Według resortu zdrowia pod koniec stycznia ma nastąpić kumulacja zakażeń wariantem Omikron. Na razie wyjątkowo zakaźny rodzaj Covid-19 stanowi 2 proc. wszystkich zakażeń, ale to ma się w szybkim tempie zmienić. Dlatego rząd, przewidując większą liczbę hospitalizacji, deklarował zwiększenie liczby łóżek dla zakażonych. Według ministra zdrowia Adama Niedzielskiego miałaby ona wzrosnąć z dzisiejszych ok. 30 tys. nawet do 40 tys., a przy najczarniejszym scenariuszu – nawet do 60 tys.

Jeśli jednak sprawdzą się najtragiczniejsze prognozy, m.in. przedstawiona w grudniowym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" przez szefa Rady Medycznej przy Premierze prof. Andrzeja Horbana, miejsc w szpitalach nie starczy nawet dla promila zakażonych. Według zakaźnika, już w ciągu kilku tygodni placówki zaleje nawet milion chorych na Covid-19.

Większość ekspertów jest ostrożniejsza w przewidywaniach, jednak nawet oni boją się, że łóżek może zabraknąć dla wszystkich potrzebujących: – Pamiętajmy, że prócz chorych na Covid-19 przybywa pacjentów z innymi chorobami, zaniedbanymi podczas kolejnych fal koronawirusa. To osoby, które wymagają większej opieki i dłużej zajmują łóżka szpitalne. Również przeciętny pobyt chorego z Covidem znacznie się wydłużył – z ok. 3,5 dnia w poprzednich falach do ok. 10 dni – mówi dr Artur Zaczyński, dyrektor tymczasowego Szpitala Narodowego i członek Rady Medycznej.

Choć łóżek covidowych może nie starczyć dla wszystkich, nie ma gwarancji, że wszystkie zostaną uruchomione. Zdaniem dr Krzysztofa Hałabuza, prezesa Porozumienia Chirurgów „Skalpel", lekarze nie garną się już do pracy w szpitalach covidowych czy tymczasowych: – Medycy mają świadomość, że zgłaszając się do placówek tymczasowych musieliby zostawić swoje dotychczasowe miejsca pracy i pacjentów, którzy ich potrzebują. Sytuacja kadrowa w wielu szpitalach jest tragiczna i brak choćby jednego dyżurującego może sparaliżować pracę całego oddziału. Zastanawiam się więc, w jaki sposób pan minister pozyska personel do obsługi łóżek covidowych– mówi Krzysztof Hałabuz.

Z kolei Jerzy Przystajko, farmaceuta i ekspert ochrony zdrowia, dziwi się, że rząd dopiero teraz zaczął myśleć o zabezpieczeniu infrastruktury na wypadek Omikronu.

– Przecież to, że wariant Omikron jest wyjątkowo zakaźny, wiadomo było od dawna. Można było zapobiec czarnym scenariuszom, o których dziś mówi rząd, intensyfikując akcję szczepień. Nic takiego nie zrobiono, a teraz mówi się o bezradności wobec nadchodzącej piątej fali – zauważa Jerzy Przystajko.

Czytaj więcej

Eksperci nie zostawiają suchej nitki na pomysłach resortu Niedzielskiego