Ostatni bastion dżihadystów Baghuz w Syrii został zdobyty dwa lata temu. Cztery lata temu padł Mosul w Iraku, największe miasto kontrolowane przez potężną swego czasu organizację. Nie oznacza, to że po ISIS nie ma już śladu. Wręcz przeciwnie. Islamistyczne organizacje terroryzują wiele społeczeństw w Afryce. W Mozambiku, Mali, Burkina Faso czarna flaga upadłego państwa islamskiego budzi nadal grozę. W Nigerii Boko Haram ma na koncie kilkadziesiąt tysięcy ofiar i miliony uchodźców.

Zagrożony Irak

Na Bliskim Wschodzie działają nadal niedobitki potężnej niegdyś armii samozwańczego kalifa Abu Bakra al-Baghdadiego. Ich dziełem są liczne zamachy terrorystyczne w Iraku i Afganistanie. W takich warunkach nie może być mowy o rozwiązaniu globalnej koalicji, której przedstawiciele spotkali się właśnie w Rzymie. Po raz pierwszy osobiście od dwóch lat. W czasach epidemii obradowano zdalnie.

– Chodzi o zwalczanie działających jeszcze komórek ISIS w Iraku oraz o ocenę sytuacji w Afryce – oświadczył przed poniedziałkowym spotkaniem Patrick Worman, koordynator biura globalnej koalicji, mającej 83 uczestników.

Sytuacja w Iraku budzi niemałe obawy, czego wyrazem jest podjęta decyzja o zwiększeniu obecności wojskowych misji zagranicznych w tym kraju, zajmujących się szkoleniem irackich sił zbrojnych.

Nie szło to najlepiej z powodu pandemii. Rzecz w tym, aby nadrobić obecnie stracony czas.

Na samym początku roku bojownicy ISIS dokonali dwóch ataków bombowych w Bagdadzie, zabijając 32 osoby i raniąc ponad 100. Były to pierwsze zamachy terrorystyczne tego rodzaju od ponad trzech lat.

– ISIS przeprowadza niemal codzienne ataki w pozostałej części kraju i może rozwinąć tempo podobne do tego, które poprzedziło jego ogłoszenie kalifatu w 2014 r. – czytamy w niedawnej ekspertyzie waszyngtońskiego Brookings Institution. Koalicja zwalczająca ISIS chce temu przeciwdziałać.

– Jest pewne zagrożenie także w Afganistanie, mimo że talibowie, którzy negocjowali z USA warunki wyjścia sił NATO z kraju, zobowiązali się do niewspierania bojowników ISIS – mówi „Rzeczpospolitej" Wojciech Lorenz, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W Afganistanie nie będzie już we wrześniu tego roku sił NATO i wiele rzeczy może się jeszcze wydarzyć.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Uwięzieni z ponad 60 krajów

W samej Syrii ISIS nie stanowi militarnego zagrożenia. Działają nieliczne grupy i są zwalczane na północy kraju energicznie przez Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), złożone w większości przez Kurdów i wspomagane przez kilkuset amerykańskich żołnierzy sił specjalnych. Jednostek tych Waszyngton nie zamierza wycofać.

Mazlum Abdi, szef SDF, wystosował właśnie apel do zwalczającej ISIS koalicji, aby zajęła się losem tysięcy byłych bojowników ISIS, przetrzymywanych w obozach nadzorowanych przez jego organizację. Prócz ok. 10 tys. byłych bojowników w gestii SDF znajduje się nadal ponad 63 tys. członków rodzin dżihadystów.

To przede wszystkim kobiety i dzieci zamknięte w dwu obozach otoczonych drutem kolczastym. Jak wynika z danych Human Rights Watch (HRW), w tym gronie znajduje się około 20 tys. osób z Syrii, 31 tys. z sąsiedniego Iraku oraz 12 tys. zatrzymanych osób – 8 tys. dzieci i 4 tys. kobiet – z prawie 60 krajów. Wiele z nich z Europy.

Z rąk do rąk

Przywędrowały do Syrii w czasach świetności ISIS dobrowolnie w poszukiwaniu przygód czy z powodów religijnych lub w towarzystwie swych partnerów dżihadystów. Po śmierci mężów przekazywane z rąk do rąk rodziły dzieci.

Jedna z Europejek z obozu Al-Hol ma 31 lat i kilkoro wnuków.

Pomoc humanitarna międzynarodowych organizacji dociera do tych miejsc nieregularnie. Dochodzi do buntów, ucieczek i zamieszek.

Warunki panujące w obozach nie są dla nikogo tajemnicą, lecz zaledwie 25 państw zdecydowało się na repatriacje swych obywateli. Są to jednak przypadki jednostkowe. Dwa lata temu było to 29 osób, w zdecydowanej większości kobiet, rok później już jedynie 17, a w pierwszych dziesięciu tygodniach tego roku miały miejsce zaledwie trzy repatriacje.

Dzieci bez przyszłości

W przypadku dzieci jest nieco lepiej. Jak twierdzi organizacja Save the Children, północną Syrię opuściło w ostatnich latach prawie 1 tys. dzieci, w zdecydowanej większości poniżej 12. roku życia. Często trafiają do rodzin swych matek za granicą, co jednak jest procesem niezwykle skomplikowanym.

– Wiele krajów odmawia przyjęcia swych obywateli związanych z ISIS ze względów bezpieczeństwa. Są przypadki pozbawiania obywatelstwa zatrzymanych w Syrii dżihadystów i ich rodzin – mówi „Rzeczpospolitej" Stefan Lamby, niemiecki ekspert od międzynarodowego terroryzmu.

Jak twierdzi Patric Worman, walcząca z ISIS koalicja czyni obecnie starania o to, aby do swych krajów wróciło 2 tys. zagranicznych dżihadystów oraz 2 tys. z Iraku. Wymagałoby to postawienia ich przed sądem w ich krajach i udowodnienia winy. Nie jest to zadanie nie do zrealizowania. Sam udział w organizacji terrorystycznej, jaką jest ISIS, jest podstawą do skazania w wielu kodeksach karnych.

– Repatriacja, a następnie ściganie lub rehabilitacja, w zależności od przypadku, jest jedynym długoterminowym rozwiązaniem dla byłych dżihadystów spoza Syrii – apeluje Patric Worman. Na razie bez skutku.