Sesja rady miejskiej w czwartek zapowiadała się gorąco. Radni PO chcieli, by Rafał Dutkiewicz przyznał się do błędów, przygotował nowy system zarządzania kryzysowego i wyciągnął konsekwencje wobec osób, które, zdaniem Platformy, dopuściły do zalania dzielnicy Kozanów.

W przeddzień PO zorganizowała konferencję, na której działacze osiedlowi i wolontariusze mówili o licznych błędach i chaosie organizacyjnym 23 maja, kiedy woda przerwała zbudowany prewencyjnie wał.

Ostatecznie sesja przebiegła spokojnie, bo kiedy Dutkiewicz zagroził, że każdy, kto zechce postawić wniosek o odwołanie wiceprezydenta kierującego akcją, będzie miał z nim do czynienia, PO zrezygnowała z potyczek. – Nie przestraszyliśmy się prezydenta – wyjaśniała „Rz“ Barbara Zdrojewska, szefowa radnych PO. – Ale nie chcemy dyskutować na takim poziomie, jaki on zaproponował.

Jarosław Krauze, szef radnych popierających Dutkiewicza, zauważa, że straty, w odróżnieniu od katastrofy sprzed 13 lat, były tym razem symboliczne: trzy zalane mieszkania i 15 aut. – PO zorientowała się, że nie ma amunicji – mówi.

PiS, który zaproponował stworzenie białej księgi dotyczącej powodzi, uważa, że akcja PO to zbijanie politycznego kapitału na ludzkim nieszczęściu. – Intencje są aż nadto czytelne – uważa Piotr Babiarz, szef radnych PiS.

I przypomina, że po zalaniu Kozanowa Grzegorza Schetynę bulwersowało wybudowanie tu osiedla komunalnego po powodzi w 1997 r., choć przecież zdecydował o tym jego partyjny kolega, ówczesny prezydent miasta Bogdan Zdrojewski.