[i]Korespondencja z Johannesburga[/i]

Od trzech dni policja w Tembisie jest bardziej nerwowa niż zwykle. W niedzielę podczas meczu Korei z Nigerią na stadionie Makulong doszło do zamieszek.

Z Koreą kłopotów prawie nie ma – obstawę uzbrojonych w długie karabiny policjantów dostaje tylko drużyna. Kibiców ani dziennikarzy chronić nie trzeba, bo ci z Korei Północnej przyjechać nie mogli. Potęga FIFA jest jednak wielka, jeśli Republika Ludowo-Demokratyczna wzięła udział w eliminacjach i zdecydowała się wystartować na mundialu, musi dopuścić do siebie światowe media. Leżąca na przedmieściach Johannesburga Tembisa złą sławą dorównywałaby Soweto, ale legenda może być tylko jedna. Mundial zawitał tu głównie dzięki Korei, która z braku pieniędzy ćwiczy w takiej okolicy.

"Możliwości dla mediów" drużyny koreańskiej trwają 15 minut. Kilkudziesięciu dziennikarzy od jednego przyprowadzonego piłkarza oddziela rząd ustawiony ze szkolnych ławek. Piłkarz nazywa się Jong Tae-se i jest jednym z trzech piłkarzy grających w klubie poza Koreą Północną – japońskim Kawasaki Frontale. Jong urodził się zresztą w Japonii, ale zdecydował się grać dla kraju swoich przodków z wdzięczności za to, że Phenian sfinansował mu edukację.

– Jesteśmy tu, żeby wygrywać. Uważam, że tylko my i Niemcy mamy takiego ducha, który pozwala nam do ostatniej minuty wierzyć w to, że uda się pokonać przeciwnika. Chcemy też zmienić obraz naszego kraju w oczach innych narodów – mówił w asyście tłumacza, który tylko czasem podpowiadał mu pojedyncze słowa.

Jong Tae-se w kraju znany jest z niewyparzonego języka. Na temat polityki jednak nie chciał się wypowiadać, stwierdził, że od sportu dzieli ją bardzo dużo. Korea trafiła do grupy z Brazylią, Portugalią i Wybrzeżem Kości Słoniowej. Gorzej nie mogła, ale na mundial wraca po 44 latach pełna wiary, bo wtedy w Anglii udało jej się w grupie pokonać Włochy 1:0 i awansować do ćwierćfinału. Strzelec tamtego gola Pak Doo-ik dostał awans w wojsku, ale inni piłkarze wrócili do normalnej pracy.

Sukces z 1966 roku jest w komunistycznej Korei pamiętany, piłkarze poruszają się po Johannesburgu autokarem z napisem "Tak jak w 1966 – zwycięstwo dla Korei!", ale w tym roku mundialu w ojczyźnie nikt nie obejrzy. Jeśli drużyna wygra, mecz zostanie odtworzony z kilkugodzinnym poślizgiem, by wychwycić wszystkie polityczne hasła na transparentach. Jeśli przegra, nie będzie nawet retransmisji.

Trenerem drużyny jest Kim Jong-hun, który ogłaszając kadrę na mundial, próbował oszukać FIFA. Napastnika Kim Myong-wona umieścił na liście jako trzeciego bramkarza. FIFA wysłała pismo, w którym poinformowała, że zawodnik zgłoszony jako bramkarz może grać tylko na tej pozycji.

Ekipie Korei Północnej na mundialu towarzyszy kilka razy więcej oficjeli niż innym. Nawet nie chodzą w ciemnych okularach i nie mają plastikowych słuchawek w uszach, ale wiadomo, że pilnują, by drużyna w komplecie wróciła do kraju. Ucieczka jednego ma oznaczać więzienie dla całej reszty. Piłkarze pilnują się sami i chwalą Kim Dzong Ila, którego wizerunek noszą wpięty w klapy marynarek przy okazji oficjalnych spotkań.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Futbol w Korei jest sportem numer jeden. Telewizja z opóźnieniem pokazuje mecze Juventusu, Manchesteru czy Ligi Mistrzów. Kiedy piłkarze przyjeżdżali do Anglii w 1966 roku, witano ich w Europie jako pewnych przegranych, żegnano jako ulubieńców. Afryka wita ich podobnie.

Na spotkaniu z Jongiem Tae-se nazywanym w Japonii koreańskim Rooneyem było wielu dziennikarzy z Korei Południowej. – Będziemy pokazywać mecze tej drużyny, wielu naszych kibiców będzie ją dopingować, bo przecież jesteśmy jednym narodem – tłumaczyli. Jeszcze na początku marca podczas meczów towarzyskich w Wenezueli piłkarze Kim Jong-huna grali w wypożyczonych strojach. Teraz ubiera ich włoska firma Legea, jednak nie chwali się tym na oficjalnej stronie internetowej.

[i]Michał Kołodziejczyk z Johannesburga[/i]