Reklama
Rozwiń
Reklama

Polacy pod parasolem Unii

„Nielegalny” zjazd w Grodnie. Andżelika Borys została ponownie wybrana na prezesa Związku Polaków na Białorusi. Władze nie interweniowały w obawie przed reakcją Europy

Aktualizacja: 15.03.2009 19:55 Publikacja: 15.03.2009 19:51

Delegaci VII Zjazdu Związku Polaków na Białorusi musieli pokonać wiele przeszkód, by dotrzeć na wybo

Delegaci VII Zjazdu Związku Polaków na Białorusi musieli pokonać wiele przeszkód, by dotrzeć na wybory. Na Andżelikę Borys (z prawej) oddano 148 ze 167 głosów.

Foto: Magazyn Polski

W sali obskurnego budynku przedwojennych składów tytoniowych na ulicy Budionnego (kiedyś – Jagiellońska) w Grodnie w niedzielę od wczesnego ranka gromadzili się delegaci na VII Zjazd Związku Polaków na Białorusi. Zjazd o tyle szczególny, że z punktu widzenia białoruskich władz nielegalny. Wszyscy oczekiwali w napięciu, czy dotrze dwie trzecie delegatów – minimum, by zgromadzenie było prawomocne. Krótko przed dziesiątą okazało się, że będzie kworum. Dotarło 167 delegatów, czyli trzy czwarte, chociaż do organizatorów zjazdu wciąż napływały zatrważające informacje z całej Białorusi – władze robiły wszystko, by delegaci nie dojechali.

[srodtytul]Pomyśl o rodzinie[/srodtytul]

– Najpierw przyszedł do mnie do domu milicjant w mundurze, wypytywał, po co się wybieram do Grodna. Nie mówił wprost, ale dawał do zrozumienia, żeby nie jechać – opowiada Tadeusz Wasilewski, delegat z Lidy. – Potem zaczęły się telefony do mojego brata, który pracuje w państwowej instytucji. Dzwonił wicemer Lidy do spraw ideologii, Polak Anton Gławnicki. Przekonywał, że nie powinienem jechać. Radził, żebym zachorował. „Niech pomyśli, co z rodziną” – mówił.

Potem zaczął przekonywać córkę pana Wasilewskiego, która pracuje w banku, by namówiła ojca do pozostania w domu.

– Ale po rozmowie z rodziną postanowiłem, że pojadę. Jak ma być, tak będzie – dodaje.

Reklama
Reklama

Bernard Pakulnicki z Nieświeża miał inne problemy.– Jechaliśmy w sobotę do Grodna. Milicja zatrzymała auto, kazali nam jechać na posterunek. Powiedzieli, że samochód brał udział w wypadku i musi zostać zbadany – opowiada.

Na szczęście jego samego wypuszczono i zdołał dojechać pociągiem. Podobne kłopoty mieli też inni delegaci.

[srodtytul]Społeczny mandat[/srodtytul]

Gdy się okazało, że jest kworum, na sali zapanowała euforia, chociaż delegatów spotkała jeszcze jedna nieprzyjemność: wbrew zapowiedziom obrady nie rozpoczęły się od mszy. Nieoficjalnie wiadomo, że grodzieński biskup radził księżom, by mszy nie odprawiali.

Najważniejsze były wybory kierownictwa. Kończyła się czteroletnia kadencja rady naczelnej i zarządu, wybranych w 2005 roku. Oba te ciała nie były uznawane przez władze Białorusi, które anulowały wyniki poprzedniego zjazdu. Gdyby jednak nie wybrano nowych, oficjalny Mińsk miałby dodatkowy argument: szefowie ZPB nie tylko byliby nielegalni, ale i pozbawieni społecznego mandatu.Na prezesa organizacji kandydowała Andżelika Borys.

– Bardzo się wahałam, ale władze Białorusi mnie zmobilizowały, żebym powiedziała „tak” – mówiła. Dostała 148 głosów. Jej kontrkandydat, zgłoszony – jak mówił – „dla potrzeb demokracji”, szef grodzieńskiego oddziału Związku Polaków na Białorusi Mieczysław Jaśkiewicz, otrzymał 15 głosów. Gdy ogłoszono wyniki, delegaci wstali z miejsc i odśpiewali „Sto lat” i „Rotę”. Ambasador RP w Mińsku Henryk Litwin odczytał gratulacje od premiera Donalda Tuska. Później wybrano radę naczelną. Wciąż nielegalny związek ma kierownictwo na kolejną czteroletnią kadencję.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Co z legalizacją?[/srodtytul]

Pytanie, kiedy uda się go zalegalizować. Jak mówiono w kuluarach, to, że zjazd odbył się bez dramatycznych przeszkód, było między innymi związane z dzisiejszymi obradami UE na temat sankcji nałożonych na członków najwyższych władz Białorusi.

Zapewne dzięki temu, że władze nie kazały rozpędzić zjazdu, sankcje pozostaną zawieszone na kolejne pół roku.– Powinniśmy nasilić żądania, żeby władze białoruskie jak najszybciej podjęły dialog z kierownictwem ZPB – powiedział „Rzeczpospolitej” poseł Robert Tyszkiewicz (PO).

Podobnie sądzi wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra (PiS).– Musimy również zrobić wszystko, by odzyskać majątek związku – podkreślał.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama