już atrakcyjny, a i seks stracił swój niebezpieczny appeal. Zresztą wcześniej też sowietom raz się udawało, raz nie. Maurice-Ernest-Napoléon Dejean, francuski ambasador w Moskwie, przyjaciel generała De Gaulle'a, wpadł w sidła uwodzicielki z KGB i został niechlubnie odwołany; prezydent Indonezji Sukarno, szantażowany taśmami, na których figlował w Moskwie z dwiema atrakcyjnymi agentkami KGB, padł jednak – wedle pamiętników Nikity Chruszczowa – na kolana i błagał, by oddać mu tę taśmę, bo chciał pokazać ją u siebie w kraju, gdzie chodziły pogłoski, że już się do pewnych rzeczy nie nadaje.

Raport Muellera, prawie 500-stronicowy, gęsty i udokument...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA