Do katastrofy doszło w dystrykcie Morbi prowincji Gudźarat. Indyjskie media podają, że zawalił się most podwieszany o długości 230 metrów, po remoncie oddany do użytku kilka dni temu.

Trwa akcja ratunkowa. Jak dotąd nie wiadomo dokładnie, ile osób zostało poszkodowanych w wyniku katastrofy.  Pierwotnie doniesienia lokalnych mediów mówiły, że do wód rzeki Manchhu wpadły setki osób i że co najmniej 30 osób zginęło.

Na nagraniach w mediach społecznościowych widać było ludzi w rzece oraz tych, którzy próbowali uratować się, wspinając się w drodze na brzeg po konstrukcji mostu, która pozostała po katastrofie.

Czytaj więcej

Seul: tragedia w czasie imprezy halloweenowej. 153 osoby nie żyją, są setki rannych

Według miejscowej telewizji Zee News, w chwili katastrofy na moście znajdowało się ponad 400 osób.

- Ludzie wpadli do rzeki, są ofiary śmiertelne. Bilans katastrofy nie jest jeszcze znany. Trwa akcja ratunkowa - powiedział agencji Reutera Rahul Tripathi, policjant znajdujący się na miejscu tragedii.

230-metrowy most nad rzeką Manchhu został zbudowany w XIX wieku. Przeprawa przez pół roku była zamknięta z powodu remontu, most ponownie otwarto w ubiegłym tygodniu.

Premier Indii Narendra Modi, który przebywa z trzydniową wizytą w swoim rodzinnym stanie Gudźarat, oświadczył, że w związku z katastrofą polecił szefowi władz lokalnych pilną mobilizację służb ratunkowych.

Szef resortu spraw wewnętrznych prowincji, Harsh Sanghavi, powiedział, że na moście w chwili katastrofy było ponad 150 osób. Indyjski deputowany Mohan Kundariya przekazał, że w wyniku zerwania się mostu zginęło 60 osób. Według relacji innych przedstawicieli władz, co najmniej 30 osób zostało rannych.

"Głębokie i szczere kondolencje dla narodu indyjskiego z powodu tragedii w mieście Morbi" przekazał minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau.

Władze prowincji Gudźarat powołały pięcioosobową komisję do zbadania przyczyn zerwania się mostu.