Reklama
Rozwiń
Reklama

Rozmowa przy ognisku

Jak jest nocą w Johannesburgu? Gdy mecz się kończy, trzeba jeszcze wrócić do domu. Nie zawsze jest to proste - pisze wysłannik "Rz" na mundial w RPA

Aktualizacja: 22.06.2010 22:55 Publikacja: 21.06.2010 22:15

Gdy stadion pustoszeje dziennikarze jeszcze pracują

Gdy stadion pustoszeje dziennikarze jeszcze pracują

Foto: AFP

Mecz Słowenii z USA na stadionie Ellis Park w Johannesburgu skończył się przed 18. Kiedy wychodziłem o północy z biura prasowego, nie było już prawie nikogo, a na pewno nie było kogoś z obsługi, kto pokazałby mi, gdzie stoją autobusy, które miały rozwozić dziennikarzy w różne strony miasta.

W dniu meczu autobusy miały jeździć do 2.15. Słyszałem, że się psują i nie są ogrzewane, a z kierowcami trudno się porozumieć, ale tego dnia autobusów nie było w ogóle.

Ellis Park to nieciekawa okolica, policyjne statystyki są zatrważające. Kiedy tylko wyszedłem z terenu stadionu, ruszył za mną policjant. Przy bramie pokazał mi, gdzie autobusy stoją zazwyczaj, ale dalej szedł za mną. Gdy doszedłem do skrzyżowania, zagwizdał i głosem nieznoszącym sprzeciwu kazał wracać. Powiedział mi, że jeśli ich nie widzę stąd, to znaczy, że dzisiaj już nie przyjadą.

Zadzwoniłem po taksówkę, policjant wrócił do ogniska, które rozpalił przy bramie stadionu. Wielu policjantów na mundialu nie wygląda jak policjanci. Ten miał śmiesznie założoną wełnianą czapkę, kufajkę, a na niej naciągniętą kamizelkę z napisem „policja“. Wyglądał, jakby ktoś podszedł do niego przed meczem, dał 100 randów i powiedział, że w dzisiejszej zabawie w policjantów i złodziei będzie po dobrej stronie.

Taksówka podjechała natychmiast, ale tylko zwolniła, zamiast się zatrzymać. Znajomy policjant przybiegł natychmiast i powiedział, że nie wolno mi machać na taksówki, mimo że się jednej z nich spodziewam. Bo gdy zamacham, to mogą mnie zawieźć, ale nie tam, gdzie bym chciał. Poprosił o telefon, żeby sprawdzić, pod jaki dzwoniłem numer.

Reklama
Reklama

Zadzwonił jeszcze raz, rozmawiał minutę, ale nic nie zrozumiałem. Powiedział mi, że to półangielski i półzulu i że te taksówki są bezpieczne, ale nie mogę na nią czekać w tym miejscu, tylko mam z nim podejść do ogniska. Policjanci w kufajkach przy ognisku przy minus dwóch stopniach w czerwcową noc w Afryce opowiadali mi, jak zmienia się ich kraj i miasto, porozmawialiśmy trochę o futbolu, o Bafana Bafana. Obiecywali sprawdzić na mapie, gdzie jest Polska, bo nie mieli zielonego pojęcia, co to za kraj. Nie znali ani papieża, ani Bońka.

Kiedy przyjechała taksówka, policjant podszedł ze mną do samochodu i ostentacyjnie poprosił o wizytówkę. – Powiedz mu, że za pół godziny do ciebie zadzwonię, spytać, czy wszystko jest w porządku – powiedział. Taksówkarz był bardzo miły, poza angielskim mówił też w języku xhosa. Rozbawiał mnie zdaniami w stylu naszego „Szczebrzeszyna“, cieszył się, że się śmieję.

Gdy dojechaliśmy na miejsce – do ekskluzywnego osiedla domków jednorodzinnych – opowiadał mi, że tu się wychował. Policjant oczywiście nie zadzwonił.

[i]Korespondencja z Johannesburga[/i]

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama