Marszałek Sejmu Elżbieta Witek 5 lutego wyznaczyła datę wyborów prezydenckich na 10 maja. Jednak - w związku z pandemią koronawirusa i epidemią w Polsce - minister zdrowia Łukasz Szumowski wydał rekomendację wskazującą, że zorganizowanie wyborów w klasycznej formie, w których wyborcy oddają głosy w lokalach wyborczych, będzie bezpieczne dopiero za dwa lata.

Rządzący początkowo zapisali w jednej z pierwszych ustaw antykryzysowych możliwość głosowania korespondencyjnego dla osób powyżej 60 roku życia i osób przebywających w kwarantannie.

Następnie Sejm znowelizował Kodeks wyborczy umożliwiając powszechne głosowanie korespondencyjne. 5 maja Senat odrzucił jednak tę nowelizację. 7 maja rano Sejm ma głosować nad tą uchwałą Senatu - jeśli nie zdoła jej odrzucić nie wiadomo w jakim trybie odbędą się wybory.

Wciąż niejasny jest też termin wyborów. Przedstawiciele obozu władzy przyznają, że od kilku dni że zorganizowanie wyborów 10 maja będzie niemożliwe - o czym mówi też otwarcie przewodniczący PKW.

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek bada obecnie możliwość przesunięcia terminu wyborów na 17 lub 23 maja (to ostatni dzień w którym - zgodnie z konstytucją - mogą odbyć się wybory, do których musi dojść w okresie od 100 do 75 dni pozostających do końca kadencji urzędującego prezydenta.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Zgłoś swój projekt w konkursie dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Kadencja prezydenta Andrzeja Dudy kończy się 6 sierpnia.

Opozycja domaga się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, który oznaczałby automatyczne przełożenie wyborów, których nie można organizować w czasie stanu nadzwyczajnego ani w okresie 90 dni po jego zakończeniu.

Powszechnemu głosowaniu korespondencyjnemu sprzeciwia się Jarosław Gowin - lider Porozumienia i członek koalicji. Gowin chciał wprowadzenia zmiany w konstytucji, która wydłużałaby kadencję prezydenta o dwa lata. Proponował też wprowadzenie jednodniowego stanu wyjątkowego i organizację wyborów w sierpniu.