Związki między jedzeniem czerwonego mięsa a rakiem znane są od dawna. W 2015 roku Światowa Organizacja Zdrowia, na podstawie analizy 800 badań naukowych, uznała bekon, kiełbasy i szynki za główną – obok papierosów, przyczynę zachorowań na raka. W raporcie WHO wędliny i przetworzone mięso znalazło się więc w tej samej kategorii co azbest, alkohol, arsen i tytoń, co nawiasem mówiąc, wywołało oburzenie zarówno przedstawicieli przemysłu mięsnego, jak i samych konsumentów.
Niestety, nowe badania nie tylko podtrzymują wnioski z dotychczasowych, ale idą dalej, wskazując, że nawet trzymanie się zalecanych norm spożycia czerwonego mięsa wiąże się ryzykiem raka.
Równie niepokojące wnioski płyną z projektu badawczego brytyjskiego Biobanku. Jego wyniki, opublikowane dzisiaj, 17 kwietnia, w International Journal of Epidemiology wskazują, że jedzenie czerwonego i przetworzonego mięsa w ilościach zgodnych z oficjalnymi wytycznymi instytucji rządowych zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na raka jelita grubego.
W ramach projektu przebadano pół miliona mężczyzn i kobiet. Okazało się, że osoby, które przestrzegając dietetycznych zaleceń jadły średnio 76 g czerwonego mięsa dziennie, miały o 20 proc. większe ryzyko zachorowania na raka jelita w porównaniu z tymi, które jadły 21 g mięsa dziennie.
Ryzyko rosło o 20 proc. przy każdym dodatkowym kawałku szynki lub boczku (około 25 g), które jedli uczestnicy badania, i o 19 proc. przy każdym grubym kawałku pieczonej wołowiny lub jadalnej części kotleta jagnięcego (około 50 g).
Co ciekawe wyniki badania kwestionują tezę, jakoby to azotyny zawarte w przetworzonym mięsie były główną przyczyną ryzyka raka jelita grubego. Analizy nie potwierdziły takiego związku. Zdaniem naukowców zmniejszenie ilości azotynów w produktach mięsnych lub nawet ich usunięcie nie zmniejszyłoby ryzyka zachorowania na raka.
Brytyjski Departament Zdrowia i Opieki Społecznej (DHSC) sugeruje, że każdy, kto spożywa więcej niż 90 g czerwonego lub przetworzonego mięsa dziennie, powinien starać się obniżyć porcję do 70 g lub mniej, właśnie ze względu na ryzyko raka jelita grubego. 90 g czerwonego mięsa to np. trzy cienko pokrojone plasterki wołowiny, jagnięciny lub wieprzowiny. Śniadanie z dwiema „typowymi brytyjskimi” kiełbaskami i dwoma plasterkami boczku to aż 130 g czerwonego mięsa.
Analiza związku między spożyciem mięsa a rakiem jelita grubego była, zdaniem ekspertów, bardzo dokładna. Jak podkreślił prof. Timothy J Key, współautor projektu oraz zastępca dyrektora wydziału ds. epidemiologii nowotworów na Uniwersytecie Oksfordzkim, badania były tak zaprojektowane, by uczestnicy dokładnie informowali, co jedzą.
- Nie twierdzimy, że oficjalne zalecenia [dotyczące spożycia mięsa] są błędne i powinny zostać zmienione - powiedział Timothy J Key dla The Guardian. Jego zdaniem wyniki badania opublikowane International Journal of Epidemiology trzeba rozpatrywać w szerszym kontekście. Mięso jest cennym źródłem żelaza i trzeba to wziąć pod uwagę – podkreślił. Póki co, jak twierdzi, nowe wyniki badań powinny być dodatkowym argumentem, by przynajmniej nie przekraczać norm, o których mowa w zaleceniach.
Polskie zalecenia dietetyczne są podobne do brytyjskich. Zgodnie z wytycznymi Instytutu Żywności i Żywienia nie powinniśmy jeść więcej niż 500 g mięsa tygodniowo, co oznacza ok. 70 g dziennie, przy czym IŻiŻ wyraźnie rekomenduje, by było to raczej mięso białe (drób), niż czerwone. Jednak jak wynika z danych GUS normy te są znacznie przekraczane - w 2016 roku statystyczny Polak zjadł 77 kg mięsa, co daje zamiast zalecanych 500 g tygodniowo, prawie 1500 g.