[b]Rz: Dziś Sejm zajmie się projektem ustawy o parytetach płci na listach wyborczych. Gdyby takie przepisy już obowiązywały, to gdzie by pani była dzisiaj w polityce?[/b]
Joanna Mucha, posłanka PO: W tym samym miejscu, w którym jestem. Planowałam start w wyborach parlamentarnych dopiero po zrobieniu doktoratu, czyli wtedy, kiedy miałabym coś do zaoferowania moim wyborcom. I tak się stało.
[b]Czyli parytety dla kobiet są, pani zdaniem, niepotrzebne?[/b]
Są potrzebne. Mogą zmienić sytuację kobiet, które chcą teraz wejść do polityki albo próbują od kilku lat, ale ze słabym skutkiem. Znam politykę od lat i wiem, że nie jest przyjazna dla kobiet.
[b]W pani przypadku parytety by nic nie zmieniły, a w przypadku innych kobiet zmieniłyby wiele? Nie rozumiem.[/b]
Ja miałam w sobie więcej determinacji, kiedy walczyłam z całym światem o prawo do tego, żeby realizować się w taki sposób, jaki mi odpowiadał. Wiele kobiet nie ma takiej determinacji. Wielu mężczyzn również jej nie ma, a mimo to są w polityce, bo im jest łatwiej do niej wejść. Chcę tylko, żeby kobiety i mężczyźni o tym samym poziomie determinacji mogli uczestniczyć w życiu publicznym. Żeby kobietom nie było trudniej. Bo polityka to męski świat.
[b]Męski, czyli jaki?[/b]
Polska polityka jest kompletnie niedostosowana do kobiecego sposobu życia, bycia, prowadzenia domu, wypełniania obowiązków.
[wyimek]Mam wrażenie, że więcej wysiłku w kampanię wkłada w tej chwili Radosław Sikorski[/wyimek]
[b]Może właśnie tak powinno być, że kobiety generalnie powinny się zajmować tym, do czego natura i lata doświadczeń je predestynują. Po co burzyć ten porządek?[/b]
Nie mam nic przeciwko temu, by kobiety zajmowały się domem, rodziną – jeśli jest to ich własny wybór, a nie efekt kulturowego zdeterminowania. Jeśli jednak wybierają inną ścieżkę kariery, to powinny mieć takie same możliwości jak mężczyźni.
[b]I sądzi pani, że parytety to by umożliwiły?[/b]
Tę rolę parytetu nazywam „ssącą”. Mężczyzna – przewodniczący regionu – aby zapełnić listę, będzie poszukiwał kobiet. Będzie dostosowywał życie partyjne w swoim regionie do ich potrzeb. Mężczyźni, którzy teraz zamykają się we własnym politycznym światku i w swoim sposobie myślenia, musieliby wykształcić mechanizmy wciągające kobiety do polityki.
Jestem przekonana, że parytety byłyby przejściowym rozwiązaniem.
[b]Bez żadnych parytetów coraz częściej liderkami lokalnych społeczności zostają kobiety. Nie zauważyła pani, jak wiele kobiet jest sołtysami? I to mimo patriarchalnej mentalności na wsi?[/b]
Zauważyłam. Jest to bardzo ciekawy mechanizm, bo jednocześnie PSL ma w parlamencie tylko jedną posłankę, panią marszałek. Być może fenomen ten wynika z tego, że mężczyźni na wsi umierają średnio o dziesięć lat wcześniej niż kobiety, może z tego, że choroba alkoholizmu jest wśród nich dość rozpowszechniona. Hasło „kobiety na traktory” też swoje zrobiło. Kobiety na wsi przejęły męskie role.
W mieście jest inaczej. Kobieta w mieście pracuje na dwóch etatach: tym w pracy i tym w domu. A chodzi o to, by kobieta i mężczyzna po równo rozdzielali te etaty.
[b]Ale to nie jest chyba problem parytetów politycznych, tylko polskiej mentalności?[/b]
To są dwie strony tej samej monety. Trzeba zmienić wzorce kulturowe, aby uwolnić czas kobiet na działalność publiczną i odblokować ich wejście do tej działalności. Pamiętam, że musiałam walczyć z rodziną, bym mogła poświęcać czas polityce. Mężczyźni nie muszą tego robić.
[b]Będzie pani głosować za parytetami w Sejmie?[/b]
Za poprawką dającą kobietom 30 proc. miejsc na liście. Wolałabym rozwiązanie parytetowe, czyli 50 proc., ale podchodzę do tego pragmatycznie.
[b]To może skończyłoby się, jak w „Seksmisji” – kobiety rządzą, a mężczyźni są w zaniku?[/b]
Chciałabym, żeby kiedyś płeć przestała się liczyć w polityce. I tylko tyle. A może aż tyle.
[b]Na razie kandydatami na prezydenta w Platformie są mężczyźni, więc śladów analogii do „Seksmisji” nie ma. A jak pani się podoba decyzja zarządu partii, że o wyborze Bronisława Komorowskiego czy Radosława Sikorskiego przesądzą członkowie PO za pośrednictwem Internetu bądź korespondencyjnie?[/b]
Podoba mi się. To zupełnie naturalna droga, powrót do założeń PO, choć w ograniczonym zakresie, bo wybór jest między dwoma wyłonionymi wcześniej kandydatami. To nie jest prosta sytuacja.
Wracam wciąż do kwestii równowagi między władzą a odpowiedzialnością. Władza została przekazana na doły partyjne i odpowiedzialność też. Ale co będzie, jeśli między wyborem kandydata a decyzją oficjalną wydarzy się coś niespodziewanego? Moim zdaniem zarząd powinien sobie zostawić furtkę w wyborze kandydata.
[b]Chodzi pani o haki, które mogą się pojawić na kandydata Platformy?[/b]
Te wybory będą z całą pewnością bardzo brutalne, więc taką furtkę trzeba zostawić. Po to, by zarząd mógł ewentualnie zdecydować inaczej niż członkowie, gdyby coś bardzo istotnego się wydarzyło.
[b]Jak pani będzie głosowała?[/b]
Obaj byliby bardzo dobrymi prezydentami. Może oddam dwa głosy? A serio, piłka jest wciąż w grze. Obaj kandydaci toczą teraz kampanię na swoją rzecz.
[b]Który z nich jest skuteczniejszy?[/b]
Mam wrażenie, że więcej wysiłku w tej chwili wkłada w kampanię Sikorski. Ale tak jak powiedziałam, piłka jest wciąż w grze.