Takie pytanie skierował do SN poznański Sąd Okręgowy. Odpowiedź ma doniosłe i praktyczne znaczenie. Gdyby sąd uznał, że zlecenie prowadzenia sprawy było nieskuteczne, oznaczałoby to nieważność postępowania.
Nie w pełni sprawny
Kwestia ta wynikła w sprawie Przemysława N., który wybrał sobie do jej prowadzenia adwokata, a domagał się sądowego ustalenia, że umowa sprzedaży nieruchomości (oczywiście notarialna), jakiej dokonał przed kilku laty, jest nieważna. Powód: w chwili jej zawarcia był w stanie wyłączającym świadome i swobodne podjęcie decyzji i wyrażenie woli, od wczesnej młodości cierpi bowiem na schizofrenię paranoidalną, wielokrotnie był hospitalizowany. Przed sądem rejonowym zostały przeprowadzone dwie opinie psychiatryczne, które wykazały, że powód jest upośledzony w stopniu lekkim, co odpowiada sprawności intelektualnej dla wieku 9–12 lat, choć chodzi o mężczyznę w średnim wieku.
Sąd orzekł nieważność umowy i zawiadomił prokuraturę o sprawie, by ewentualnie ją podjęła, co też nastąpiło.
Pozwani (nabywcy nieruchomości) odwołali się, wskazując, że zachodzi nieważność postępowania z tego powodu, że sam pełnomocnik Przemysława N. wskazywał, że jest on „permanentnie chory psychicznie" i nie ma możliwości podejmowania całkiem swobodnych i racjonalnych działań. Zdaniem apelujących sąd nie może stosować innej miary do umowy sprzedaży, a innej do ustanowienia pełnomocnika.
Prokurator wyjaśnił, że toczyło się postępowanie w kwestii celowości ubezwłasnowolnienia Przemysława N., jednak wniosku nie złożono, gdyż bierze on leki i radzi sobie w życiu codziennym. Jest też pod kontrolą rodziny.