Warszawa to dla nas nie tylko Łazienki, Stare Miasto i Trakt Królewski – mówi Katarzyna Komar-Michalczyk z fundacji Hereditas, autorka rozpoczynającego się dziś festiwalu Warszawskie Dziedzictwo Postindustrialne.
[srodtytul]Na fabrycznym szlaku[/srodtytul]
– Na terenie miasta są zabytki, których nie powstydziłyby się Łódź czy Śląsk. O ich istnieniu wie jednak niewielu warszawiaków – dodaje Komar-Michalczyk i zaprasza na towarzyszące czteromiesięcznemu wydarzeniu wykłady i wędrówki poznawcze pofabrycznym szlakiem.
Michał Krasucki, historyk z Wojewódzkiego Urząd Ochrony Zabytków, który o godz. 10 w Muzeum Gazownictwa poprowadzi pierwsze festiwalowe spotkanie, szacuje, że jest ich nawet między 150 a 200.
– Ostały się głównie na Woli i Pradze, którymi poprowadzą trasy naszych wycieczek – mówi i jednym tchem wymienia zabytkowe budynki: – Fabryka koronek przy Burakowskiej, garbarnia na Okopowej, odlewnia na rogu Żelaznej i Grzybowskiej, fabryka lamp przy Szwedzkiej, fabryka drutu przy Objazdowej...
Większość fabrycznych obiektów w Warszawie powstała w latach 90. XIX w. Tylko nieliczne dotrwały do dziś w dobrym stanie.
[srodtytul]Fotografia w Gazowni[/srodtytul]
Zdaniem Stanisława Fitaka ze Związku Polskich Artystów Fotografików, który w ramach Warszawskiego Dziedzictwa Postindustrialnego poprowadzi warsztaty, z destrukcji obiektów w fotografii można zrobić atut.
– Zachęcę uczestników zajęć do stworzenia artystycznej dokumentacji odchodzących w zapomnienie miejsc – mówi. Prace trafią do zbiorów fundacji Hereditas. Najlepsze zostaną pokazane na wystawie w Gazowni Warszawskiej w październiku.
Dokumentalną rolę fotografii Fitak docenił jeszcze na początku lat 70., uwieczniając na kliszy Fabrykę Norblina.
– Gdy wybraliśmy się tam z kolegami, jeszcze działała – wspomina. – Nie mieliśmy świadomości, że po kilkudziesięciu latach nasze zdjęcia nabiorą nowego charakteru.
[srodtytul] Turystyka inaczej[/srodtytul]
Organizatorzy festiwalu mają świadomość przemijania dawnej architektury. Nie spodziewali się natomiast, że ich inicjatywa przyciągnie tak wielu zwolenników.
– Wszystkie miejsca na warsztatach są już zajęte – wzdycha Komar-Michalczyk. Krasuckiego to nie dziwi. – Przez 50 lat komunizmu te obiekty, traktowane tylko jako architektura użytkowa, podupadały. Dziś podobnie jest z tymi z lat 70.
Fabryczne baraki czy obiekty sportowe z poprzednich dekad też potrafią fascynować. By się o tym przekonać, wystarczy wejść na działającą od wiosny stronę subiektywnego przewodnika
– Warszawska Turystyka Miejska: WarsawSun.pl.
[srodtytul]„Szkieletor” wykluczony[/srodtytul]
– Dużo jeździmy rowerami po mieście, wciąż poszukujemy, fotografujemy, a naszymi odkryciami dzielimy się z innymi – mówi Tomek Wódkiewicz, redaktor naczelny WarsawSun, i zachęca do wybrania się samemu na wycieczkę śladami dawnej architektury miasta.
W zaplanowaniu trasy mogą pomóc propozycje umieszczone w zakładce „Opuszczone”. Znaleźć tu można m.in. słynnego „szkieletora”, niezamieszkały, wielopiętrowy budynek na Żeraniu, czy nieczynny kompleks basenów na Saskiej Kępie.
– Polecam także wraki wagonów kolejowych przy Towarowej – mówi Wódkiewicz. – Sprowadzono je do Warszawy w latach 50. Służyły do końca lat 70., a teraz są tylko zżerane przez rdzę.
Motywacją do fotograficznej wycieczki śladami poprzemysłowej architektury – nie tylko w Warszawie – może być konkurs „Wykluczone!”. Organizowany po raz trzeci przez stowarzyszenie STEP jest z założenia wyrazem niezgody na dewastowanie pofabrycznych budynków. Prace – także filmowe i architektoniczne – można nadsyłać do 23 sierpnia. Dokładne informacje na www.opuszczone.com.