Reklama

Niepokój o przyszłość Tunezji

Islamiści i ludzie dawnego reżimu szykują się do przejęcia władzy

Aktualizacja: 28.07.2011 21:13 Publikacja: 28.07.2011 21:09

Demonstracje antyrządowe w Tunisie (22 lipca 2011 r.)

Demonstracje antyrządowe w Tunisie (22 lipca 2011 r.)

Foto: AFP

Pół roku po wybuchu rewolucji, która doprowadziła do obalenia prezydenta Zina el Abidina Ben Alego, ludzie dawnego reżimu wciąż zajmują kluczowe stanowiska w Tunezji. Zdaniem krytyków dawne elity blokują demokratyczne zmiany i przygotowują się do odzyskania władzy. – W ich rękach jest między innymi MSW i Ministerstwo Sprawiedliwości. Gdzieniegdzie powymieniano ludzi na najwyższych stanowiskach, ale pozostał cały aparat władzy. To wciąż państwo w państwie – mówi „Rz" Ahlem Belhadż, szefowa Demokratycznego Ruchu Kobiet.

Najbardziej jaskrawym przykładem dawnych układów jest tymczasowy prezydent Fuad Mebaza, który w czasach dyktatury był przewodniczącym parlamentu. Wśród elit rządzących wciąż widać też dawne przyzwyczajenia. W połowie lipca policja brutalnie rozbiła antyrządową demonstrację. Odpowiedzią była seria ataków na posterunki policji. W efekcie prezydent bezterminowo przedłużył obowiązujący od kilku dekad stan wyjątkowy.

Głównym celem władz tymczasowych ma być doprowadzenie kraju do demokratycznych wyborów. Początkowo zaplanowano je na ostatnią niedzielę. Termin okazał się nierealny i został przesunięty o trzy miesiące. W tym czasie Tunezja, wzorując się m.in. na Polsce, próbuje dokonać symbolicznego rozliczenia z dyktaturą, by uspokoić społeczne nastroje. Prezydent Ben Ali, który zbiegł do Arabii Saudyjskiej, został skazany w dwóch zaocznych procesach na 35 i 15 lat więzienia. W tym tygodniu przed sądem stanęło 23 członków jego rodziny i bliskich współpracowników.

– Osądzeni mają być ci, którzy dopuścili się przestępstw, na przykład rozkradali majątek. Specjalna komisja ustaliła 9 tys. takich osób. Druga kategoria to ci, którzy zajmowali wysokie stanowiska w reżimie. Chodzi o 3 tys. osób, które nie mogą startować w wyborach. Trzecia kategoria to 2 mln szeregowych członków partii. Tych można zagospodarować – mówi „Rz" minister rozwoju regionalnego Abderrazak Zuari.

Jego zdaniem nie ma obaw, że dawny reżim powróci do władzy. – Rządząca partia została rozwiązana, a jej ludzie są rozproszeni – przekonuje.

Reklama
Reklama

Wiele osób nie podziela tego optymizmu. Szacuje się, że fundament reżimu stanowiło aż 40 tys. najbardziej skorumpowanych ludzi. – Utworzyli już około 20 partii i po wyborach dalej będą pociągać za sznurki – ostrzega „Rz" Azza Turki, dziennikarka tygodnika „Realité".

Drugą największą siłą mogą okazać się islamskie partie religijne, w czasach reżimu zdelegalizowane. Największa z nich, Nahda, może liczyć na od 20 do 30 proc. poparcia. – Mają sporo pieniędzy i najsilniejsze struktury. Wykorzystują meczety do kampanii – tłumaczy Alhelm Belhadż. Zdaniem władz przełożenie terminu wyborów zwiększa szanse innych partii.  –Jest czas na debatę, a wyborcy mogą się zapoznać z programem innych ugrupowań – dodaje minister Zuari.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama